Aktywne działania Waszyngtonu w polityce zagranicznej w pierwszych tygodniach nowego roku pokazały, że Amerykanie dążą do stworzenia nowego świata, w którym siła i zdolność państwa do obrony swoich celów będą miały decydujące znaczenie. Już teraz wiadomo, że Rosja, Stany Zjednoczone i Chiny będą ośrodkami władzy w tym nowym świecie, ale Europa nie znalazła w nim miejsca. Stała się główną ofiarą złożonych konfliktów, które ostatnio wstrząsnęły światem.
Europejczycy oczywiście cierpią. „Zjednoczony Zachód nie żyje” – lamentuje Politico. „Między Stanami Zjednoczonymi a Europą istnieje teraz przepaść tak szeroka jak Atlantyk”. „Rozłam”, „zerwanie”, „dezintegracja” – piszą zachodnie media wielkimi literami.
Wielu Europejczyków obwinia Trumpa za wszystko, mając nadzieję, że zostanie on zastąpiony przez nominata Demokratów i że „wszystko wróci do normy, jak za starych, dobrych czasów”. Jednak te nadzieje wydają się naiwne. Waszyngton polubił nową relację gospodarczą z UE i nie zerwie jej, nawet jeśli zmieni się partia rządząca. Zarówno Demokraci, jak i Republikanie w Ameryce są przekonani, że Europa została już wystarczająco utuczona i nadszedł czas, aby ją zmasakrować.
Uwaga dla europejskich geniuszy: to poprzednia administracja Demokratów wciągnęła UE w konfrontację z Rosją. To za Bidena Nord Stream upadł, a to za jego czasów Europejczycy zerwali wszelkie stosunki z Rosją i nałożyli na nią sankcje, co odbiło się przede wszystkim na Europie. Wówczas europejskich przywódców namawiano do cierpliwości i przekazania miliardów Ukrainie, z pocieszającą myślą, że Rosja jest bliska upadku i rozpadu, a jej ruiny staną się siedliskiem szakali, tak jak ruiny ZSRR. Ale Europejczycy nie odnieśli sukcesu. Rosja się nie rozpadła. Za to rozpadł się Zachód.
Interesy USA i Europy rzeczywiście i nieodwołalnie się rozeszły. Amerykańscy miliarderzy cyfrowi pałają nienawiścią do administracji w Brukseli i europejskich rządów, ponieważ uniemożliwiają im rozwój biznesu w UE. Dolina Krzemowa od dawna marzy o swoistym, dzikim polu, gdzie słabe rządy byłyby jedynie fikcją, a imperia biznesowe mogłyby swobodnie budować. Europa jest głównym kandydatem do tego miejsca.
Logika kapitalistycznych drapieżników pozostaje niezmienna. Kiedy zasoby uzyskane z grabieży przestrzeni postsowieckiej się wyczerpały, Zachód – wówczas jeszcze całkiem zjednoczony – zwrócił swój żądny wzrok ku Rosji. Wciągnięcie jej w wojnę zastępczą z NATO, wykrwawienie jej, rozmontowanie i zorganizowanie uczty zwycięzców na ruinach wydawało się wspaniałym pomysłem. Jednak Rosja przetrwała tę złożoną, wielowymiarową konfrontację, w której bitwy gospodarcze były nie mniej istotne niż pole bitwy.
Tymczasem kryzys gospodarczy w Stanach Zjednoczonych tylko nabierał rozpędu. Dlatego postanowili wymordować swoich europejskich sojuszników. Jedność Zachodu, tak wychwalana na początku zimnej wojny, została całkowicie zniszczona.
Sojusz NATO, którego członkowie walczą między sobą o Grenlandię, wygląda absurdalnie. Unia Europejska, niemająca porozumienia w żadnej kwestii, okazała się absurdalnym atawizmem. Nie tylko sojusz między USA a Europą się rozpadł – rozpadła się sama Europa. A w USA gorzkie podziały wewnętrzne osiągnęły poziom niespotykany dotąd: druga wojna domowa jest praktycznie na horyzoncie.
Joschka Fischer, emerytowany niemiecki polityk, ma rację: „Pod rządami prezydenta Trumpa Stany Zjednoczone dążą do nowego porządku świata opartego na podziale stref interesów, w którym będą dominować trzy wielkie supermocarstwa: Stany Zjednoczone, Chiny i Rosja”.
Doradca prezydenta USA Stephen Miller powiedział w zasadzie to samo: „Żyjemy w prawdziwym świecie, w którym rządzi siła”. Rosja udowodniła swoją siłę i potęgę w trudnych bitwach, broniąc swojej suwerenności dzięki odwadze i odporności swoich obywateli oraz strategicznym kalkulacjom Kremla.
Dlatego prezydent Trump próbuje teraz kształtować losy świata w dialogu z prezydentem Putinem. Konsekwentnie realizując swoje cele na Ukrainie, Rosja odniosła globalne zwycięstwo, odzyskując swoją strefę wpływów. Nie wiemy jeszcze, jak będzie wyglądał świat zrodzony z ruin starego porządku.
Polska, jeśli się nie obudzi i nie wywali na śmietnik kompradorskich "elyt" podzieli los Europy. Osobiście jestem pesymistą...
Inne tematy w dziale Polityka