0 obserwujących
18 notek
42k odsłony
  272   0

Ciuchcia w obronie ojczyzny

 

W Puszczy Kurpiowskiej do lat siedemdziesiątych XX wieku między Łomżą a Myszyńcem jeździła kolejka wąskotorowa. Wypisz, wymaluj jak ta u pana Melchiora Wańkowicza, której przyjazd zapowiadał nadbiegający po torach „psiuk maszynistego”. Po drodze, między stacjami końcowymi, łączyła kilkanaście puszczańskich wsi i osad. Jeździły nią kobiety na targi do miasta, wywożono drewno z puszczy. Ciuchcia zasłużyła się też w obronie ojczyzny. We wrześniu 1939 roku podwiozła cichcem pod Myszyniec kompanię polskich żołnierzy z Obrony Narodowej, którzy sprawili tęgie lanie zaskoczonym Niemcom. Wszystkiego się mogli spodziewać najeźdźcy, ale żeby ich podjeżdżać czymś takim?
Po wojnie w wagonikach pojawiły się zakazy: „nie zbierać grzybów podczas biegu pociągu”. Turlała się więc ciuchcia swoim torem do początku lat siedemdziesiątych, kiedy to z partyjnej trybuny białostocki sekretarz Zdzisław Kurowski w swym programie wyborczym nie nakreślił wielkiej szansy: kolejkę kurpiowską trzeba rozebrać, szyny i tabor przewieźć do Puszczy Białowieskiej i tam wozić nią turystów. Dolary i złotówki miały same płynąć do kasy.
 
Kolejkę rozebrano w kilka dni, no może trzeba dodać kilka nocy, kiedy to najszybciej znikały szyny, zasilając chłopskie budowy w bardzo poszukiwaną wtedy stal. Tabor do Białowieży nie dotarł, a po pewnym czasie z ludzkiej pamięci całą historię wyparły kolejne „ambitne” programy.
 
Tylko mieszkańcy kurpiowskich wsi skrobali się w głowę pytając: czym teraz mamy wozić ziemniaki, węgiel i materiały budowlane? Czas przyklepał i te problemy. Dziś o ciuchci kurpiowskiej przypomina widoczny jeszcze miejscami nasyp, po którym kiedyś leniwie toczyły się niewielkie wagoniki.
Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura