Jaki jest główny cel Platformy? Modernizacja kraju. Kraj modernizuje się przez reformy. We wprowadzeniu reform przeszkadza jednak prezydent. Wetuje. W związku z tym należy robić wszystko aby przejąć urząd prezydenta i wyrzucić stamtąd Kaczora, a wprowadzić Donalda. Takie było postępowanie PO przez 2,5 roku. W ubiegłym tygodniu optyka się zmieniła.
Teraz wygląda to tak:
Jaki jest główny cel Platformy? Modernizacja kraju. Kraj modernizuje się przez reformy. Centrum reformatorskim jest rząd. W związku z tym Donald musi pozostać w rządzie. Prezydentura to urząd marginalny, bez władzy. Każdy z PO może go wywalczyć.
Zauważmy, że wprowadzenie reform schodzi tu na plan dalszy. Rząd bowiem jedynie refomy tworzy. Tutaj liczy się przede wszystkim sprawność administracyjna. O ich wprowadzeniu w życie decyduje parlament. Tutaj liczy się przede wszystkim sprawność polityczna, a ta mniej zależy od sprawowanego urzędu.
Czy Tusk jest lepszym administratorem czy politykiem, niech każdy sam oceni. Przypomnę jedynie, że gdy do sejmu po raz pierwszy trafiała reforma zdrowotna, przewodniczący Chlebowski nie mógł jej przedstawić dziennikarzom, ponieważ była awaria w drukarni. Awaria ta trwała zresztą kilka tygodni o ile nie miesięcy.
Spróbujmy teraz spojrzeć na decyzję Tuska z perspektywy wprowadznia reform.
Wariant I Tusk kandyduje.
a. wybory prezydenckie są formalnością (patrz Gazeta Wyborcza), reformy zaczynają być wprowadzane od maja br.
b. wybory parlamentarne. PO wygrywa je w cuglach i tworzy rząd, sama lub z dużo słabszym partnerem. Wynika to z:
- sondaży
- wartości dodanej po zwycięstwie Tuska. Dotychczas dwa razy wybory parlamentarne i prezydenckie odbywały się w bliskich terminach (2000/2001, 2005). W obu przypadkach raz SLD raz PiS ustrzeliły dublet, czyli wygrana w jednych wyborach wspomagała zwycięstwo w drugich.
Efekt: reformy są więc wprowadzane przez co najmniej pięć lat.
Wariant II Tusk nie kandyduje.
a. "każdy z Platformy" wygrywa wybory, wówczas powtarza się warian I, tyle, że z czasem dochodzi do walk wewnętrznych w PO, gdzie są frakcje premierowska i prezydencka (vide SLD). Dałoby się tego uniknąć gdyby startował np. Sikorski, jednak jak betonowi komuniści zareagują, gdy będą musieli głosować na kogoś, kto w Afganistanie bił "naszych", przy wjeździe do posiadłości zrobił napis "strefa zdekomunizowana", w dodatku za żonę ma nie dość, że Żydówkę, to jeszcze Amerykankę?
b. "każdy z Platformy" przegrywa. Wówczas koniec z reformami, bo "prezydent przeszkadza", W dodatku może być koniec z rządzeniem, gdyby to bowiem PiS wygrał prezydenturę, to mógłby wygrać i wybory parlamentarne, i stworzyć rząd.
Mówi się też, że Tusk zabił opozycji ćwieka rezygnując ze startu w wyborach, ponieważ trudno teraz będzie jej zrobić kampanię wyborczą. Jak to pogodzić ze zdaniem, że Tusk wygraną miał w kieszeni gdyby tylko wystartował? Zwycięstwo Kaczyńskiego staje się bardziej realne. Oto mi ćwiek.
Jest jeszcze jeden negatywny aspekt hazardu z wyborami prezydenckimi. Otóż warunkiem wprowadzenia reform przez PO jest to, by Platforma rządziła samodzielnie, mając rząd, parlament i prezydenta. Kompromis z PSL oznaczać może jedynie reformy częściowe. Kompromis z SLD jest trudny, gdyby bowiem było możliwy, a PO zależało na wprowadzeniu reform, doszłoby do niego w aktualnym parlamencie, jak to było przy pomostówkach (które przypomnijmy, uderzały w sldowski elektorat). Nie kandydując Tusk perspektywę tę oddala, o ile wogóle jest ona realna. O ile zdolność PO do kompromisu istnieje, to determinacja do wprowadzania reform jest niska.
Podsumowując, decyzja Tuska o nie kandydowaniu na urząd prezydenta osłabiła perspektywę wprowadzenia w Polsce koniecznych zmian. Tym bardziej, że dokonywać miałby ich człowiek, który najpierw nie robi reform, by wygrać wybory, a gdy startują wybory nie kandyduje by robić reformy.



Komentarze
Pokaż komentarze (28)