Stan wojenny zaskoczył wszystkich. Okazało się, że dla komunistycznej władzy największym wrogiem jest sam naród, dlatego wypowiedziała mu wojnę.
W Łodzi sytuacja w połowie grudnia 1981 roku wyglądała nieco inaczej, niż w większości polskich miast. Podczas gdy w wielu miejscach strajkowały wielkie zakłady państwowe, w Łodzi mimo, iż strajki również były, to jednak szybko i skutecznie zostały spacyfikowane, zanim zdążyły na dobre się rozwinąć. Było jednak w tym mieście miejsce, z którym tak łatwo władzy nie poszło – Uniwersytet Łódzki, a dokładnie budynek Wydziału Prawa przy ul. Narutowicza i Składowej.
W poniedziałek 14 grudnia 1981 roku kilkudziesięcioosobowa grupa studentów ogłosiła strajk okupacyjny, zabarykadowując się w budynku Wydziału Prawa UŁ. Nie minął jeszcze rok od najdłuższego strajku okupacyjnego w PRL, który studenci tej samej uczelni zorganizowali na przełomie stycznia i lutego 1981 r. Wielu ze strajkujących pamięta z własnego czynnego doświadczenia tamte wydarzenia i znowu przychodzi im stanąć twarzą w twarz z wrogiem jakim jest rządzone nimi państwo.
Strajk z góry skazany był na niepowodzenie. Milicja i wojsko początkowo ograniczały się do rozmów „ulica – okno” z protestującymi, wzywając do przerwania strajku, co kończyło się drwinami i wyszydzaniem funkcjonariuszy publicznych. SB miała jednak plan zakończenia strajku. Akcja miała kryptonim „HECA” i została skutecznie, acz nie bez problemów wykonana, kończąc strajk 16 grudnia w godzinach popołudniowych. Warto jednak wspomnieć, iż łódzcy studenci wykazali się nielada odwagą i pomysłowością, jak choćby wówczas, gdy zablokowali niemal całą ulicę Narutowicza poprzez zatrzymanie tramwajów i złączenie ich razem, z pomocą motorniczych.
Warto, aby szczególnie młodzi łodzianie pamiętali o tamtych wydarzeniach, o heroicznym wysiłku młodych studentów, którzy stanęli naprzeciwko komunistycznego reżimu, nie chcąc mu się poddać, pomimo faktu, iż wszystkie łódzkie zakłady po kolei były pacyfikowane, a ludziom kazano wracać do pracy. Pamiętajmy o tym.
Marcin S.




Komentarze
Pokaż komentarze