97 obserwujących
385 notek
1270k odsłon
  895   0

Przypadki

Poniżej przedrukowujemy tekst z naszego partnerskiego serwisu internetowego Stowarzyszenia 614' Przykazania

 

12 maja opublikowaliśmy  "Moje Wspomnienie z Korczyny" Zuzanny Marczyńskiej.

Na blogu FŻP notka ta ukazała się  pod tytułem"Dziennik pewnej wyprawy"

także w dniu 12 maja (fzp.salon24.pl/180926,dziennik-pewnej-wyprawy ).

Opowiedziana tam przez autorkę historia ma swój zaskakujący dalszy ciąg ... Oto on.....

 

***

 

Zuzanna Marczyńska

 

"Do Zuzanny.....

Zupełnie nie wiem jak zacząć... ale... Zuzanno - Artystko! dobry człowieku! W imieniu pani Joy bardzo dziękuję Ci za Twoją pracę na cmentarzu w KORCZYNIE... za te tabliczki z nazwiskami ... tam spoczywają jej przodkowie.

Po powrocie do domu pani Joy napisze do Ciebie na FB. Ośmieliłam się powiedzieć jej Twoje nazwisko."


We wtorek 11 maja 2010 wywiesiłam na ścianie kirkutu w Korczynie tabliczki z nazwiskami jej żydowskich mieszkańców sprzed 1942 roku.

W poniedzialek, 23 sierpnia 2010, dostałam wiadomość od Elli.

W niedzielę, 19 września 2010, o godzinie 12.00 spotkałam się z Joy pod Empire State Building w Nowym Jorku.

Jak to się stało?

Zacznijmy od tego, że sam mój wyjazd do Korczyny był przypadkiem.

Niepozorna wieś w pobliżu Krosna. Nigdy nie wpadłabym na to, by akurat tam pojechać w plener. Ale ktoś słyszał, że tam ładnie, ktoś polecił, ktoś kogoś znał, decyzja zapadła.

Jedziemy. Bieszczady - to nie wydawało mi się zbyt interesujące miejsce do szukania inspiracji i natchnienia. Ot, góry, pola, lasy. Stare, wyświechtane motywy. Ale potem pomyślałam - Galicja. To może być dobry trop. Zaczęłam szukać żydowskich śladów Korczyny w internecie. Okazało się, że nie musiałam długo szukać. Moim oczom ukazały się zdjęcia zupełnie opuszczonego cmentarza. Ten cmentarz, zdawało mi się, jakbym gdzieś już widziała. Może w snach? Te zmurszczałe skrzydło drzwi wiszące z jednej strony bramy... coś we mnie drgnęło. W głowie zaświtała myśl - to nie przypadek -. Potem znalazłam księgę pamięci - długa lista nazwisk, przy wielu z nich dopiski o funkcjach jakie pelnili w mieście, zawodach, koligacjach rodzinnych. Rabin, sprzedawca owoców, szklarz, stolarz, lekarz ... Kuzynka, brat, żona, syn, matka piątki dzieci... Imiona i nazwiska układały się w historie, mówiły do mnie: byliśmy ludźmi, a dziś jesteśmy tylko ciągami liter, układamy się w słowa, które niedługo przestaną znaczyć cokolwiek. Nie ma kto o nas pamiętać.

- Wspomnę każdego z osobna. Każde imię i każde nazwisko. Bo to wam się należy od nas, żyjących. Tyle mogę zrobić.

I tak powstały tabliczki. Ręcznie pisane listy nazwisk.

Nie wiedziałam czy ktoś jeszcze o nich pamięta, nie wiedziałam jak długo przetrwają powieszone na ścianie korczyńskiego kirkutu, nie wiedziałam czy zmyje je deszcz, jak szybko wyblakną.

Kilka miesięcy później okazało się, że tabliczki przetrwały. Przypadkowo znalazła je Amerykanka, Joy, która podróżowała w tym czasie po Polsce, wracając do swoich rodzinnych stron, które jej pradziadkowie opuścili ponad 100 lat temu, udając się w długą podróż do Ameryki. Szczęśliwy przypadek? Dzięki tej decyzji o wyjeździe żyje dziś Joy. Większość korczyńskich Żydów została wymordowana. Może decyzja o emigracji z zapadłego, galicyjskiego miasteczka do Nowego Świata nie była przypadkiem, ale świadomym, mądrym wyborem? Jeżeli tak, to Joy może powiedzieć, że miała przypadkowo szczęście mieć mądrych dziadków.

(Fot: Joy Kestenbaum)

Tabliczki stały pod ścianą, mokre, ale mimo ulewnych deszczów i powodzi ich stan musiał być nienajgorszy, skoro nazwiska były w dalszym ciągu czytelne. Joy znalazła tam również nazwiska dalszych krewnych, oraz nazwisko, które nosiła także jej praprababka. Ona jednak zmarła długo przed 1942 rokiem. Kolejny traf chciał, że Joy spotkała się później z Ellą. To właśnie ona powiedziała Joy o mnie, a mnie o Joy.

- Joy chciałaby Cię poznać - powiedziała mi Ella.

- A gdzie mieszka Joy? wybieram się do Stanów we wrześniu. Może Joy mieszka gdzieś w okolicy Nowego Jorku? - zapytałam niezbyt przekonana. W końcu Stany są ogromne. Dlaczego miałaby mieszkać akurat w Nowym Jorku?

- Niesamowite! - Ella najwyraźniej również nie mogła nadziwić się tym zbiegom okoliczności - Joy mieszka w Nowym Jorku! -

Nasze spotkanie stało się więc właściwie koniecznością. Miało być klamrą zespalającą cały łańcuch przyczynowo-skutkowy wszelkich mniejszych i większych przypadków, które wydarzyły się po drodze. Nie wiem co oznaczało ono dla Joy. To ją trzeba by o to zapytać. Sądząc po reakcji - wciąż nie mogła wyjść ze zdziwienia nad całą sytuacją. Nad jej skomplikowaną zbiegami okoliczności strukturą. Dla mnie to spotkanie było, poza swoją przypadkowością, zetknięciem się z czymś zupełnie nowym. Z zupełnie żywą, rozgorączkowaną wręcz pamięcią o przodkach. Z łapczywym poszukiwaniem każdego, najmniejszego nawet skrawka wspomnień, najsubtelniejszego śladu, powiewu wiatru, litery na nagrobku. Oni pamiętają. Ci, którym się udało. Których ocaliły zawiłe losy ich rodziców lub dziadków. Potomkowie, którzy żyją dzisiaj na skutek różnych, innych niż te moje, dzisiejsze i takie trywialne, przypadków. Oni dzis żyją, bo ich rodzice, dziadkowie, pradziadkowie wyjechali z Europy przed Zagładą. Inni żyją, bo ich rodzicom czy dziadkom, udało się w porę uciec, jeszcze inni zawdzięczają życie sąsiadom, przyjaciołom, znajomościom. Oni żyją i póki żyją - będą pamiętać. Będą wracać pamięcią do swoich bliskich, których znali, oraz do tych, których nie znali, choć pewnie bardzo by chcieli.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale