Sympatyczny chorwacki dziennikarz, którego widuję w telewizorze zasugerował ostatnio, że nikogo nie interesuje to, co ma do powiedzenia Donald Tusk. Mnie jednak coś zaciekawiło, a mianowicie - co wyżej wspomniany powie w związku z zupełnie niebywałą sytuacją, w jakiej się parę dni temu znaleźliśmy - polegającą na tym, że teraz, tuż przed końcem grudnia, ni z tego, ni z owego spadł śnieg. Najlepszą okazją do zdobycia pożądanej wiedzy było, co oczywiste, przyjrzenie się posiedzeniu sztabu kryzysowego czy czegoś w tym rodzaju. Obserwacja tego spotkania wzbogaciła mnie o spostrzeżenie, że wielkim szczęściem okazuje się fakt, iż śnieżyca jest żywiołem daleko mniej groźnym niż powódź. A także - o potwierdzenie przewagi natury nad człowiekiem: rolnicy blokują drogi, a rząd - nic; jak się za to wzięła śnieżyca - to zaraz posiedzenia, konferencje prasowe itp.
Początek zdawał się zapowiadać, że polecą głowy; nasępione brwi i twardy wzrok pana Premiera wydawały się wróżyć zebranym przy stole ciężkie chwile i ostra komenda: - wojewodowie, właczyć mikrofony! - mogła to spodziewanie potwierdzać. Sprawdziło się jednak powszechne przekonanie, że niewinni nie mają się czego obawiać; po wyjaśnieniu ze strony szefów rozmaitych służb oraz resortów, że za kłopoty z odśnieżaniem winien jest śnieg - nastrój spotkania złagodniał: za cóż strofować, skoro państwo zdaje egzamin? Premier tylko przez chwilę rozważał - czy jest sens, żeby jeździły pociągi, skoro perony zaśnieżone - ale potem po ojcowsku napomniał, że lepiej byłoby ten śnieg sprzątnąć i że od teraz wszelkie informacje meteo mają być pre-cy-zyj-ne! - i tak samo pre-cy-zyj-ne muszą się okazać wiadomości o sytuacji na drogach. Na tym możnaby skończyć, a jak się do tego doda wcześniejsze wypowiedzi oficjeli wskazujące na to, że uciążliwościom na drogach winni są kierowcy, którzy powinni raczej siedzieć w domu, a wyjeżdżając - odpowiednio się zabezpieczyć ( np. zabrać przenośny piecyk i kubik porąbanego drewna - to mój pomysł!) - jasnym się staje, że ludzka nieprzezorność jest przyczyną tych wszystkich kłopotów i przypomina się ten Poleszuk, który widok mostu załamującego się pod ciężarem wozu trafnie skomentował: - ot, durny! Widzi most - a jedzie. Co do dopełnienia obowiązków przez pana Premiera i rozmaitych jemu podległych funkcjonariuszy - jest ok.; jak nie widać pługów, to przecież nie znaczy, że ich nie ma (to cytat z Klimczaka).
Nie dotrwałem do końca, ale jeden interesujący moment udało się zarejestrować. Premier po otrzymaniu informacji o blokadzie A4 między Wrocławiem a granicą z Niemcami usilnie dopytywał, w którym kierunku ta autostrada jest niedrożna - a poinformowany, że w kierunku Niemiec, już się tym dalej nie interesował. Dlaczego - trudno wyjaśnić; wygląda na to, że niezakłócone funkcjonowanie jezdni z tamtej strony uznał za ważniejsze. Ponowne zapytanie - dlaczego? - wydaje się zasadne; swego czasu dawny partyjny towarzysz DT informował o płynących z tamtej strony pieniądzach zasilających jego partię, ale to przecież czas miniony. Czy może więc chodzić o drożność niezbędną dla niezakłóconego przepływu instrukcji, wskazówek i poleceń?
A wracając do posiedzenia - to słowo "lipa" (tilia) nasuwa się w odniesieniu do niego w sposób najoczywistszy; jeśli wspomnieć, co mówił Tusk junior o stosunku ojca do sprawy Amber Gold - wychodzi, że z lipą Tusk senior jest obeznany nienajgorzej. Co jeszcze dodać? ano, odmiany tilia magna nie ma, ale jest - o czym wiem na pewno - tilia varsoviense; to jednak dobry temat na inne opowiadanie.
Inne tematy w dziale Polityka