Jedna z postaci "Bakunowego faktora" powiada: -"Wiele jest ludzi, z których nie ma pociechy!" A gdzie indziej słyszymy, że "spisane będą czyny i słowa". Czy nieuzasadnione będzie twierdzenie, że - zebrawszy to razem - na podstawie tego, co kto gada i robi można orzekać, czy jest z niego pociecha? Dość silne chyba podstawy będzie także miała opinia, iż istnienie osobnika, z którego nie ma pociechy, jest dla ogółu sprawą tylko w najlepszym razie obojętną; jego brak nikomu uszczerbku nie przyniesie - a może okazać się odwrotnie: wypadnie korzystnie.
Takie to myśli - pewnie niezbyt odkrywcze, ale jednak wywołane przez wysokich lotów literaturę (to mnie może poniekąd usprawiedliwia?) zaprzątają ostatnio moją uwagę - a napłynęły z nasłuchania się aż do przesytu wypowiedzi osób usadowionych na wysokich szczeblach drabiny państwowej władzy. Nie chce się tego wszystkiego przytaczać, ale choć trochę - trzeba, żeby wiadomo było, o co biega. To proszę: minister od sił zbrojnych bezradnie uprasza grasujących na granicy przemytników ludzi, aby się poprawili i nie grzeszyli więcej; ministra od edukacji nie wierzy, żeby rozmawiający z nią redaktor był w swoim czasie zdolny do przeczytania "Pana Tadeusza" (ona najwyraźniej - nie) i ostro go na tę okoliczność przesłuchuje; inny minister, a przedtem też nie byle kto, bo RPO - czuje się, jak zwierzątko oswojone przez Niemców; jeszcze inna ministra poucza nas co do pozyskiwania energii elektrycznej z prądu - a poseł z większości parlamentarnej przekonuje, że skoro jesteśmy państwem świeckim, to mamy robić zakupy w niedzielę. Byłbym zapomniał - ktoś z tej paczki uważa, że jak się przy jednym z naszych pomniejszych lotnisk postawi stację benzynową i dwugwiazdkowy hotel - to starczy za CPK.
Przytaczam same tylko artykułowane przez te ważne osobistości głupociny, a przecież i one wystarczą, aby ocenić: mamy z tych ludzi jakąś pociechę - czy ani trochę. I więcej jeszcze - czy jest jakakolwiek nadzieja na to, że da się z nich wydusić cokolwiek ponad te tak mizernie zaprezentowane - pożal się, Boże - kompetencje. Ośmielam się mocno w to powątpiewać, bo przecież ta jakby celowo na zasadzie selekcji negatywnej dobrana ekipa, w obliczu bezliku poważnych spraw i wyzwań za najpilniejsze uznaje serwowanie współobywatelom tak istotnych i niecierpiących zwłoki przedsięwzięć, jak in vitro, wolna aborcja, wspomniane niedziele handlowe, okrojenie religii w szkole oraz zdejmowanie krzyży - zachęcając jednocześnie do czerpania satysfakcji z tego, że "Tusk jest architektem władzy w Europie". A dokonania tego ostatniego - ich szefa - to temat na osobne opowiadanie i nie piszę o nich dlatego właśnie - a trochę i z tego powodu, że ma się ku wieczorowi i wolę nie myśleć o tej postaci przed nocą. Ale nim skończę - nie mogę nie wspomnieć o pewnej znajomej osobie i o tym co powiedziała: "Ten Petru - jak coś powie, to mądrze!" Serio - ani ja nie zmyślam, ani ona nie żartowała; czy w związku z tym przy urnie jest z niej jakaś pociecha? Zaryzykowałbym twierdzenie, że gdyby tych wszystkich wyżej opisanych nie było - skorzystalibyśmy na tym. Nie, nie - nie myślę o niczym skrajnym. Idzie o to, żeby ich nie było w polityce; płynąca stąd pociecha byłaby znaczna.
John Barth mówiąc o tych, co to z nich nie ma pociechy - nie wypowiadał się w kwestii rozmieszczenia ich w populacji globu; jest ono równomierne - czy też nie. Co do mnie - to jestem przekonany, że nierównomierne i to ze znaczną dla nas niekorzyścią.





Komentarze
Pokaż komentarze