61 obserwujących
463 notki
876k odsłon
2058 odsłon

Obraz Ukrainy wyłaniający się z kampanii wyborczej

Wykop Skomentuj62

Dynamika politycznych wydarzeń spowodowała jeszcze większą marginalizację komentarzy związanych z sytuacją nad Dnieprem. Co nie znaczy, że ubyło "specjalistów" w tej dziedzinie. Tymczasem trwająca kampania prezydencka i zbliżająca się parlamentarna pozwalają na weryfikację różnych opinii. Pierwszym elementem są dość stabilne sondaże. Petro Poroszenko przegrywa nie tylko z prowadzącą Julią Tymoszenko, ale również z komikiem grającym w ukraińskiej parodii "House of Cards"... prezydenta Ukrainy - Wołodymyrem Żelenskim. Przedstawiciel prorosyjskiego Bloku Opozycyjnego, Jurij Bojko, zajmuje dopiero czwarte miejsce z poparciem ok. 7%.

Przykładowe zestawienie z 31.12.2018, za "Gazetą Prawną"image

A kampania jest ciekawa. Opcje, jak rozmaite poszlaki wskazują, wspierane przez Niemcy i USA mają nieporównanie większe możliwości działania, niż pozostali kandydaci. Tzn. możliwości bezpośrednich starć między sobą na forum znacznie szerszym, niż debaty w ukraińskich programach publicystycznych. W Davos doszło do wymiany poglądów Poroszenki z... nieaktywną polityk. Tymoszenko. Na ostatniej prostej wyborczej kampanii prezydenckiej, "przechodziła z tragarzami" i wpadła na szczyt. Urzędujący prezydent zarzucił jej populizm, w odpowiedzi usłyszał m.in., że w poprzedniej kampanii obiecywał szerokie zabezpieczenie dla żołnierzy walczących na wschodzie i zakończenie ATO (czyli odbicie terenów okupowanych w części Donbasu) w... dwa dni. No i "walkę z korupcją". Zgodnie z różnymi szacunkami dot. redystrybucji środków finansowych kierowanych na wsparcie Ukrainy do 25% z nich jest defraudowana na róźnych szczeblach władzy. Resort obrony plasuje się tu w ścisłej czołówce. Julię Tymoszenko kilka dni temu ostentacyjnie poparł Saakaszwili.

Swoją drogą, przypomnę, że będąc w październiku w różnych częściach Ukrainy widziałem wyłącznie bilboardy Poroszenko i Tymoszenko. W obu przypadkach z absurdalnymi w kontekście ich dokonań hasłami - odpowiednio: "silna armia to silne państwo" oraz "nowa era ukraińskiej gospodarki". 

W kontekście dynamiki sytuacji nad Dnieprem warto wspomnieć o postawach oligarchów. Przynajmniej tych dostrzegalnych. Wyniki poparcia dla przedstawiciela Bloku Opozycyjnego wskazują, że tradycyjnie wspierający tę stronę największy ukraiński oligarcha, Rinat Achmetow, albo stwierdził że nie warto marnować środków na taką inwestycję, albo/i dostrzegł jakieś zmiany w preferencjach na centralnej i wschodniej Ukrainie. Jest to o tyle ciekawe, że Zelenskij, za którym stoi inny oligarcha - Ihor Kołomojski - który używając należących do siebie mediów z komika uczynił celebrytę... największe poparcie zbiera właśnie w południowo-wschodniej części kraju. 

Wątek roli oligarchów w kontekście wyborów przewinął się też w dość niecodziennych okolicznościach. Przedwczoraj polityczna emanacja Ruchu Azowskiego, Korpus Narodowy w kijowskim Pałacu Sportu na swoim III walnym zjeździe, na którym stawiło się ok. 6 tys, delegatów z całego kraju przyjął decyzję swojego lidera Andrija Biłeckiego o tym, że nie weźmie spodziewanego przez wielu udziału w wyborach prezydenckich i koncentracji na parlamentarnych z pozycji antyestablishmentowych (wszystkie zebrane środki mają pójść na pomoc weteranom ATO i kampanię parlamentarną). Poza skalą wydarzenia - niżej montaż-skrót z kongresu

(hasło: "Korpus Narodowy - siła, która zmienia kraj")

- zwraca uwagę uzasadnienie decyzji. "Wielu analityków twierdziło, że znajdzie się jakiś dobry dziadek, sypnie grubym groszem, naprodukujemy plakatów, bilboardów i spotów, w wyborach zdobędziemy te kilka procent i rozejdziemy się do domów. A on będzie miał dużą siłę do obrony swoich interesów. Nic z tego. Chciałbym, byście zrozumieli i poparli moją decyzję".

- owacja na stojąco.

Na kongresie, o którym powszechnie sądzono, że zebrał się po to, by kandydaturę Biłeckiego jako kandydata w wyborach prezydenckich poprzeć przez aklamację. Zrzeszający trzy główne nacjonalistyczne siły na Ukrainie Blok Nacjonalistyczny rozpadł się i banderowcy ze "Swobody" zostali ze swoimi kilkoma zachodnimi obwodami bez szans na przekroczenie progu, również w wyborach parlamentarnych. Ruch Azowski ostatecznie oparł swój "mit założycielski" na weteranach aktualnej wojny, pozostawionych przez państwo "na lodzie". Rzecz jest aktualna i dotyczy wielu rodzin. Nie bez znaczenia jest w tym przypadku osoba lidera. Odznaczonego medalem "za męstwo" i awansowanego z cywila na podpułkownika sił MSW za odbicie półmilionowego Mariupola, który później utrzymał. To dobra okazja do przypomnienia jego wystąpienia z 13.06.2015 w pierwszą rocznicę wyzwolenia miasta. Tego dnia wszyscy żołnierze dzisiejszego pułku "Azow" otrzymali honorowe obywatelstwo Mariupola z rąk władz miasta należących... do "regionałów" . Już wtedy można było się spodziewać, że w sferze polityki to dopiero początek...

Mniej istotna jest treść przemówienia Biłeckiego, w którym podziękował swoim żołnierzom a mieszkańcom Mariupola zaręczył, że miasto pozostanie ukraińskie do momentu gdy żyje choćby jeden "azowiec". Zwraca uwagę sam obrazek i mowa ciała. Za plecami dowódcy "Azowa" po lewej widzimy ministra spraw wewnętrznych Awakowa, a po prawej sekretarza Rady Bezpieczeństwa i Obrony Turczynowa.

W tym miejscu dochodzimy do powodów sytuacji Poroszenki. W kampanii, korzystając z możliwości, jakie daje mu piastowane stanowisko forsował trzy wątki. Promowanie tradycji OUN (np. "Hymn Nowej Armii" jest wersją hymnu OUN z wersem następującym po tym, o co walczą zamiast "Ukrainę od Sanu po Kaukaz" jest "... na zawsze w naszych sercach"), polityczne wsparcie autokefalii Patriarchatu Kijowskiego oraz podkreślanie, że jest Naczelnym Wodzem armii (wystąpienia w mundurze na tle sprzętu, itp.). Wydaje się, że mimo dość szerokiego społecznego poparcia dla drugiego z tych punktów - napływają informacje o przechodzeniu całych parafii z Patriarchatu Moskiewskiego do Kijowskiego (mimo sprzeciwu popów PM) - polityczna ostentacja w tej sprawie nie pomogła prezydentowi. Preferencje wyborcze ilustrują również realne podejście znaczącej części Ukraińców do epatowania symboliką banderowską.

Ostatnim wątkiem, który chciałbym poruszyć jest reportaż opublikowany przez portal radiosvoboda.org. Dotyczył on opinii mieszkańców okupowanej części Donbasu oraz reszty Ukrainy na temat powrotu zajętych ziem pod kontrolę Kijowa. Przedstawiciele obu grup byli zgodni - ani jedni, ani drudzy nie chcą powrotu tych terytoriów w realne granice Ukrainy. Po kilku dniach materiał został mocno ocenzurowany. Ale i tak wygląda dość jednoznacznie


Taka ciekawostka dla polityków i komentatorów z rozmaitych państw i stron.




PS Eska RIP.

Wykop Skomentuj62
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka