Literatura czerpie z życia - takie twierdzenie jest powszechnie aprobowane i w znacznej mierze słuszne, choć przecież nie do końca; jak się zajrzy np. do powieści Dariusza Filara pt. "Szklanki krwi żydowskiej", to on tam zamieścił opis sceny miłosnej, a w nim taki passus: "wyobrażałem sobie, że wewnętrznymi drogami jej ciała - poprzez brzuch, piersi i gardło podążam do mózgu"... Że nie zostało to zaczerpnięte z życia i nie ma nic wspólnego z jego ważnymi i podstawowymi funkcjami - dowodzić nie trzeba. Różnie więc z tą literaturą bywa, ale że czerpie z życia częściej, niż tego nie czyni - to pewne; więcej - nie jest to relacja jednostronna, bo ona - ta literatura - potrafi się odwdzięczać.
W moim przypadku to odwdzięczanie się wygląda tak: naczytałem się w swoim życiu sporo i nierzadko teraz stwierdzam, że to, co z tego zapamiętałem pasuje do czasu i realiów obecnie mnie otaczających; słucham i patrzę - a podświadomość daje kopniaka pamięci i z mroku, który stara się ją coraz mocniej ogarniać wyłaniają się literackie kawałki - fragmenty dialogów czy monologów będące pasującą jak ulał reakcją na to, czego właśnie doświadczam. Ot - na przykład: słucham od czasu do czasu, co miewa do powiedzenia Włodzimierz Czarzasty - i nieodmiennie w pamięci rozbłyska początek monologu Hamleta w wersji Jeremiego Przybory: "Bić - albo nie bić w to bezczelne ryło... raz, ale dokładnie - najlepiej by było". Nie inaczej zdarza się po licznych wystąpieniach Donalda Tuska; najprostszą reakcją bywa to, co wykrzyczał osobnik o nazwisku Sowter w "Bakunowym faktorze": "Jasna d..a - ale kłamstwo!!!" To najprostsze, ale bywa, że pojawia się odzew bardziej pogłębiony - mianowicie to, co wygarnął Kmicic Kuklinowskiemu: "Jesteś szelma, zdrajca, łotr, rakarz i arcypies! Masz dosyć, czyli mam ci jeszcze w oczy plunąć?"
U Sienkiewicza, nawiasem mówiąć, sporo jest kawałków przystających do tego, co się teraz w naszej rzeczywistości dzieje. Co rusz doświadczam popisów olbrzymów intelektu w rodzaju Michała Szczerby, Dariusza Jońskiego - a ostatnio także Krzysztofa Gawkowskiego czy Miłosza Motyki, nie wspominając o rozlicznych damach z tego grona - i na to, jak wydrukowane pojawiają się przed oczami słowa Zagłoby skierowane do Rocha Kowalskiego - też swego rodzaju mistrza w myśleniu: "Na plecy bierz, ile wlezie, ale na rozum nie bierz, gdyż zaraz będziesz szwankował"; ech - szkoda, że telewizor nie jest interaktywny! A dziś - takie zdarzenie: Roman Giertych wywnętrza się o Prezydencie u Doroty Schnepf - przy jej życzliwym wsparciu, a moja pamięć stymulowana przez podświadomość przypomina, co wyartykułował jeden z bohaterów "Wspólnego pokoju" Uniłowskiego: "Milcz pan, milcz - bo za daleko się posuwasz, bydlę przeklęte!"
Te literackie odniesienia nie są ściśle przywiązane do konkretnych osób i ich produkcji - skądże; one występują naprzemiennie, bo okazują się być poniekąd uniwersalnymi. Zaczyna to być męczące, bo wcale przeze mnie nie pożądane - ale podświadomość najwyraźniej potrafi bronić swojej niezależności od woli gospodarza. Ci, co mnie znają - wiedzą, że do nikogo bym się nie zwrócił przy użyciu form zaprezentowanych w przywołanych cytatach; jestem człowiekiem o naturze wcale nie raptusa i o usposobieniu raczej potulnym. Ale z drugiej strony na rzecz patrząc - to ta niezależna od mojej woli podświadomość nie przywołuje niczego, co byłoby zaczerpnięte z pisarstwa brukowego, a przecież i o nie, chcąc - nie chcąc się ocierałem; przeciwnie - wszystko to pochodzi z literatury powszechnie cenionej. Wygląda więc na to, że ta podświadomość jest selektywna w pozytywnym znaczeniu tego słowa, a skoro tak - to chyba wszystko ok.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)