Mijający Dzień Zaduszny skłania do refleksji o śmierci. Kilka oderwanych myśli o przemijaniu w kontekście nieco odmiennym niż zazwyczaj.
W ostatnim miesiącu niektóre media przytoczyły dumne oświadczenie futurologów, którzy zadeklarowali, iż osoba, która "będzie żyć wiecznie" już się narodziła. Inne pisały o pomyśle "unieśmiertelnienia ludzi" zgłoszonym przez rosyjskich naukowców polegającym na "przeniesieniu" świadomości do komputera.
W ścisłym sensie nie ma tu mowy o nieśmiertelności.
Wszechświat obumrze, a wraz z nim cała przyroda. Obumrze w bardzo precyzyjnym sensie. Obumrze, bo wszelka użyteczna energia zostanie zużyta, a wszystkie różnice potencjałów - wyrównane. Druga Zasada Termodynamiki, choć obejrzana dokładnie ze wszystkich stron przez filozofów, za każdym razem szokuje tak samo. Wszechświat MUSI dążyć do stanu śmierci termodynamicznej, bo entropia MUSI rosnąć.
Głupia z pozoru rzecz, wyrównywanie się poziomów, zanik nierówności. W przyrodzie jednak tylko nierówności, różnice potencjałów, pozwalają na wykonanie pracy. Woda może przelewać się w naczyniach połączonych, dopóki jej poziom nie osiągnie tego samego pułapu we wszystkich kolbach. Prąd płynie, aż napięcie nie spadnie do zera. Kroplę atramentu w wodzie dostrzegamy, póki całkiem się nie rozpuści, nie wymiesza. Szacuje się, że czarne dziury rozpadną się po czasie 1E2000 lat. To dużo. Jak na ludzkie standardy, tak aproksymuje się widać nieśmiertelność.
Jaka to głupia rzecz, Centralne Twierdzenie Graniczne. Że też wszystko musi mieć jakiś rozkład w obszarze przyciągania rozkładów stabilnych, a zwłaszcza rozkładu normalnego! Przyroda pędzi ku krzywej Gaussa, aż nie zostanie nic, prócz białego szumu. Białego niczym śmierć.
Zastanówmy się. W jakim świecie nieśmiertelność byłaby możliwa? Jakie musiałyby rządzić nim prawa fizyki? Czy byłby to świat całkowicie deterministyczny, którego nie dałoby się w żaden sposób modelować statystycznie za pomocą innych rozkładów niż jednopunktowy?


Komentarze
Pokaż komentarze (17)