polityka bez tajemnic
Sprawy trudne rozwiązujemy od ręki, sprawy niemożliwe zajmują nam nieco więcej czasu.
4 obserwujących
567 notek
100k odsłon
  192   0

Bóg a nasza rzeczywistość

Bóg… rozumowanie na poziomie.... A dlaczego nie, po prostu, najzwyczajniej i najrealniej, do szpiku kości prawdziwie – wysoko (lub najwyżej) rozwinięta cywilizacja? Która nas stworzyła oczywiście. Bez boskich mistyfikacji i ziemskich gloryfikacji?

Przykłady tzw. „małych Bogów” mamy u siebie. Prezydenci krajów, czy Mark Zuckerberg, właściciel Facebooka. Czy komukolwiek udało się do niego dotrzeć, kiedy pisał jakąś skargę, prośbę, czy coś chciał wyjaśnić, uzyskać na Fb? Nie, w pierwszej kolejności trafił na mur robotów kontrolujących Fb i obsługujących go. I daleko poza niego nie wykroczył.

Jeżeli wyobrazimy sobie że we Wszechświecie jest 8 miliardów „Ziem”, na których żyje po 8 miliardów istot nam podobnych, w systemie kontrolowanym przez roboty vel sztuczne inteligencje, lub (sic!) jeden komputer i tym samym od razu dysproporcję rzędu wielkości między TYM a Fb, od razu widzimy że kontakt z Bogiem (Prezydentem cywilizacji która nas stworzyła) jest… uprzytomnijcie to sobie sami.

Idea Boga która oczywiście jest prawidłowa, bo ów realnie istnieje, wprost przeciwnie do nas, przypomina mi „myślenie” statku i nasze ziemskie odmiany religii, z których każda ma swojego Boga.

Wyjaśniam. Jest wodowanie statku i matka chrzestna. Rozbija ona butelkę szampana za pomyślność statku. I zdarza się że za pierwszych razem tej butelki nie rozbija, co jest syndromem pecha, robi to za drugim razem, ona, lub ktoś inny za nią. I teraz uwaga. Dla „myślącego” statku taka matka chrzestna jest jego Bogiem-Stwórcą. Ale… Jeżeli za pierwszym razem nie rozbiła o prawą burtę butelki Stworzenia i pomyślności, następuje podział myślenia wewnątrz społeczeństwa zwanego Statkiem. Prawa burta przyjmuje za swojego Boga i Stwórcę zastępczego ojca chrzestnego, który za drugim razem realnie rozbił butelkę. Lewa burta która tego nie widziała i nie ma świadomości poprawki, uważa za swojego Boga właściwą, oficjalną matkę chrzestną. Dla odmiany, bo statek myślący, tył, prawa rufa, uważa za swojego Boga i Stwórcę dyrektora stoczni która ów statek zbudowała, a lewa rufa, armatora który ów statek zamówił. I dla dodania pełnej pikanterii rozumowaniu statku, kil, czyli dno statku uważa za swojego Boga i Stwórcę robotnika który przeciął linę zwalniającą statek z pochylni i realnie spuścił statek na wodę, czym nadał mu Życie.

Oto moja dygresja na temat naszych ziemskich religii, z których każda, ta i tylko ta, w mniemaniu jej propagatorów jest prawdziwa łącznie z jej Bogiem. W przypadku podanego przeze mnie casusu statku muszę przyznać że sam się pogubiłem i nie wiem kto jest ostatecznie Bogiem dla statku.

Ale wracając do statku, w porównaniu z nami. Oczywiście że jest ktoś naczelny kto spowodował jego powstanie, tak jak nas. Jednak żeby zrobić – stworzyć statek, potrzebnych jest wiele różnych ekip fachowców, których ze względu na ich mnogość nie będę wyliczał. Ale to są podwykonawcy Stwórcy. Podobnie jest u nas czy z nami. Zauważyliście chyba że zmieniliśmy się trochę od czasów neandertalczyka? Stało się to samoistnie, naturalna ewolucja? Bzdura. Po prostu grupa od kodu genetycznego, która stworzyła ten kod dla nas, dokonywała korekt naszego DNA, aż staliśmy się tacy jacy jesteśmy dziś. I to nie koniec zmian.

Jest tu jeszcze kolejny aspekt. 2,5 letnia wnuczka pomaga dziadkowi, robi mu komputerze zmiany i instalacje, których dziadek (wykształcony dorosły) nie potrafi. Co to oznacza? Ano nic innego jak proste to, że kolejnym pokoleniom Oni odkręcają kurek z inteligencją, dając dostęp do jednej czy kilku komórek mózgowych więcej niż nam.

Inne namacalne aspekty. Przygotowano nam inkubator (tlenowy klosz) abyśmy mogli „żyć”. Do tego dodano Słońce, źródło energii i ciepła, podstawa dla naszego funkcjonowania. U nas zdarzają się awarie w dostawach ciepła i prądu i wtedy jest ciężko. Co będzie, jak taką awarię będzie miało Słońce i zniknie na kilka dni? Otóż zginiemy, a w pierwszej kolejności posiadacze dachów fotowoltaicznych. 

Wybrano planetę będącą w odpowiedniej dla dobrych dla nas temperatur, odległości od Słońca. Czy ktoś się zastanawiał dlaczego nie żyjemy na Wenus lub Marsie, gdzie np. w ogóle nie ma wody, a u nas nadmiar, jedyny zbiornik w całym Układzie Słonecznym? Nikogo nie dziwią te specyficzne anomalie? Ja to bym powiedział że Bóg lubi łabędzie i statki i dał nam wody, żeby mogły one pływać.

Cały czas zadaje sobie pytanie, dlaczego jest u nas 75% wody i 75 % azotu w atmosferze? I myślę że wcześniej czy później do tego dojdziemy, bo tu nie ma przypadków.

Zadbano i dano nam absolutnie wszystko abyśmy mogli funkcjonować i rozwijać się. Pierwiastki, metale, surowce kopalne, ropę, gaz, et cetera. To się nie wzięło samo z siebie. Zostało precyzyjnie zaplanowane. I tu podziwiam ICH.

Stworzono nam także przyjazne otoczenie, rośliny, drzewa, kwiaty… Zauważcie że każde z nich ma swój odrębny kod genetyczny który powoduje że drzewo jest takie lub takie, iglaste lub liściaste, czy owocowe, kwiaty są zróżnicowane i mają różną kolorystykę płatków. To akurat już umiemy zmieniać, oraz tworzyć nowe odmiany, tak warzyw jak i owoców, jesteśmy więc na dobrej drodze do zmian w naszym kodzie genetycznym - DNA. Jednak do tego jeszcze daleko a i nie wiadomo czy nam na to pozwolą.

Cóż mam napisać na zakończenie? „Żyjemy”, bo ktoś tego chciał i nas stworzył. Jesteśmy fizycznymi producentami ciał, jednak technologia należy do Nich. Zatem dalej, kim lub czym jesteśmy? Eksperymentem, kolonią – hodowlą bakterii (?), anomalią życia (?), „życia” w warunkach ograniczeń do cielesnej materii? Jak zwał tak zwał, żyjemy lub raczej jesteśmy, bo ktoś miał taki kaprys lub do czegoś jesteśmy potrzebni i coś mamy stworzyć, co IM umknęło, czego nie udało się stworzyć Naczelnej Cywilizacji. Bóg i wieczność to dla nas temat do odkrycia. I mimo iż odkryliśmy już wieczne pióro, to jednak jest to jeszcze ciągle za mało… Kto z nas tego nie wie i nie rozumie, tego tak naprawdę nie ma i nigdy nie będzie. I dla pełnej jasności. W wyniku śmierci człowieka istota która pomieszkuje w nas zostaje przeniesiona do Nich lub w kolejne ciało. Nikt nie ginie, tylko przestaje funkcjonować nasze ludzkie ciało, a życie… trwa dalej.

A my, jako my? Oto jest pytanie. Epizod incydentalny.


Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo