Przeczytałem ostatnio najsłynniejszą książkę Wildsteina, właściwie te fragmenty, które są na Salonie.
Pierwsze refleksje, lektura obowiązkowa dla studentów wszystkich studiów humanistycznych, ze szczególnym uwzględnieniem politologów i badaczy historii najnowszej.
Zasadnicze pytanie brzmi: na ile opisany przez Wildsteina świat zgodny jest z tym rzeczywistym. To jak jest rozgrywana dziś sprawa Mariusza Kamińskiego, wypowiedzi różnych ludzi, którzy się sparzyli, jak też reakcje ludzi salonu, świadczą, że ta zgodność jest duża. (tak na marginesie, w książce Wildsteina całą aferę z lustracją Lwa wywołują d. służby, ciekawe jak jest z obecnymi aferami PO)?
Jaki jest ten świat? Brzydki. Najważniejsze w nim wartości do kasa, dupy i rozgłos, czasem władza. W tym świecie nie ma kobiet, jeśli jakieś się zdarzą to są albo dupciami albo facetami z nieco innym narządami.
Uczucia wyższe nie istnieją . Jeśli już mają je jedynie mięczaki, ludzie na niższych stanowiskach i agent Return, co tak naprawdę jest jego słabością. Prawdziwe grube ryby są automatami, ludźmi bez serc i bez duszy, bez emocji. Liczy się tylko gra, czasem pieprzenie. (przypomina mi się tu odcinek Startreka, planeta, którą rządzą kosmici sprowadzeni do roli zwykłych mózgów, które wszystko już wiedzą i zostało im tylko jedno, zakłady; albo ostatni krąg piekła z ballady o Wysockim).
Czytając takie książki, człowiek taki jak ja cieszy się, że jest tylko małym, niewiele znaczącym trybikiem i nie musiał stawać przed wyzwaniami takimi, jakie były dane wielkim tego świata.
Najciekawsze postacie książki
Jeśli chodzi o mechanizmy opisywane w powieści nie są one specjalnie pasjonujące. Są raczej proste: łamanie charakterów na kilka różnych sposobów, np: przkupywanie, osaczanie, bicie, gwałt psychiczny lub fizyczny, zastraszanie. Czasem na skalę pojedynczego człowieka, czasem zorkiestrowane na kilka wielkich ośrodków medialnych i sforę.
Znacznie ciekwsze są w tej powieści postacie.
Moją największą antypatię wzbudziły 4, red. Bohatyrewicz, prof. Lew, bp Korytko i młody ksiądz Pastuszek. Prof. Lew to wielki nieobecny powieści autorytet moralny największego sortu bez skrupułów "nadający" na tworzący się wielki ruch społeczny i cały czas trzymający sztamę z bezpieką. Nie wiemy, czy Lew to figura średniej mocy, czy jeden z rozgrywających, ale to tacy ludzie sprawiają, że to, co wydaje się piękne, wzniosłe i godne naśladowania tak naprawdę zbudowane jest z nawozu.
Bohatyrewicz jest jak golem. Silna i wiele potrafiąca postać bez duszy, powstała w wyniku tchnięcia czyjejś złej woli w glinę. Nie wiemy czemu Bohatyrewicz postępuje jak postępuje, widzimy jedynie pasję niszczenia i wyrzuty sumienia tłumione w alkoholu, zabawie z młodymi ciałami i zapamiętaniu w grze. A przy tym wszystkim okazuje sie, że wielki redaktor jest tylko gońcem przesuwanym na szachownicy przez anonimowych graczy z bezpieki, którzy zawsze uznawać go będą co najwyżej za parweniusza, i nie chcą pić z nim wódki (zapewne uważają, że nie ma honoru).
Obaj księża to typy podobne do red. Bohatyrewicza, tak jak on nie mają duszy, a tym, czym dla niego są gra i młode ciała dla nich są pozory i blichtr.
Kolejna jeśli chodzi o antypatyczność grupa to profesorowie. Nie chodzi tu o interesowność, słaby charakter czy coś podobnego. Nauka to religia dzisiejszego świata, profesorowie to jej kapłani, a od kapłana wymaga się by zachowywał się godnie. Jeśli profesor jest głupkiem to tak, jakby kapłan dopuszczał się publicznego zgorszenia.
Głową hydry, w tej powieści są płk. Nowak, naczelny pisma "W ryj" i mec. Sieradz. To oni stanowią sztab, który ustala co się będzie działo. Przy czym szef "W ryja" jest tu raczej doradcą, Sieradz katalizatoremi pośrednikiem, a Nowak mózgiem operacyjnym. O ile naczelny "W ryja" jest antypatyczny zdecydowanie, głównie ze względu na dziwne skłonności, to do reszty trudno nie czuć pewnej sympatii, czy uznania, głównie za to, że tak sprawnie kręcą biznesem. Ciekawa jest też jeszcze jedna kwestia, nawet przed swoim agentem płk Nowak ukrywa realne arkana gry.
Większą sympatię budzą redaktorzy Return i Czułno. Jest to tak naprawdę podwójna odsłona tej samej biografii, zmienił się jedynie czas historyczny. Obaj złamani i przeflancowani, nie znaleźli w sobie siły by przeciwstawić się złu, poszli za tłumem. Z nich obu Return jest postacią znacznie bardziej demoniczną, z czasem w źle znajduje bowiem upodobanie i staje się jego aniołem, dążąc nawet do jego kanonizacji poprzez promocję ewangelii Judasza. Return to chyba najbardziej skomplikowana i twórcza postać całej powieści. Czułno nie musi stawać przed wyzwaniami takimi jak Return i do końca usiłuje zachować przyzwoitość. Na drugim biegunie wobec Returna i Czułny stoi sekretarz redakcji Struś. Kolejny golem ale znacznie niższej rangi, na psychotropach, odebrano mu duszę dając w zamian biegi i dobre samopoczucie.
Zupełnie sympatyczna jest młoda dziennikarska trójca, redaktorzy Pasikonik, feministka i Monika. Wszyscy troje prą do sukcesu na pełnych żaglach, przy czym dwoje pierwszych realizuje model kawiorowej lewicy, a pani Monika jest raczej tradycjonalistką. Najbardziej sympatyczne jest w nich to, że mimo wszytko ciąle są sobą.
Bohaterowie pozytywni to red. Wilczycki i ks. Stary. Jeden ryzykuje ciepłą posadkę w imię dziennikarskiej misji i młodzieńczych ideałów a drugi swoją pozycję w imię wierności zmarłemu przyjacielowi i tego w co wierzy. Obu spotykają represje, ocierają się o załamanie, ale w końcu będą potrafili się podnieść. Zwłaszcza ciekawy jest wybór Wilczyckiego, który odtrąca ciepłą posadkę u Returna (który go wcześniej podstępnie zniszczył) za 6 tys. na rękę i wybiera niepewną pracę u podstaw w Przemyślu.
I Wilczycki i Stary nie są herosami. Od ludzi ze swoich środowisk różni ich niewiele, nic właściwie, mają podobne przywary, sposób działania. Pozytyw, który ich wyróżni to nonkonformistyczne decyzje, za które zapłacą bardzo wysoką cenę. Czy te decyzje ich uszlachetnią? Czy było warto? To otwarte pytanie.
Postacie tragiczne wreszcie, Struna, silny lider młodzieńczej grupy opozycyjnej, zgnojony i złamany przez bezpiekę w sposób taki, że nigdy nie odzska godności ocala jednak cząstkę dawnego siebie, swoje wiersze. Giną one jednak w śmietniku Returna. Dziewczyna Struny, jest z nim nawet wtedy gdy jej chłopak jest już tylko brzydką karykaturą dawnego siebie, gdy jest przez niego poniżana i bita. W końcu odchodzi. Dokąd? Nie wiadomo.
Konstatacja jest i smutna, i dająca nadzieję: "Warszawka" to nie jest miejsce dla ludzi przyzwoitych. Ale poza "warszawką" jest jeszcze prowincja.
Trochę o tej książce słyszałem zanim ją przeczytałem. Najbardziej zniechęcały mnie głosy, że jest literacko słaba oraz postać jej autora. Dla mnie osobiście jakość książki, to w jaki sposób jest napisana, jest ważna. Książki czytam raczej dla przyjemności niż z przymusu i nie chce mi się przebijać przez nudne epistoły. A Bronisław Wildstein, cóż, cenię sobie jego poglądy, ale czasem po prostu wpada w zadęcie, emfazę, i o ile da się jeszcze tego słuchać, to czytanie mogłoby być trudne.
Tymczasem, z tej literackiej strony miła niespodzianka. Książka jest i dobra, i dobrze napisana. Czyta sie szybko i fajnie. Prawie jak powieść sensacyjną. Nie ma dłużyzn, rozważań nad zawiłościami duszy bohaterów. Po prostu fakty i jechanie po jądrze, prawie jak felietony Ziemkiewicza. To co jest na salonie przeczytałem w ciągu paru godzin, nawet zarwałem sobie nockę, bo każdy odcinek wciągał coraz bardziej.
Brawo panie Bronisławie, nie wiem czy to komplement, ale pisanie, a chodzi tu też o felietony w Rzepie, wychodzi Panu lepiej niż występy w programach, choć i tu jest dobrze, czasami bardzo. Duch w narodzie nie ginie.
W stosunku do tej książki spotkałem zarzuty, że jej brakiem jest nie przedstawienie polityków tzw prawicy. Bzdura. W Dolinie Nicości wogóle nie ma polityków. I bez nich wszystko kręci się tak jak ma się kręcić.
Podsumowując: lektura obowiązkowa




Komentarze
Pokaż komentarze (4)