9 obserwujących
144 notki
131k odsłon
552 odsłony

Pokolenie towarzysza generała Wojciecha Jaruzelskiego odchodzi z "Trójki".

Wykop Skomentuj19

Słucham całego tego zgiełku wokół odejścia paru ludzi z "Trójki" i oczom i uszom nie wierzę.

Cenzura w "Trójce", koniec wolnego radia, prześladowania itd. itp. A fakty (nie mylić z pseudo- faktami). Zamordyzm, bolszewizm, komunizm, faszyzm, nazizm, homofobia, dławienie wolności, kneblowanie itd. itp.

Kwiecień 1982 r. Środek Stanu Wojennego. W PR3 rozpoczyna pracę Marek Niedźwiedzki. Były to czasy (chyba ktoś jeszcze pamięta???) takiej walki o demokrację i państwo prawa, że trup (dosłownie!) słał się gęsto. Owszem, byli tacy internowani, którzy czytali (a nawet pisali) książki, uprawiali sport lub konsumowali sporo alkoholu. Zdecydowana większość żyła w strachu i biedzie, chyłkiem ustawiając się w kolejkach w bramach obok sklepów (na ulicy nie można było, bo godzina milicyjna), żeby być tuż po otwarciu i móc kupić dwa litry mleka, sześć jajek, kawałek żółtego sera albo trochę jakiś wędlin. Prawie wszystko na kartki. Ludzie, nawet wybitni fachowcy, tracili pracę za byle nieopatrznie wypowiedziane słowo, albo i za "całokształt" czyli notoryczny brak uwielbienia dla PZPR w sojuszu z KPZR i jej emanacji w postaci najważniejszego generała w Ludowym Wojsku Polskim, Pierwszego Sekretarza Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, Premiera rządu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej i Przewodniczącego Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego w jednej osobie czyli Wojciecha Jaruzelskiego.

Posłużę się Wikipedią, hasło: Stan Wojenny:

"31 sierpnia 1982, podczas protestów w drugą rocznicę porozumień sierpniowych, w 34 województwach zatrzymano ponad 5 tys. ludzi – 3 tys. stanęło pod różnymi zarzutami przed kolegiami do spraw wykroczeń, a 126 osobom wytoczono procesy sądowe. W wyniku akcji weryfikacyjnej środowisk dziennikarskich z zajmowanych stanowisk zwolniono 800 osób. Niektóre gazety zostały zlikwidowane, np. „Kultura” czy „Czas”.

Karano także organizacje zrzeszające działaczy studenckich, twórców i artystów, które nie chciały się podporządkować – 5 stycznia 1982 zdelegalizowano Niezależne Zrzeszenie Studentów (wielu jego członków aresztowano), 20 marca 1982 zlikwidowano Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, w 1983 rozwiązano Związek Polskich Artystów Plastyków, Związek Literatów Polskich, oraz zarząd Polskiego PEN Clubu. Represje wobec intelektualistów, brak perspektyw materialnych i wolności politycznej, spowodowały w następnych latach emigrację tysięcy naukowców, lekarzy, inżynierów. Po 1981 dodatkowo nasilał się trend emigracji ludzi młodych, przed 35 rokiem życia – do 1986 za granicą pozostawało kilkaset tysięcy osób nie wierzących w możliwości ewolucji ustroju socjalistycznego i nie widzących dla siebie większych perspektyw w kraju."

Tyle i aż tyle Wikipedia, każdy może to sprawdzić. A nasz bohater spokojnie podejmuje pracę a Partia mu ufa, że nie chlapnie w środku audycji na żywo chlapnie stwierdzeniem, że to bratnia Armia Radziecka wymordowała polskich jeńców w Katyniu (do roku 1989 obowiązywała formuła, że była to zbrodnia niemiecka). Panie szansonisto Kazik, co tak dzisiaj bolejesz, pomyśl o bólu tych rodzin, co nawet nie mogły publicznie nazwać po imieniu morderców swych bliskich!!!  Albo o bólu tych, których bliscy zostali zakatowani na śmieć przez funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej za wiedzą i na rozkaz ich przełożonych, którzy dzisiaj spoczywają w Alei Zasłużonych... Możesz im nawet kwiaty złożyć. Oficjalny powód zgonu: pijany spadł ze schodów, pijany wpadł do studni itd. itp. Albo człowiek przejechany przez milicyjny samochód, co zostało sfilmowane. Oficjalne zaprzeczenie, rozmowa z fałszywymi świadkami, w tym z jednym podającym się za mężczyznę widocznego na filmie, który jakoby w ostatniej chwili przebiegł obok. Całość przygotowana i zaprezentowana przez Jerzego Urbana, ówczesnego rzecznika rządu. Po latach kłamstwo wyszło na jaw, ale jakoś środowisko dziennikarskie w części nie widzi powodu, aby utrzymywać dobre relacje z Jerzym Urbanem. "Dziwnym" zbiegiem okoliczności to ci sami, którzy ciągle dzisiaj domagają się głów co znaczniejszych przedstawicieli państwowych mediów za "zafałszowywanie faktów". Raczej za sprawną demaskację licznych ustawek w rodzaju śmierci demonstranta Diduszki...

A cenzura... W 1984 roku pracowałem w dużej państwowej firmie (w owym czasie innych, niż państwowe, dużych firm nie było). Na potrzeby targów zlecono mi opracowanie broszurki, w sumie 16 stron formatu B4, jakieś 7 stron standardowego maszynopisu, nakład 250 sztuk. Tekst przejrzany i przeredagowany wspólnie z Dyrektorem Naczelnym (z nominacji PZPR) oraz jego Zastępcą (też członek PZPR). A warto przypomnieć za Wikipedią: "Powyższa sytuacja oraz rozczarowanie polityką władz, spowodowały iż do 1983 z szeregów PZPR wystąpiło 850 tys. jej członków (w tym ok. 33% wchodzących w jej skład robotników i chłopów)." Czyli zostali tylko ci, którym Partia wierzyła i którzy wzajemnie ślepo Partii wierzyli i jej służyli. Część tak naprawdę robiła to tylko dla kariery i pieniędzy. Zresztą, jak się potem okazało, dobrze obstawili i nieźle się obłowili. W przeciwieństwie do tak zwanych "nieudaczników". A wracając do broszurki, to mimo tak świadomych i odpowiedzialnych przełożonych byłem obowiązany udać się do lokalnego biura Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk celem uzyskania pieczątki "imprimatur" na kopii roboczej, którą drukarnia miała obowiązek przechowywać do końca świata i jeden dzień dłużej. Ciekawe, czy red. Marek Niedźwiecki i jego radiowi koledzy naprawdę nie wiedzieli, co się dzieje za ścianami ich studia? Czy naprawdę byli tak odważni, że od czasu do czasu "coś tam przemycili"? Znając talent i zdolności nieboszczki Partii w technikach manipulacji raczej otrzymali, jeżeli nie pisemne, to przynajmniej ustne imprimatur na takie chlapnięcia. Sytuacja w kraju, mimo że pod silną fizyczną kontrolą, była napięta, i od czasu do czasu był potrzebny jakiś wentyl, aby w sposób kontrolowany spuścić co nieco symbolicznej pary z kotła, nie puszczając pary z ust o rzeczywistości.

Wiem, wiem, trudno komuś zarzucać, że nie stał się bohaterem, zwłaszcza że łatwo było stać się martwym bohaterem. Ale dla przyzwoitości i dla uszanowania pamięci ogromnych cierpień ogromnej masy ludzkiej w czasach PRL-u, kiedy samemu miało się ciepłą posadkę, mogło wyjeżdżać za granicę na koncerty, festiwale itp, to lepiej dzisiaj nie zgrywać się na ofiarę, Tym bardziej, ze prawdziwe ofiary jeszcze żyją, w nędzy niskich emerytur (lata bez pracy, to lata bez składek ZUS) lub rent po utracie zdrowia w zetknięciu z oddziałem ZOMO. Dzisiaj p. Marek Niedźwiecki może sobie przebierać w ofertach różnych prywatnych mediów. Gdy on zaczynał swoją trójkową karierę, to nawet wysokiej klasy specjalista, wyrzucony z państwowego zakładu NIGDZIE NIE MÓGŁ ZNALEŹĆ PRACY. Bo pracodawcą prawie zawsze było Państwo (nawet w spółdzielniach). Nawet lokale handlowe na potencjalną działalność, która akurat nie była tak czy inaczej koncesjonowana, nawet te, położone w formalnie prywatnych budynkach, znajdowały się pod kontrolą państwa. Państwa towarzysza generała Wojciecha Jaruzelskiego, pochowane uroczyście i z honorami w asyście byłych prezydentów w Alei Zasłużonych.

A zasłużył się ten generał stworzeniem Trybunału Konstytucyjnego, Rzecznika Praw Obywatelskich, a później zezwoleniem na "pierwsze wolne wybory", utworzenie Senatu. Generał faktycznie ukształtował dzisiejszy system prawa, eliminując niewygodnych dla siebie sędziów, awansując swoich faworytów, mianując ich na stanowiska profesorskie, dziekanów czy rektorów. I tak powstało to pokolenie, które dzisiaj z takimi oporami powoli, ale systematycznie traci swoje wpływy. Jeszcze nie raz da o sobie przypomnieć. Wygrana Andrzeja Dudy w najbliższych wyborach to jak osinowy kołek w truchło ...




Wykop Skomentuj19
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura