Eurybiades Eurybiades
116
BLOG

Jest jak za komuny - czy nie; porównanie na przykładach

Eurybiades Eurybiades Polityka Obserwuj notkę 17

      Jak to ze wszystkim w polskim narodzie bywa, tak i w tej kwestii zdania są podzielone.  Ale coraz częściej pojawiają się opinie, że tak, jak najbardziej - komuna wraca, a ściślej - wracają jej obyczaje.  Ja czasy komuny pamiętam całkiem dobrze - i to na całej przestrzeni ich trwania, bo urodziłem się jeszcze podczas wojny.  Prawda - pierwsze, a tym samym najbardziej krwiożercze jej lata minęły bez świadomości z mej strony, że to właśnie ona rządzi i jaka jest jej natura - ale gdzieś tak od początku lat pięćdziesiątych nieźle już kumałem, co i jak  - bo też i rodzice podsuwali, co należało;  robili to ostrożnie.  Tym, co w ówczesnej rzeczywistości najbardziej uderzało, było wszechobecne i ogarniające wszystko zakłamanie.  Ojcowie narodu ogłaszali historie, o których powszechnie wiadomo było, że są wierutną bzdurą - ale należało przyjmować je z powagą i broń Boże pokazywać, co się naprawdę myśli;  przy każdej nadarzającej się okazji trąbili, że kiedy władza należy do ludu pracującego miast i wsi - wszystkim żyje się dobrze, a rzeczywistość tymczasem skrzeczała i Poznań 1956 oraz Grudzień 1970 stąd głównie się wzięły, że brzuchy przysychały do pleców.  Teraz zalatuje podobnym aromatem:  szef rządu pieje z zachwytu nad stanem gospodarki i zapewnia, że wzrost bezrobocia nie osiąga poziomu alarmowego - a jego minister od czegoś tam powiada: - nigdy nie mieliśmy lepszej drogi do sukcesu, niż teraz!  Tymczasem - wszelkie możliwe wskaźniki gospodarcze pokazują spadki - z wyjątkiem zadłużenia, które akurat rośnie.  A jak wziąć takie np. bezrobocie, to od poprzednich rządów podskoczyło o 20%.  Zresztą - nie tylko o gospodarkę i poziom życia idzie;  to załganie obejmuje wszystko, a co do szefa rządu - to dość powszechna i silnie utrwalona staje się opinia, że mówiąc cokolwiek - prawdę omija w takiej odległości, żeby nie była widoczna.

   A co do innych spraw:  mieliśmy za komuny sąsiada i jednocześnie hegemona, który mieścił się po naszej wschodniej stronie;  bez jego zgody ani mru mru i palcem w bucie kiwnąć nie mogliśmy, a za to - każdy jego nakaz należało wykonać.  Teraz sprawy wyglądają tak, że zakazy i nakazy przychodzą z innej strony - rzec można, że wprost przeciwnej;  różnica niby jest, ale czy zasadnicza?  Jak tam - w tej właśnie stronie -  powiedziano, że trzeba brać SAFE - to Premier zwraca się do nas per  "zakute łby" i dobrze, że nie dodaje: - maul halten!  Co jeszcze? - choćby to, jak władza posługuje się wymiarem sprawiedliwości wobec obywatela, do którego z jakiegoś powodu nie żywi sympatii;  obecny MS i PG  - to nie to samo, co np. niegdysiejszy Zarakowski - ale starania idą we właściwym kierunku i niewiele wydaje się brakować do osiągnięcia pożądanego celu.

   A co się tyczy spraw lżejszego kalibru, to nie sposób nie wspomnieć cyrku, w jakim się wtedy uczestniczyło:  rozmaite akademie ku czci tych, co się ich wcale czcić nie chciało - portrety wodzów ludu umajone wieńcami z łapek świerkowych, a także noszone w pochodach jak feretrony w procesjach kościelnych.  Teraz środki są nowsze, ale cyrk wcale nie gorszy:  szef rządu pewnie oderwawszy się na chwilę od pracy dla dobra państwa i ciągle w garniturze - zbiera grzyby;  to oczywiście na spocie, podobnie, jak i siorbanie zupy z miski, podbijanie piłki czy prezentowanie umiejętności odbierania telefonu.  Przedtem - martwe portrety, teraz - żywe obrazy, ale różnica ma charakter wyłącznie techniczny, bo cel - wielbienie ojca narodu - ten sam.

   Możnaby tę wyliczankę ciągnąć dalej, ale podejrzenie, że jej wyniki nie odbiegałyby od tego, co powyżej - nabiera cech pewności.  Chcąc jednak być możliwie bezstronnym i rzetelnym nie można pomijać i innych spostrzeżeń - choćby takich:  brnąc ostatnio przez zaspy na nieodśnieżonej ulicy i wykręcając nogi na zmrożonym śniegu przypomniałem sobie film z czasów komuny.  Nazywał się chyba  - "Brunet wieczorową porą", albo jakoś podobnie - i pokazano w nim, jak w Warszawie wywrotki wywożą śnieg nad Wisłę, aby tam sobie spokojnie stopniał.  A mnie też w tamtym czasie zdarzyło się pomagać w ładowaniu śniegu na ciężarówkę - i było to w moim małym mieście, a nie w stolicy;  znaczy - za komuny  wywożenie śniegu było powszechne, a teraz - przynajmniej u mnie - ni chu chu.  Różnica zasadnicza, więc o tym powrocie komuny nie wypowiem się jednak stanowczo ani ostatecznie.

Eurybiades
O mnie Eurybiades

Konserwatysta

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (17)

Inne tematy w dziale Polityka