"Wobec" znaczy tyle, co "w obecności" - a obecność i nieobecność są pojęciami przeciwstawnymi; wynika z tego jasno, że "wobec" i "pod nieobecność" - to nie dość, że nie to samo - ale coś całkiem przeciwnego. Jeśli artysta cyrkowy staje na głowie, to przecież ani on, ani widzowie nie traktują tego, jako czynność normalną, tożsamą ze staniem na nogach. Grupka kandydatów na stanowisko sędziego TK wykonała ostatnio w Sali Kolumnowej Sejmu numer cyrkowy polegający na zamianie między funkcjami głowy i czynnościami nóg utrzymując, że nie ma znaczenia, co jest na dole, a co u góry; czy "wobec", czy "pod nieobecność" - na jedno wychodzi. Pewnie z takim stanowiskiem możnaby się zgodzić, ale tylko wtedy, kiedy zawartość głowy niczym nie różni się od tego, co się mieści w nodze; w omawianym przypadku tak właśnie być może i byłoby to wyjaśnienie dla omawianych osobników najkorzystniejsze. Bo jeśli nie głupota - to zła wola, a to już inny kaliber. Tak, czy inaczej - zaprezentowane przez nich kwalifikacje do tego, żeby pełnić poważne funkcje w wymiarze sprawiedliwości są takie, że tylko - jak mawiał nieodżałowany Marszałek - ..."kury szczać prowadzać!" I to samo - nolens volens - dotyczy popierających ich profesorów prawa, parlamentarzystów oraz ministrów - nie wykluczając pierwszego z nich; nic, tylko opieka nad drobiem w wyszczególnionym zakresie.
A co do tego, czy Prezydent miał prawo nie przyjąć ślubowania... Częste są ostatnio narzekanie, że tego czy owego w Konstytucji brakuje, albo to czy tamto nie zostało należycie doprecyzowane; z tym się można zgodzić, ale może należałoby też uznać, że skoro coś w tej ustawie zasadniczej stoi czarno na białym, to nie dla ozdoby albo dodania tekstowi powagi - i skoro napisano, że Prezydent jest strażnikiem Konstytucji - to coś istotnego winno z tego wynikać. I wynika! - to mianowicie, że w rozmaitych podejmowanych przez władzę decyzjach on właśnie jest ogniwem ostatnim, decydującym o tym, czy rzecz przygotowana w parlamencie lub w rządzie zaczyna obowiązywać. Część z tego, co mu w związku z tym wolno, opisano dokładnie - ot, choćby prawo veta wobec ustaw czy decyzje dotyczące różnych mianowań. Na tym, co wyszczególniono mogło było się skończyć, ale tak się nie stało; po wyszczególnieniu prerogatyw Prezydenta furtki ograniczającej jego uprawnienia nie domknięto i artykuł mówiący o nim, jako Strażniku Konstytucji wydaje się w sposób oczywisty wskazywać na to, że tam, gdzie on widzi jej zagrożenie - powinien interweniować. Jak do TK próbuje się wepchnąć osobników aktywnych politycznie - musi dać odpór; kiedy robi się to w dodatku z naruszeniem obowiązujących procedur - - nie inaczej. Powie ktoś, że to naciągane? Naciągane - i to bezczelnie, jest utrzymywanie, że pod nieobecność - znaczy wobec. Ale nie ulega wątpliwości, że częściowe doprecyzowanie uprawnień Prezydenta wynikających ze stania na straży Konstytucji byłoby korzystne; takie na przykład, że w przypadku jej naruszenia Prezydent, jako zwierzchnik Sił Zbrojnych wysyła po winowajcę patrol Żandarmerii Wojskowej. Co potem? - bądźmy litościwi: może akt łaski zamiast - jak to drzewiej bywało - obcinania członków.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)