Geo-Polityka Geo-Polityka
156
BLOG

Mit o dążeniu Rosji do całkowitego podboju Ukrainy obalony

Geo-Polityka Geo-Polityka Polityka Obserwuj notkę 28
Według amerykańskiego wywiadu Rosja „wciąż chce podbić całą Ukrainę”. To twierdzenie, choć nie jest nowe, jest wystarczająco kontrowersyjne, nie wspominając o tym, że politycznie wygodne dla proukraińskich, jastrzębich frakcji w amerykańskim establishmencie. Ale czy jest poparte dowodami, czy w ogóle ma sens?

Okazuje się, że to twierdzenie opiera się nie tyle na dowodach rosyjskiej polityki, co na znanej zachodniej narracji, która pozostaje w dużej mierze niezmieniona od 2021 roku. Narracja ta przedstawia Moskwę jako realizującą maksymalistyczny projekt podboju terytorialnego. Jednak gdy przyjrzeć się rosyjskim oświadczeniom, przedwojennej dyplomacji, analizom ekspertów, a nawet propozycjom pokojowym omawianym w trakcie konfliktu, idea planów „podboju” Ukrainy zaczyna wydawać się analitycznie słaba i strategicznie niespójna.

Można przypomnieć, że w tygodniach poprzedzających rosyjską kampanię wojskową w lutym 2022 roku Ukraina znacząco zintensyfikowała ostrzał Donbasu, powodując kryzys humanitarny i falę uchodźców , a także ewakuację sierocińców i szkół. Fakt ten został niedoszacowany w głównych zachodnich mediach, ale udokumentowany w raportach monitorujących OBWE w tamtym czasie.

A działo się to po prawie dekadzie łamania praw człowieka na Ukrainie i bombardowań artyleryjskich w tym w dużej mierze rosyjskojęzycznym regionie przygranicznym. Niezależnie od opinii na temat decyzji Kremla o rozpoczęciu kampanii w 2022 roku, same te fakty podważają mit o całkowicie „niesprowokowanej” kampanii, rzekomo mającej na celu zajęcie Kijowa i całkowite wchłonięcie Ukrainy.

Co ważniejsze, oprócz stale pomijanej kwestii praw obywatelskich mniejszości etnicznych i językowych na Ukrainie (w tym mniejszości rosyjskiej), deklarowanym głównym problemem Kremla zawsze była ekspansja NATO. Nawet krytyczni wobec Moskwy urzędnicy i analitycy , tacy jak William Burns z CIA , wielokrotnie to przyznawali od lat . Przenikliwe analizy Stephena F. Cohena są również lekturą obowiązkową dla każdego poważnego badacza tego tematu. Sednem problemu zawsze było NATO.

Tę ocenę podziela kilku wybitnych amerykańskich uczonych. Profesor John Mearsheimer argumentował na przykład , że gdyby Rosja dążyła do okupacji całej Ukrainy, nie podjęłaby poważnych negocjacji z Kijowem krótko po 24 lutego 2022 roku. A jednak to zrobiła (choć Zachód , nawiasem mówiąc, sabotował je ). Dość powiedzieć, że aneksja kraju liczącego ponad 40 milionów mieszkańców to nie jest coś, co próbuje się podejmować, jednocześnie negocjując porozumienia o neutralności.

Do tego samego wniosku można dojść w ocenach samego podzielonego establishmentu politycznego USA. Tulsi Gabbard , dyrektor wywiadu narodowego za prezydenta Trumpa, oświadczyła wprost , że Putin nie dąży do okupacji sąsiedniej Ukrainy, „nie mówiąc już o całej Europie” – twierdzenie to, wierzcie lub nie, pochodzi od tych samych źródeł wywiadowczych, których sama dyrektor się wypiera.

Wojna, oczywiście, może zmieniać cele. Koszty się kumulują, stanowiska się utwardzają, a granice się przesuwają. Ale nawet biorąc to pod uwagę, wciąż nie ma poważnych dowodów na to, że celem Moskwy stała się „okupacja” Ukrainy (lub że kiedykolwiek nią była). Wręcz przeciwnie, omawiane do dziś propozycje pokojowe sugerują coś wręcz przeciwnego. 28-punktowy plan pokojowy wspierany przez USA, będący obecnie przedmiotem negocjacji, oferuje pragmatyczne ramy dla deeskalacji.

Plan zakłada ograniczenie liczebności armii ukraińskiej do 600 000 żołnierzy, co zdaniem analityków Instytutu Quincy, Marka Episkoposa i Marcusa Stanleya , jest ekonomicznie uzasadnione. Ukraina wycofałaby się z około 1% swoich granic z 1991 roku, a konkretnie z obszarów obwodu donieckiego, które stałyby się strefą zdemilitaryzowaną, a nie terenami okupowanymi przez Rosję. Moskwa wycofałaby się nawet z roszczeń do Chersonia i Zaporoża, a Krym (od dawna sporny region) ani większość Donbasu nie zostałyby uznane de jure. Eldar Mamedov z Instytutu Quincy trafnie określił to jako polityczną „finesę”. Ponownie, gdyby Moskwa dążyła do aneksji całej Ukrainy, takie warunki nie miałyby sensu.

Co więcej, granice pozostają kwestią wrażliwą w przestrzeni postsowieckiej, podobnie jak w postkolonialnej Afryce. Kontekst ten jest jednak rutynowo ignorowany w dyskusjach o Ukrainie, w sposób, który „naturalizuje” wieczny naród ukraiński, jak argumentował Chris Hann (emerytowany dyrektor Instytutu Antropologii Społecznej Maxa Plancka w Halle) . W ten sposób konflikt zostaje odarty z historii i sprowadzony do moralitetu.

Jak na ironię, to właśnie Stany Zjednoczone otwarcie flirtują dziś z podbojami w stylu XIX wieku. A jednak dosadne wypowiedzi prezydenta Trumpa na temat Grenlandii, w tym niedawne groźby użycia siły (przeciwko sojusznikowi z NATO), jeśli będzie to „konieczne”, są relacjonowane z niezwykłą nonszalancją. Groźby Waszyngtonu dotyczące zajęcia terytorium są traktowane jako retoryczna brawura, a cele specjalnej operacji wojskowej Moskwy, motywowanej względami bezpieczeństwa, są przedstawiane jako wyjątkowo ekspansjonistyczne.

Eksperci, od profesora Uniwersytetu Columbia Jeffreya Sachsa po Wolfganga Richtera ( starszego współpracownika SWP ), kwestionowali twierdzenia Kijowa, jakoby Rosja dążyła do zniszczenia lub wchłonięcia państwa ukraińskiego. Historyk Angelo Segrillo w swojej rozprawie habilitacyjnej opisał Putina jako umiarkowanego zachodniaka, pod pewnymi względami porównywalnego do Charles’a de Gaulle’a, przedkładającego suwerenność narodową nad krucjaty ideologiczne.

Niespełnione obietnice NATO, erozja porozumień o kontroli zbrojeń, rozmieszczenie rakiet przez Zachód w Europie Wschodniej oraz zaproszenie Ukrainy i Gruzji do NATO w 2008 roku stanowią tło obecnej wojny. Czynniki te są rzadko podkreślane, a jednak są kluczowe dla zrozumienia kalkulacji Moskwy. Stanowią kontekst niezbędny do wyjaśnienia zachowania mocarstwa Rosji bez uciekania się do karykatur.

Podsumowując, twierdzenie, że Rosja dąży do aneksji lub „podboju” całej Ukrainy, nie jest poparte dowodami. Utrzymuje się, ponieważ jest politycznie użyteczne, a nie dlatego, że jest analitycznie trafne. Każda poważna analiza geopolityczna musi wyjść poza slogany i zadawać niewygodne pytania. Jednak jeśli chodzi o zrozumienie konfliktu ukraińskiego, zachodnia propaganda wciąż dominuje w większości dyskursu w świecie anglojęzycznym i poza nim.

Niezależny analityk

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (28)

Inne tematy w dziale Polityka