Przy tej wyrażonej w tytule opinii będę trwał i nikt mnie od niej nie odwiedzie - tak mocne jest moje przekonanie w tej sprawie. Dlaczego? nie chciałbym wprawdzie wyjaśnieniami obrażać ludzi kumatych, bo oni sami to wiedzą - ale na wypadek, gdyby pojawił się tu jakiś gość z Platformy czy, jak to się teraz mówi - Koalicji, to czuję się zobowiązany do wyłożenia, o co biega.
Rzecz ma się tak: przytoczony slogan w sposób oczywisty przeciwstawia sobie dwie pospolite czynności dając do zrozumienia, że robić - jest dobrze, a gadać - źle; rządzący oczywiście wybierają tę lepszą cząstkę aktywności. Takie stawianie sprawy dobitnie dowodzi, że logika nie jest najlepszą przyjaciółką autora tego sloganu i kiedy on się nad jego budowaniem trudził - była nie przy nim, a w drugim pokoju. Ba, żeby rzecz dotyczyła wyłącznie autora, kimkolwiek on jest - to pół biedy; sloganem tym posługują się jednak zarówno pomniejsi, jak i ważniejsi przedstawiciele władzy, nie wyłaczając samego Premiera. Rzecz przecież w tym, jak każdą z tych czynności się wykonuje: dobrze czy źle. Powiadał pan Zagłoba, że "cztery w arytmetyce są działania" - i dzięki jednemu z nich wiemy, że liczba możliwych wariantów wynosi w omawianym przypadku także cztery: można robić dobrze i gadać tak samo, robić dobrze a gadać źle, robić źle i próbować nadrabiać dobrym gadaniem, a w końcu - obie te czynności wykonywać kiepsko. Ten ostatni wariant wydaje się najtrafniej przystawać do tego, czym obecnie popisuje się władza. Wyliczanie przykładów wspierających to twierdzenie jest czynnością tak prostą i nieodkrywczą, że niedającą nawet odrobiny satysfakcji i tylko dla uniknięcia zarzutu gołosłowia sam się do niej przymuszę - zastrzegając wszakże, że w zakresie ograniczonym.
Po pierwsze - postępować wbrew Konstytucji jest źle i tak samo niedobrze jednocześnie gadać, że się wprowadza praworządność. Oszukiwanie ludzi przedwyborczymi obietnicami jest równie złe, jak późniejsze gadanie bzdur o jakoby uzasadniającym niedotrzymywanie obietnic zbyt małym poparciu w wyborach. Zaniechania budowy portu kontenerowego żadną miarą nie można uznać za korzystne, a jeszcze gorzej wypada gadanie, że powodem tego był zbyt mały rozmach pisowskiego projektu. Za mało? - to przykład wzięty ze spraw najświeższych: przemilczanie pedofilii - karygodne, a gadanie o rzekomym utrudnianiu przez Prezydenta ścigania tego obrzydlistwa - rozbrajająco bezczelne. Podsumowując wypada dojść do konkluzji, że co władza zrobi - to na dobre nie wychodzi, a co do gadania - to wbrew temu sloganowemu zapewnieniu chętnie je uprawia i to ze skutkiem równie fatalnym. Chciał, nie chciał nasuwa się przy tym myśl, że Premier dobrze by zrobił faktycznie wstrzymując się od gadania - jak to deklaruje, bo wedle opinii wielu - co tylko otworzy usta, to Prawda kurczy się i bywa, że całkiem znika. Z gadania mógłby też zrezygnować pan Bartoszewski; tak się ostatnio w TV zacinał, jąkał i plątał, że w końcu nie wiem, o czym gadał i mimo jego wcale jeszcze nie starczego wieku pomyślałem Mickiewiczem: "Słońce ostatnich kresów nieba dochodziło"...
Rozważając to wszystko wypada zauważyć następującą prawidłowość: koalicja rządząca szczęścia do sloganów nie ma! Przed wyborami prezydenckimi wymyślono zupełnie niedorzeczne zawołanie mające wspierać Rafała Trzaskowskiego: "Cała Polska naprzód!" - i obwieszono nim wszystkie dostępne ściany i płoty. Jakiś miesiąc przed wyborami zamieściłem tu notkę dotyczącą kiepskiej jakości tego hasła i wśród komentujących nie pojawił się nikt, kto by próbował je pochwalić; było marne - i tak samo jest teraz. Gdyby nie tylko ta jakość hasła miała się powtórzyć, to ja byłbym za. RT był po wyborach prezydentem przez dwie godziny; Donaldowi Tuskowi za półtora roku nie poskąpiłbym czegoś podobnego.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)