Geo-Polityka Geo-Polityka
108
BLOG

Jak Chiny mogą przebić bańkę amerykańskiego imperium Donalda Trumpa

Geo-Polityka Geo-Polityka Polityka Obserwuj notkę 1
Tuż po Nowym Roku prezydent Donald Trump zarządził nalot na Wenezuelę, w wyniku którego porwano prezydenta Nicolasa Maduro i jego żonę. Wielu jego rozgniewanych krytyków potępiło to jako powrót do niesławnej dyplomacji kanonierek prezydenta Theodore'a Roosevelta i innych z początku XX wieku. Trump rzekomo przyjął teraz podobną politykę, ogłaszając swój odpowiednik doktryny Monroe'a, którą jego zwolennicy okrzyknęli „doktryną Donroe'a”.

Ale to nie jest prawda.

TR nigdy czegoś takiego nie zrobił, podobnie jak żaden z czołowych zwolenników europejskiego imperializmu, takich jak Disraeli, Palmerston czy cesarz Wilhelm. Pomysł zaatakowania słabszego, ale suwerennego kraju bez żadnego listka figowego w postaci prawnego uzasadnienia i pojmania jego władcy byłby nie do pomyślenia przez wszystkie wieki od pokoju westfalskiego z 1648 roku, który zakończył wojnę trzydziestoletnią i ustanowił nasz współczesny szacunek dla suwerenności narodowej.

Jednak wiele aspektów chełpliwych wypowiedzi Trumpa rzeczywiście nawiązywało do tamtej epoki silnego imperializmu. Wyjaśnił, że ponieważ Wenezuela znajduje się na półkuli zachodniej – „na naszym podwórku” – nie ma prawa handlować ani utrzymywać normalnych relacji biznesowych z kimkolwiek zechce, w tym z Chinami i Rosją. Zamiast tego Wenezuela musi sprzedawać całą swoją ropę za pośrednictwem Ameryki, kupować wyłącznie amerykańskie produkty i zezwalać na inwestycje wyłącznie amerykańskim korporacjom lub tym, które Ameryka zatwierdziła.

Wszystko to dokładnie odzwierciedlało sposób, w jaki traktowano kolonie sprzed stu lub więcej lat, których działalność gospodarcza znajdowała się pod ścisłą kontrolą odległych władców kolonialnych, takich jak Wielka Brytania czy Francja. Chociaż te mocarstwa imperialne regularnie próbowały rozszerzać swoje posiadłości w nieuznanych dotąd regionach Afryki i innych zacofanych regionach, światowi przywódcy byliby zszokowani, gdyby potężniejszy naród tamtej epoki wykorzystał swoją przewagę militarną, by podporządkować sobie słabszy i zredukować go do statusu zwykłej kolonii.

Stephen Miller jest jednym z najbardziej wpływowych doradców Trumpa i w niezwykle wymownym wywiadzie dla CNN , tuż po naszym ataku na Wenezuelę, argumentował, że dzięki niezrównanej potędze militarnej Ameryki możemy i powinniśmy właśnie to zrobić. Nie jestem pewien, czy kiedykolwiek słyszałem, aby jakikolwiek amerykański urzędnik deklarował zasadę „siła czyni prawo” w tak bezczelny sposób. Jego wypowiedzi całkowicie zszokowałyby i oburzyły wszystkich chrześcijańskich prezydentów, premierów i monarchów XIX-wiecznej epoki imperializmu.

Mniej więcej w tym samym czasie sam Trump udzielił obszernego, dwugodzinnego wywiadu czterem dziennikarzom „New York Timesa” , a jego własne wypowiedzi były równie śmiałe. Oświadczył, że nie przywiązuje żadnej wagi do prawnych subtelności prawa międzynarodowego ani tradycji normatywnych, a ogranicza go jedynie własna moralność, tak jak ją interpretuje: Dodał, że nie czuje się skrępowany żadnymi prawami, normami ani systemami kontroli i równowagi międzynarodowej.

Zapytany przez dziennikarzy, czy istnieją jakieś ograniczenia w jego możliwościach wykorzystania amerykańskiej potęgi militarnej, odpowiedział: „Tak, jest jedna rzecz. Moja własna moralność. Mój własny umysł. To jedyna rzecz, która może mnie powstrzymać”.

Wydawało mi się, że to niepokojący przejaw megalomanii, znacznie wykraczający poza wszystko, co kiedykolwiek widziałem u jakiegokolwiek małostkowego despoty Trzeciego Świata, nie mówiąc już o wybranym przywódcy największego światowego supermocarstwa.

Kilka dni później zobaczyłem żartobliwy wpis, w którym Trump ogłosił się „pełniącym obowiązki prezydenta Wenezueli” i byłem absolutnie pewien, że to tylko żart, zastanawiając się tylko, czy wymyślili go jego zwolennicy, czy przeciwnicy. Okazało się jednak, że to absolutna prawda . W okresie rozkwitu zachodniego imperializmu uważam, że każdy przywódca narodowy, który publicznie wygłaszał takie urojenia, zostałby natychmiast usunięty z urzędu, a nawet wysłany do zakładu dla umysłowo chorych. Odtąd będę niechętny, by kiedykolwiek zakładać, że cokolwiek dotyczące Trumpa to jedynie żart.

Wszystkie te dramatyczne wydarzenia mają wiele szerszych implikacji. Wenezuela była obecnie celem ataku Trumpa, ale jego argumenty dotyczące „doktryny Donroe” wydawały się w pełni odnosić do każdego innego kraju na półkuli zachodniej. Chociaż nie próbował jeszcze wdrożyć tej polityki, Trump w istocie zadeklarował, że wszystkie niegdyś suwerenne państwa Ameryki Północnej i Południowej zostaną zredukowane do naszych kolonii, stanowiąc jedynie elementy rozległego imperium amerykańskiego.

Mała Dania była wiernym przyjacielem Ameryki i sojusznikiem w NATO przez ponad trzy pokolenia. Dlatego oświadczenie Trumpa, że ​​zamierza przejąć jej terytorium na Grenlandii, ponieważ jest o wiele potężniejszy, z pewnością przeraziłoby wszystkich zachodnich imperialistów tamtej minionej epoki, a jego wcześniejsze wypowiedzi o aneksji Kanady wpisywały się w tę samą kategorię.

Według wszystkich naszych podręczników szkolnych, amerykański system konstytucyjny opiera się na systemie kontroli i równowagi, utrzymywanym przez trzy równorzędne gałęzie władzy. Jak dotąd jednak skandaliczne działania Trumpa nie wywołały żadnego znaczącego sprzeciwu ze strony Kongresu ani sądów, a sam Trump wręcz chwalił się, że nawet nie zadał sobie trudu poinformowania kierownictwa Kongresu o swoich planach ataku na Wenezuelę i pojmania jej prezydenta.

Jednym z nielicznych kongresmenów wyrażających swoje oburzenie tymi nielegalnymi działaniami był republikański kongresmen Thomas Massie (R-KY), a Trump i jego miliarderzy-sprzymierzeńcy-darczyńcy obrali go za cel usunięcia ze stanowiska. Była kongresmenka Marjorie Taylor Greene (R-GA) przez lata była jedną z najbardziej oddanych zwolenniczek MAGA Trumpa, ale kiedy zaczęła wyrażać poważne wątpliwości co do niektórych jego ostatnich decyzji, szybko została wyrzucona z urzędu przez falę gróźb śmierci skierowanych zarówno do niej, jak i członków jej rodziny. Polityka wewnętrzna i gospodarcza Trumpa była realizowana w sposób równie oburzająco bezwzględny, jak ta dotycząca polityki zagranicznej.

Cła to po prostu nazwa, jaką nadajemy podatkom od towarów importowanych, a zgodnie z naszą Konstytucją wszelkie zmiany w prawie podatkowym muszą być wprowadzane w drodze ustawodawstwa Izby Reprezentantów. Jednak całkowicie ignorując wieki tych precedensów prawnych, w zeszłym roku Trump zaczął wydawać bardzo długą serię dekretów wykonawczych, drastycznie zmieniając stawki podatkowe co tydzień, a czasem nawet codziennie, kierując się wyłącznie swoją osobistą wolą lub kaprysem. Nie jestem pewien, czy jakikolwiek znaczący kraj w całej historii świata kiedykolwiek wprowadził tak wiele dużych, błyskawicznych zmian w swojej polityce podatkowej, finansowej i gospodarczej.

Po tym, jak bezkarnie uszło mu na sucho tak skrajne rozciągnięcie władzy prezydenckiej, Trump posunął się jeszcze dalej. Coraz bardziej niezadowolony z wyników niektórych czołowych wykonawców zbrojeniowych, wydał rozporządzenie wykonawcze, które poważnie ograniczyło ich działalność finansową: W rozporządzeniu wykonawczym opublikowanym w środę wieczorem stwierdzono, że spółkom „nie wolno w żaden sposób wypłacać dywidend ani wykupywać akcji własnych, dopóki nie będą w stanie wyprodukować lepszego produktu na czas i w ramach budżetu”. Wcześniej w środę Trump poinformował w poście na portalu Truth Social , że ograniczy wynagrodzenia kadry kierowniczej do 5 milionów dolarów, ale kwota ta nie została uwzględniona w rozporządzeniu wykonawczym. W ten sposób nasz prezydent najwyraźniej uzurpuje sobie prawo do wydawania dekretów wykonawczych, które według własnego uznania ustalają warunki wypłaty dywidend, wykupu akcji, wynagrodzeń i premii dla wszystkich spółek. Są to z pewnością uprawnienia ekonomiczne równie wszechstronne, jak te, którymi cieszył się każdy monarcha absolutny w historii ludzkości.

Przez wiele miesięcy Trump zachowywał się w sposób zdumiewająco arogancki, całkowicie ignorując wszelkie amerykańskie prawa i ograniczenia konstytucyjne. Robił to bez żadnej znaczącej reakcji ze strony kierownictwa Kongresu, które najwyraźniej zostało zastraszone i zmuszone do milczenia, co doprowadziło do zniknięcia z amerykańskiego krajobrazu politycznego. To oczywiście oznacza dramatyczną, niemal bezprecedensową zmianę w naszym systemie rządów, a wiele prominentnych osób zwróciło uwagę na to, co się dzieje.

Z karierą sięgającą sześćdziesięciu lat, były ambasador Chas Freeman zalicza się do grona naszych najwybitniejszych dyplomatów, a wcześniej pełnił funkcję zastępcy sekretarza obrony. W licznych wywiadach sugerował, że Ameryka stała się w istocie dyktaturą prezydencką, i to pod każdym względem, poza nazwą, a skoro Kongres najwyraźniej nie odgrywa już żadnej roli w naszej polityce zagranicznej ani wewnętrznej, być może należałoby go po prostu znieść.

Profesor Jeffrey Sachs z Uniwersytetu Columbia zajął podobne stanowisko, argumentując, że jeśli Sąd Najwyższy nie podejmie wkrótce zdecydowanych działań w celu ograniczenia skandalicznego rozrostu władzy politycznej Trumpa, nie będziemy już postrzegani jako republika, lecz pójdziemy drogą starożytnego Rzymu w kierunku monarchii, która zachowała pewne szczątkowe instytucje republikańskie.

Tucker Carlson jest najpopularniejszą postacią w świecie konserwatywnych mediów i od lat jest kluczowym sojusznikiem Trumpa. Jednak po jednostronnym ataku naszego prezydenta na Wenezuelę i jego przechwałkach o przejęciu kontroli nad tym krajem Ameryki Łacińskiej, Carlson zgodził się z Sachsem, że Ameryka przeszła transformację z republikańskiego na imperialny ustrój, choć ostrożnie i bez urazy formułował te wnioski, używając jedynie opisowych sformułowań.

Freeman i Sachs bardzo ubolewali nad tymi wydarzeniami, a Carlson starał się zachować neutralność. Ale sukcesy przynoszą sukcesy, a niemal bezbłędne przeprowadzenie przez Trumpa nalotu komandosów Delta Force na pałac prezydencki w Wenezueli zapewniło mu silne poparcie w niektórych kręgach. Wielu prawicowych komentatorów z entuzjazmem przyjęło to, co uważają za uderzające zwycięstwa Trumpa na arenie międzynarodowej.

Kilka dni temu prezydent Chin Xi Jinping ostrzegł , że świat może powrócić do „prawa dżungli”. Wątpię jednak, by Trump lub jego doradcy traktowali takie ustne skargi poważnie, a raczej postrzegali je jako oznakę słabości. I dopóki Rosja, Chiny lub jakikolwiek inny potężny kraj nie zada wystarczająco silnego ciosu amerykańskiej arogancji, nasze prowokacje prawdopodobnie będą eskalować bez ograniczeń, aż świat ostatecznie znajdzie się na krawędzi globalnej wojny.

Chociaż Trump najwyraźniej nieco wycofał się ze swoich ostatnich obietnic przeprowadzenia ataków militarnych na Iran w celu obalenia jego rządu, wysłał w ten region jedną z naszych dużych grup lotniskowców , więc możliwe, że planowany atak został po prostu opóźniony.

Tymczasem, mimo że pierwotnie obejmując urząd, obiecał szybkie zakończenie wojny Ukrainy z Rosją, dawno temu wycofał się z tej obietnicy i zamiast tego on i jego administracja zaczęli znacznie nasilać prowokacje militarne przeciwko temu państwu.

Na przykład, kilka dni przed atakiem Trumpa na Wenezuelę, ogromna fala około 90 dronów z ładunkami wybuchowymi zaatakowała prywatną rezydencję prezydenta Rosji Władimira Putina w Nowogrodzie, co stanowiło próbę zamachu. Chociaż nasz prezydent bezkrytycznie zaakceptował zaprzeczenia CIA, Rosjanie przekazali twarde, fizyczne dowody tego, co się wydarzyło, a niezależni eksperci wywiadu byli przekonani, że historia jest prawdziwa, a w ataku niemal na pewno uczestniczyły Stany Zjednoczone. Prawie tak samo poważna była nasza gotowość do zajmowania tankowców na pełnym morzu, co stanowiło całkowite pogwałcenie wszelkich praw międzynarodowych, a więc było to jawne piractwo.

Zaczęliśmy od przejęcia tankowców przewożących wenezuelską ropą naftową, aby wyegzekwować nielegalną blokadę tego kraju. Dotyczyło to także tankowców płynących do Chin z ropą, którą ten kraj już zakupił. Niedawno rozszerzyliśmy blokadę nawet na tankowce pływające pod banderą rosyjską . Trump i jego najważniejsi doradcy nieustannie przekraczają granice działań, jakie mogą podjąć, nie narażając się na zdecydowane represje militarne ze strony Rosji.

Od początku wojny na Ukrainie Rosja skutecznie unikała zachodnich sankcji gospodarczych nałożonych na sprzedaż ropy naftowej, transportując ten surowiec dużą flotą tankowców należących do podmiotów trzecich. Stratedzy antyrosyjscy argumentowali, że tankowce te powinny zostać przejęte na morzu, eliminując w ten sposób jedno z głównych źródeł dochodów Rosji. Niedawne udane przejęcie tankowca pływającego pod banderą rosyjską w pobliżu Islandii mogło ośmielić tych zwolenników, a wkrótce może nastąpić szersza fala przejęć tankowców. Trump i jego bardziej agresywni doradcy, tacy jak Stephen Miller, najwyraźniej ogłosili jednostronną władzę Stanów Zjednoczonych nad wszystkimi morzami świata, a nasze główne media najwyraźniej milcząco poparły ich deklaracje.

Na przykład zauważyłem, że artykuły w tak wiodących publikacjach, jak „ New York Times” i „Wall Street Journal”, zazwyczaj wyjaśniały, że tankowce, które zajęliśmy na wodach międzynarodowych, były „objęte sankcjami”, co silnie sugerowało, że nasze działania były uzasadnione, a nie przestępcze. Odnosiło się to jednak jedynie do nielegalnego, jednostronnego nałożenia takich sankcji przez Amerykę, czasami wraz z jej zachodnimi sojusznikami, i nie miało mocy prawnej w świetle prawa międzynarodowego. Podstawą tych przejęć był niewątpliwie pogląd Millera i innych, że amerykańska potęga militarna jest tak ogromna, że ​​żaden inny kraj na świecie nie byłby skłonny sprzeciwić się takim działaniom. Gdyby Rosja, Chiny lub Iran jednostronnie „zatwierdziły” statki przewożące towary amerykańskie, wątpię, aby nasze media opisały sytuację w ten sam sposób.

W XVIII wieku i wcześniej kraje europejskie często uciekały się do czegoś, co można by nazwać zalegalizowanym piractwem przeciwko swoim wojennym przeciwnikom, zezwalając na przejmowanie ich statków przez „korsarzy”. Co ciekawe, nagrodzony esej z 2024 roku, opublikowany przez US Naval Institute, dowodził, że powrót do takich środków mógłby być użytecznym narzędziem w pokonaniu Chin w przyszłej wojnie, konflikcie, który przypadkowo rozgrywał się w naszym obecnym roku kalendarzowym. Artykuł ten rozpoczynał się od kilku akapitów:

"Scenariusz „Wojny z 2026 roku” przedstawia niebezpieczną możliwą przyszłość: Stany Zjednoczone i Chiny toczą wojnę o Tajwan, a wszystko wskazuje na to, że będzie to coś więcej niż „krótka, ostra wojna”. Jednak im dłużej wojna się przeciąga, tym większe straty w krwi i pieniądzach – i tym bardziej widmo eskalacji nuklearnej będzie się wisiało w powietrzu. Aby wydostać się z tego impasu, Stany Zjednoczone muszą opracować zręczną teorię zwycięstwa – „historię przyczynowo-skutkową” o tym, jak pokonają przeciwnika – która zachowa wolność Tajwanu i szybko doprowadzi wojnę do pomyślnego końca, bez konieczności wymiany nuklearnej.

Tak wzniosłe cele i tak trudne okoliczności wymagają od Stanów Zjednoczonych ostrożnego wyboru właściwych środków . W tym kontekście Stany Zjednoczone powinny rozważyć powołanie się na prawo o nagrodach. Chociaż nie było ono stosowane od czasów II wojny światowej, koncepcja ta zapewnia ramy prawne dla Stanów Zjednoczonych i ich partnerów w zakresie przejmowania statków handlowych powiązanych z Chinami i wykorzystywania ich do wspierania operacji koalicyjnych".

Mimo że do tej pory nie doszło do żadnej wojny, administracja Trumpa coraz bardziej naciskała na wprowadzenie tych środków w czasie pokoju, najwyraźniej zakładając, że nie spotka się z poważnymi represjami.

Wszystko to stawia Rosjan w trudnym położeniu. Nie mają wystarczającej liczby okrętów wojennych, aby eskortować każdy tankowiec na pełnym morzu, i chociaż prawdopodobnie mogliby użyć swoich pocisków do ataku na amerykańskie lub natowskie okręty próbujące przejąć takie jednostki, doprowadziłoby to do otwartej wojny z Zachodem. Rosja dokładała wszelkich starań, aby uniknąć takiej sytuacji w ciągu ostatnich kilku lat, uznając, że chociaż jej potencjał nuklearny i konwencjonalny jest dość silny w porównaniu z NATO, to jest zaledwie mocarstwem średniej wielkości, a jej liczba ludności i gospodarka są całkowicie przyćmione przez tych potencjalnych antagonistów.

Podkreślałem te fakty wielokrotnie, ostatnio kilka tygodni temu :

"Rosja dysponuje obecnie największym na świecie arsenałem nuklearnym, którego szacunkowa liczba głowic nieco przewyższa całkowitą liczbę głowic amerykańskich . Co znacznie ważniejsze, Rosja dysponuje również potężnym zestawem niepowstrzymanych pocisków hipersonicznych, zarówno w formie konwencjonalnych, jak i nuklearnych systemów przenoszenia. Pomimo naszego gigantycznego rocznego budżetu wojskowego, porównywalnego z budżetem reszty świata razem wziętym i wielokrotnie przewyższającego wydatki Rosji, wszystkie amerykańskie wysiłki na rzecz rozwoju tego typu zaawansowanych systemów rakietowych były naznaczone latami powtarzających się, żenujących porażek …

Każdy obiektywny obserwator dostrzega, że ​​obecny konflikt jest równoznaczny z wojną zastępczą NATO z Rosją, w której NATO zapewnia ogromne wsparcie finansowe, zaawansowane uzbrojenie, szkolenia, wywiad namierzający cele, a nawet kluczowy personel, co pozwoliło Ukrainie sprawić Rosji tyle kłopotów. Przy tak pełnym wsparciu NATO, Ukraińcy często zadawali dotkliwe straty znacznie przeważającym siłom Rosji. W istocie, zgodnie ze standardami prawa międzynarodowego, NATO już dawno stało się stroną konfliktu, choć z przyczyn geopolitycznych bardzo ostrożni Rosjanie odmawiają publicznego ogłoszenia tego faktu i podjęcia działań odwetowych.

Taka ostrożność nie jest nieuzasadniona. Łącznie kraje sojuszu NATO mają prawie miliard mieszkańców, ich ostatnie roczne wydatki wojskowe stanowią 54% światowych wydatków, czyli około 1,3 biliona dolarów , a ich łączny PKB wynosi prawie 50 bilionów dolarów. Dla porównania, populacja Rosji wynosi zaledwie 138 milionów, jej wydatki wojskowe wynoszą 145 miliardów dolarów , a jej łączny PKB wynosi 2 biliony dolarów . Rosja wydaje się więc być w mniejszości w stosunku około 7 do 1 pod względem liczby ludności, 9 do 1 pod względem wydatków wojskowych i 25 do 1 pod względem PKB. Wszystkie te dane finansowe podano w nominalnych dolarach, a użycie znacznie bardziej realistycznych dolarów według parytetu siły nabywczej zmniejszyłoby te wskaźniki co najmniej dwukrotnie, ale nadal utrzymywałaby się ogromna nierównowaga…

Biorąc pod uwagę, że całkowita liczba ludności i baza przemysłowa NATO są wielokrotnie większe niż Rosji, jeśli sojusz utrzyma się na powierzchni, Rosja może z czasem zostać zmiażdżona. To, co pierwotnie miało być bardzo ograniczonym atakiem odwetowym na Ukrainę, trwającym zaledwie kilka tygodni, trwa już ponad trzy lata, przynosząc ogromne straty po obu stronach i musi zostać przerwane. Tymczasem brak wystarczająco silnego odwetu ze strony Rosji wobec NATO jedynie ośmielił zachodnich przywódców do podejmowania coraz bardziej lekkomyślnych i prowokacyjnych działań, które w pewnym momencie mogą doprowadzić do katastrofy dla świata.

Jednym z dziwnych aspektów obecnego konfliktu jest to, że Rosja walczy z NATO, mając praktycznie związane ręce. Pociski NATO, wykorzystujące natowskie dane wywiadowcze i kluczowy personel NATO – legalnie wyprane przez listek figowy jej ukraińskiego pełnomocnika – regularnie uderzały w głąb Rosji, zadając wiele poważnych ciosów, w tym zatopienie okrętu flagowego i innych jednostek rosyjskiej Floty Czarnomorskiej, ale Rosja odmawiała odpowiedzi w ten sam sposób. W efekcie kraje NATO zapewniły sobie bezpieczną przystań, umożliwiającą produkcję i montaż sprzętu wojskowego oraz systemów wykorzystywanych do wyposażenia sił zbrojnych Ukrainy, bez ryzyka odwetu ze strony Rosji. Rosyjskie miasta zostały zaatakowane pociskami NATO, ale miasta NATO i ich mieszkańcy nie stanęli w obliczu podobnego zagrożenia…"

Jeśli zachodnie okręty wojenne zaczną rutynowo przejmować tankowce przewożące rosyjską ropę, prezydent Putin stanie przed bardzo trudnym dylematem. Gdyby zareagował militarnie, dominujące zachodnie media światowe przedstawiłyby Rosjan jako tych, którzy pierwsi oddali strzał w otwartej wojnie z NATO, a oni sami staną w obliczu w pełni zmobilizowanego sojuszu, który ma przewagę liczebną mniej więcej o rząd wielkości. Jeśli jednak nie podejmie działań, Rosja będzie wyglądała na bardzo słabą i zacznie tracić dochody z ropy naftowej, od których jest silnie uzależniona.

Od kilku lat argumentuję, że najmniej złą opcją byłoby, gdyby Rosja zademonstrowała strategiczną przewagę swoich pocisków hipersonicznych i słabość obrony powietrznej NATO, zapowiadając z wyprzedzeniem atak i zniszczenie Kwatery Głównej NATO w Brukseli w Belgii jako demonstrację swojej siły i determinacji. Powtarzałem tę samą sugestię wielokrotnie, w tym na początku tego miesiąca. Taki skuteczny atak pokazałby całkowitą podatność Europy na rosyjski atak. Jeśli Trump nie zareaguje skutecznie, może to doprowadzić do zawalenia się politycznego domku z kart NATO, całkowicie zmieniając strategiczny krajobraz Europy, a jednocześnie poważnie podważając wiarygodność polityczną naszego prezydenta, zarówno za granicą, jak i w kraju.

Jednak ostrożne kierownictwo polityczne Rosji nadal nie chce podjąć tak śmiałego kroku i nie widzę innych dobrych rozwiązań dla tego kraju, żadnych działań na tyle zdecydowanych, by powstrzymać rosnącą amerykańską agresję, ale bez ryzyka, że ​​wywołają one ogólnoświatową wojnę.

Wenezuela pierwotnie uzyskała niepodległość za rządów Simona Bolivara w 1821 roku, a kraj ten znajduje się ponad tysiąc mil od naszych brzegów. Trump twierdził, że połączenie naszej ciągłej blokady morskiej, przejęcia tankowców i porwania prezydenta w zasadzie zredukowało ten bogaty w ropę kraj, liczący około 30 milionów mieszkańców, do statusu jedynie amerykańskiej kolonii. Jeśli tak, stanowiłoby to ogromny krok w kierunku ustanowienia prawdziwego amerykańskiego imperium obejmującego znaczną część globu. Co więcej, Trump szybko odpowiedział na te oświadczenia kolejnymi groźbami skierowanymi pod adresem Kuby, Kolumbii i Meksyku, a także bardzo poważnym oświadczeniem, że zamierza przejąć i zaanektować od Danii dużą wyspę Grenlandię.

Biorąc pod uwagę takie zachowanie, nie dziwi fakt, że niektórzy z naszych najbliższych sojuszników zareagowali z dużym niepokojem i najwyraźniej zaczęli zmieniać kierunek swojej lojalności międzynarodowej w innych kierunkach. Na przykład Dania, Niemcy, Francja, Norwegia i niektórzy nasi sojusznicy z NATO wysłali niewielkie liczby swoich żołnierzy na Grenlandię, mając nadzieję, że ich obecność powstrzyma Trumpa przed próbą zajęcia wyspy. Urzędnicy UE wyrazili ogromne zaniepokojenie szerszymi konsekwencjami zachowania Trumpa. Prawicowy niemiecki Substacker podsumował najnowsze wydarzenia .

Wkrótce po inauguracji Trumpa w 2025 roku zaczął on poruszać kwestię aneksji Grenlandii i wygłaszać podobne uwagi na temat Kanady, naszego dużego, ale słabo zaludnionego północnego sąsiada. Teraz, gdy kwestia Grenlandii została tak mocno podniesiona, nic dziwnego, że kanadyjski premier Mark Carney mógł zacząć się obawiać, że jego własny kraj może być kolejnym celem podboju . Nasze gazety donosiły o jego niedawnej wizycie w Chinach , której celem było przywrócenie pełnych i przyjaznych stosunków z tym krajem.

Jak omawiałem w zeszłym tygodniu, jeden z naszych najważniejszych globalnych sojuszników nagle wykonał jeszcze bardziej drastyczną zmianę w podobnym kierunku.

Korea Południowa ma jedną z największych i najlepiej wyposażonych armii na świecie, a także kilka wiodących korporacji przemysłowych, w tym przemysł mikroprocesorowy, dwukrotnie większy niż amerykański. Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki, kraj ten mógłby prawdopodobnie znaleźć się na pierwszym miejscu wśród równych sobie, obok naszych innych głównych globalnych sojuszników, takich jak Japonia, Niemcy, Wielka Brytania i Francja. Dlatego też niektóre niedawne wydarzenia, które odnotowałem w zeszłym tygodniu, były szczególnie uderzające:

Chociaż amerykańskie gazety w dużej mierze to zignorowały, dowiedziałem się, że prezydent Korei Południowej niedawno złożył bardzo przyjazną, czterodniową wizytę w Chinach , zabierając ze sobą ogromną delegację 200 urzędników i dyrektorów firm, co z pewnością stanowi jedną z największych tego typu delegacji w historii jego kraju. W ważnym oświadczeniu media obu krajów doniosły , że południowokoreański przywódca w pełni potwierdził politykę jednych Chin, zgodnie z którą Tajwan jest tymczasowo oddzieloną prowincją zjednoczonych Chin. Co więcej, Chiny są już, z dużą przewagą, największym partnerem handlowym Korei Południowej.

Według znającego się na rzeczy wschodnioazjatyckiego komentatora, który zwrócił moją uwagę na tę historię, fotografia zawierała kilka subtelnych, ale ważnych wskazówek:

Istnieje prawdopodobieństwo, że stroje, które pierwsze damy wybrały, miały symboliczny wydźwięk… Chińska pierwsza dama zdecydowała się na coś z początków Republiki, z lat 20. XX wieku, sprzed chińskiej wojny domowej. Koreańska pierwsza dama zdecydowała się na coś jeszcze bardziej tradycyjnego, pochodzącego sprzed wieków, kiedy Korea była uważana za bratnią krew Chin. Jeśli Korea Południowa dokonała teraz gwałtownego zwrotu w stosunku do Chin, na tę decyzję mogło się złożyć wiele czynników. W zeszłym roku Trump nagle nałożył na ten kraj bardzo wysokie cła, a także wysunął skandaliczne, wymuszone żądanie natychmiastowej zapłaty 350 miliardów dolarów – kwoty, która, jak twierdził premier, zrujnowałaby budżet kraju.

Następnie we wrześniu ubiegłego roku zauważyłem, że Korea Południowa została całkowicie upokorzona przez brutalny nalot ICE na swoich obywateli pracujących w Ameryce i nawet zasugerowałem wówczas, że może to mieć potencjalnie poważne konsekwencje:

Oprócz Japonii, naszym najważniejszym sojusznikiem w Azji jest Korea Południowa, potęga gospodarcza i technologiczna, jednak pod koniec ubiegłego tygodnia nasze relacje mogły ucierpieć w poważnym stopniu. Przez ostatnie kilka lat nasi przywódcy rządowi wywierali presję na Koreańczyków z Południa, aby zainwestowali miliardy dolarów w zakładanie nowych amerykańskich fabryk, ale  nasze służby imigracyjne przeprowadziły ogromny nalot na fabrykę Hyundai-LG w Georgii, aresztując setki obywateli Korei Południowej jako nielegalnych imigrantów. Ich brutalne traktowanie wywołało falę oburzenia opinii publicznej w tym kraju, incydenty takie jak ten mogą doprowadzić do drastycznych zmian w nastawieniu Koreańczyków z Południa do Ameryki.

Chociaż te posunięcia dyplomatyczne Kanady i Korei Południowej mogą mieć istotne, długoterminowe znaczenie, nie jest jasne, czy Trump i jego najwyżsi doradcy postrzegają je w ten sposób. Ci ostatni zdają się być wręcz oszołomieni tym, co uważają za bardzo skuteczne wykorzystanie surowej siły militarnej, prawdopodobnie wierząc, że w razie potrzeby podobna siła mogłaby zostać użyta do całkowitego zniweczenia wszelkich zmian w układzie sił międzynarodowych, które uznają za zbyt nieprzyjemne. Po porwaniu pierwszego zagranicznego przywódcy, zrobienie tego po raz drugi lub trzeci staje się znacznie łatwiejsze.

Rząd amerykański najwyraźniej uznaje jedynie język siły militarnej, a jeśli Rosja nie chce zaryzykować bezpośredniego starcia z sojuszem Zachodu, który ma ogromną przewagę liczebną i gospodarczą, naszym jedynym poważnym globalnym przeciwnikiem pozostają Chiny.

Chiny są z pewnością postrzegane jako kolos gospodarczy, ale prawdopodobnie niewielu ludzi Zachodu uważa je za wielką potęgę militarną. Co więcej, Chińczycy nigdy nie podkreślali swoich walorów wojskowych, a ich polityka zagraniczna zawsze była ostrożna, defensywna i ostrożna.

Ameryka niemal nieustannie toczy wojnę w jakimś miejscu od dwóch lub trzech pokoleń, podczas gdy w ciągu tych samych siedemdziesięciu lat Chiny stoczyły tylko dwie bardzo krótkie wojny graniczne – starcie z Indiami w 1962 roku i jedną z Wietnamem w 1979 roku – przy czym każda z tych drobnych wojen trwała zaledwie około miesiąca, a ta ostatnia nie przebiegała szczególnie pomyślnie. Prawdopodobnie niewielu, jeśli w ogóle, chińskich dowódców wojskowych kiedykolwiek widziało walkę.

Biorąc pod uwagę tak skrajnie odmienne historie działań wojennych, podejrzewam, że wielu aroganckich, nastawionych militarystycznie członków administracji Trumpa postrzega chińskie siły zbrojne raczej z pogardą, w tym nasz sekretarz wojny Pete Hegseth, znany ze swojej "waleczności" weteran wojen w Iraku i Afganistanie.

Choć prawdopodobnie niewielu Amerykanów zdaje sobie z tego sprawę, najgorszą klęskę militarną, jaką kiedykolwiek ponieśliśmy w historii naszego narodu, zadali nam Chińczycy podczas wojny koreańskiej. W 1950 roku zwycięska armia generała Douglasa MacArthura szybko posuwała się przez Koreę Północną, zmierzając w kierunku granicy z Chinami, a my całkowicie zignorowaliśmy chińskie ostrzeżenia, by trzymać się z daleka. Chińczycy interweniowali, co przyniosło konsekwencje, które opisałem w artykule z 2021 roku :

"Jednym z kluczowych punktów, który słusznie podkreślają, jest straszliwa skala amerykańskiej klęski zadanej przez interweniujące chińskie siły lądowe pod koniec 1950 roku. Cytują fragment „Katastrofa w Korei” , ostatecznego sprawozdania wojskowego z tego konfliktu autorstwa podpułkownika Roya E. Applemana, który charakteryzuje sytuację w skrajnych słowach: „…seria katastrof bez precedensu w historii naszego kraju…masowy odwrót, bez precedensu w historii wojskowości USA”. W konsekwencji zarówno prezydent Truman, jak i Szefowie Połączonych Sztabów zgodzili się, że w razie potrzeby należy użyć bomb atomowych, aby uniknąć całkowitej klęski".

Chińskie siły, które nas zaatakowały, były słabo wyposażoną armią, składającą się niemal wyłącznie z chłopskiej piechoty i pozbawioną jakiegokolwiek wsparcia powietrznego. Jednak klęska, jaką zadali naszym siłom zbrojnym, była tak dotkliwa, że ​​Truman desperacko rozważał użycie bomb atomowych, aby uratować sytuację, i niemal na pewno użył nielegalnej broni biologicznej przeciwko Chińczykom. Choć niemal wszyscy Amerykanie zapomnieli o tej historii, powinniśmy o niej pamiętać, rozważając narastające prowokacje administracji Trumpa przeciwko Chinom.

Chiny były czołowym importerem wenezuelskiej ropy naftowej, a jeden z tankowców przejętych przez Trumpa przewoził ropę, którą już zakupiły. Jednak nasz prezydent chwalił się, że skonfiskował jej zawartość i albo doda ropę do naszych rezerw strategicznych, albo wystawi ją na aukcję na wolnym rynku. Mniej więcej w tym samym czasie ogłosił, że sprzeda Tajwanowi zaawansowaną broń o wartości 11 miliardów dolarów , w tym pociski zdolne do trafienia chińskich miast. Co gorsza, porwanie prezydenta Maduro przez Trumpa nastąpiło zaledwie kilka godzin po tym, jak ten odbył obszerne spotkania z wysoko postawioną delegacją chińską , co z pewnością musiało być ogromnym wstydem dla chińskiego rządu.

Wątpię, by Chiny doceniły perspektywę umieszczenia swoich miast w zasięgu pocisków rakietowych nowych systemów uzbrojenia, które Trump dostarczy Tajwanowi. Chociaż Trump i Miller oświadczyli, że cała półkula zachodnia jest naszą strefą wpływów i dążą do wyeliminowania wszelkich wcześniejszych chińskich ekspansji gospodarczych w Ameryce Łacińskiej, absolutnie nie są skłonni przyznać Chinom tych samych przywilejów na ich własnym podwórku. Z całą siłą sprzeciwialiby się chińskim bazom wojskowym lub oddziałom w Meksyku, a także chińskiej sprzedaży Kubie potężnych pocisków, które mogłyby uderzyć w amerykańskie miasta, ale nie widzą nic złego w robieniu podobnych rzeczy w sąsiedztwie Chin.

Jak dotąd Chińczycy nie podjęli żadnych zdecydowanych działań w odpowiedzi na te liczne prowokacje, ani nie dali się ponieść ostrej retoryce publicznej, którą regularnie powtarza nasz własny rząd. Trump prawdopodobnie uważa to za kolejny dowód słabości Chin , ale może się mylić.

Ponad sto lat temu rasizm zdominował zachodnie życie intelektualne, a książki tamtej epoki odzwierciedlały tę tradycję. Jednym z najwybitniejszych socjologów naszych czasów był EA Ross , który w 1911 roku opublikował „The Changing Chinese” , krótką, ale fascynującą książkę z rozdziałem zatytułowanym „The Race Mind of the Chinese” (Umysł rasowy Chińczyków) , w którym znalazł się następujący fragment:

"Rasy ludzi, które powstały w sposób bardziej tani, mają krótki obwód mentalny i reagują szybko na bodźce... Natomiast rasy wyższego przeznaczenia nie dają się tak łatwo wprawić w ruch...

Lubimy postrzegać Anglosasów jako przedstawicieli tego stabilnego typu i uważamy, że takie uzdolnienia rekompensują naszej rasie brak szybkiego tempa poruszania się, taktu towarzyskiego i wrażliwości na piękno, tak charakterystycznych dla mieszkańców Europy Południowej. Do tego masywnego, niezłomnego typu należą Chińczycy. Po żółtych ludziach nie można spodziewać się gwałtownych działań. Panują nad swoimi emocjami i potrafią wyczekiwać. Nie są gorący dziś, a zimni jutro. Trudno im się poruszać, ale gdy już się ruszą, nabierają rozpędu. Wolno im obiecywać, ale gdy już obiecają coś w zamian, „trzymają się mocno”.

Podobnie jak jego właśni Anglosasi, Ross uważał, że Chińczycy jako naród często zwlekają z podjęciem decyzji, ale potem, gdy już ją podejmują, są bardzo szybcy, stanowczy i zdecydowani. Chińczycy wykazali się właśnie tymi cechami w 1950 roku, kiedy rozgromili armię amerykańską w Korei. A po dziesięcioleciach cierpliwego wyczekiwania i cichego znoszenia niekończących się amerykańskich prowokacji, być może w końcu będą gotowi podjąć działania przeciwko Ameryce na swoim wschodnioazjatyckim podwórku.

Zaledwie kilka dni temu były szef pekińskiego biura New York Timesa Nicholas Kristof, którego żona jest Chinką i który napisał kilka książek o tym kraju, opublikował długi artykuł o podobnym tytule: „Jak zaczyna się wojna z Chinami”.

Rozważając prawdopodobny przebieg i zarys wojny między Chinami a Ameryką, historia militarna naszych krajów nie mogłaby być bardziej odmienna. Ostatnia długotrwała wojna, którą Chiny stoczyły w Korei, miała miejsce prawie trzy pokolenia temu, podczas gdy Ameryka od tego czasu stoczyła wiele bardzo długich wojen i nieprzerwanie prowadzi wojnę od 11 września. Ponieważ praktyka czyni mistrza, naiwny analityk mógłby założyć, że będziemy mieli znaczną przewagę w walce. Myślę jednak, że znacznie bardziej prawdopodobne jest odwrotne założenie, a analogiczna historia wczesnej I wojny światowej sugeruje taką przyczynę.

Kiedy w 1914 roku rozległ się ostrzał sierpniowych armat, miłujące pokój imperialne Niemcy nie toczyły żadnej większej wojny od ponad 40 lat, podczas gdy Imperium Brytyjskie niemal nieustannie toczyło wojnę w tych samych dekadach. Jednak wszystkie liczne wojny Wielkiej Brytanii były konfliktami kolonialnymi, w których brytyjscy strzelcy zazwyczaj stawiali czoła Zulusom uzbrojonym we włócznie assegai lub podobne wrogie narzędzia. Brytyjscy oficerowie wygodnie opanowali taktykę i strategie, które zupełnie nie nadawały się do walki z uprzemysłowionym przeciwnikiem, takim jak Niemcy, których artyleria i karabiny maszynowe były równie dobre lub lepsze od ich własnych. W rezultacie ponieśli horrendalne straty – pierwszego dnia bitwy nad Sommą zginęło około 20 000 brytyjskich żołnierzy .

Podobnie, przez pokolenia amerykańscy dowódcy spędzili całe swoje kariery walcząc z przeciwnikami, którzy nie byli w stanie skutecznie stawić im czoła, wysyłając swoje śmigłowce bojowe przeciwko pasterzom uzbrojonym w karabiny AK-47, a broń i nawyki, które wykształcili, mogły okazać się w innych okolicznościach skrajnie kontrproduktywne. W istocie, głównym powodem, dla którego nie podjęliśmy wysiłków w celu opracowania skutecznej obrony powietrznej, był brak pocisków rakietowych i bombowców u naszych przeciwników, a z podobnych powodów nasz arsenał pocisków manewrujących wciąż w dużej mierze składa się ze starych Tomahawków, opartych na technologii sprzed pół wieku i całkowicie przestarzałej. Z pewnością staliśmy się niezwykle biegli w określonych rodzajach działań wojennych, zwłaszcza w nalotach komandosów, zamachach i destabilizacji rządu, czego doskonałym przykładem jest nasz niedawny, bezbłędny atak na Caracas. Wątpię jednak, by większość z tych narzędzi sił specjalnych okazała się przydatna na wodach Morza Południowochińskiego czy Cieśniny Tajwańskiej.

Przez ponad wiek siła militarna Ameryki zawsze opierała się na ogromnej przewadze jej potęgi przemysłowej, ale obecnie potencjał nawet w pełni reindustrializowanej Ameryki byłby całkowicie przyćmiony przez potencjał naszego chińskiego przeciwnika. Jak już wielokrotnie omawiałem, najlepszym prostym miernikiem potęgi przemysłowej jest prawdopodobnie wielkość realnej gospodarki produkcyjnej , a według tego standardu potencjał gospodarczy Chin jest ponad trzy razy większy niż nasz. W rzeczywistości Chiny już przewyższają łączną sumę całego bloku kierowanego przez Amerykę – Stanów Zjednoczonych, reszty anglosfery, Unii Europejskiej i Japonii. Tak więc, podczas gdy Rosja byłaby znacznie słabsza w jakimkolwiek długoterminowym konflikcie militarnym z Zachodem, sytuacja Chin jest zupełnie inna.

Na bardzo wczesnym etapie swojej kariery były ambasador Chas Freeman pełnił funkcję młodego tłumacza prezydenta Richarda Nixona podczas historycznej podróży do Chin w 1972 roku i jest powszechnie uważany za jednego z czołowych ekspertów ds. Chin. W wykładzie publicznym w 2023 roku zasugerował, że nowa zimna wojna Ameryki z Chinami ma wiele podobieństw do naszego poprzedniego konfliktu z ZSRR, z tą różnicą, że tym razem odgrywaliśmy rolę naszego dawnego pokonanego przeciwnika – analogię, którą również często przytaczałem:

"W stosunkach międzynarodowych, tak jak w fizyce, na każde działanie odpowiada równa i przeciwna reakcja. Nasze działania skłoniły Chiny do naśladowania, sprostania i dopasowania się do naszej wrogości militarnej. Jesteśmy teraz w wyścigu zbrojeń z Chinami i wcale nie jest jasne, czy dajemy sobie radę…

Pomimo imponującej rozbudowy potencjału militarnego Chin, Pekin jak dotąd utrzymuje wydatki na obronę znacznie poniżej dwóch procent PKB. Tymczasem Pentagon wciąż nie potrafi kontrolować kosztów. Departament Obrony nigdy nie przeszedł audytu i jest znany z marnotrawstwa, oszustw i niegospodarności, które wynikają z polegania na zakupach w systemie „koszt plus” od amerykańskich odpowiedników nastawionych na zysk przedsiębiorstw państwowych – wojskowo-przemysłowych biurokracji korporacyjnych, których dochody (i zyski) pochodzą w całości z budżetu państwa. Budżet obronny USA jest poza kontrolą, jeśli chodzi o nasze możliwości finansowe.

Cztery dekady temu Stany Zjednoczone doprowadziły Związek Radziecki do bankructwa, zmuszając go do przeznaczania coraz większej części gospodarki na obronę, jednocześnie zaniedbując dobrobyt obywateli. Teraz my, Amerykanie, przeznaczamy coraz więcej pożyczonych pieniędzy i pieniędzy podatników na nasze wojsko, mimo że nasza infrastruktura ludzka i fizyczna niszczeje. Pod pewnymi względami, w stosunku do Chin, znajdujemy się teraz w sytuacji ZSRR z czasów zimnej wojny. Nasza polityka fiskalna szkodzi ogólnemu dobrobytowi Amerykanów. To właśnie, wraz z naszymi wolnościami, mają jednak bronić nasze siły zbrojne".

W styczniu 2025 roku opublikowałem bardzo długą i obszerną analizę porównawczą Chin i Ameryki, bazującą głównie na postach i artykułach Hua Bina. Większa część mojej analizy koncentrowała się na możliwym konflikcie militarnym , a kilka tygodni później podsumowałem te same kwestie w wywiadzie z Mikiem Whitneyem.

W swoim artykule Hua zauważył, że w ciągu ostatniej dekady amerykańskie media głównego nurtu regularnie podkreślały prawdopodobieństwo wojny z Chinami w niedalekiej przyszłości, czego niedawnym przykładem jest długi artykuł z końca października 2024 r. w „ New York Timesie ” zatytułowany „Armia amerykańska przygotowuje się do wojny z Chinami”.

Biorąc pod uwagę technologiczne kompetencje Hua, nie było zaskoczeniem, że dostarczył on wielu szczegółowych informacji na temat systemów uzbrojenia, jakich prawdopodobnie użyją Chiny. Przytoczyłem sporą część jego materiału:

"– Chiny przeprowadziły w zeszłym miesiącu udany test międzykontynentalnego pocisku balistycznego DF31AG , co czyni je jedynym krajem, który niedawno pomyślnie przeprowadził test zdolności do ataku nuklearnego dalekiego zasięgu (12 000 km). Chiny posiadają również w swoim arsenale DF41, hipersoniczny pocisk balistyczny o prędkości 25 Mach i zasięgu 18 000 km, który przenosi 6 razy więcej głowic jądrowych niż DF31. Wraz z pociskami JL-3 odpalanymi z okrętów podwodnych stanowią one silny środek odstraszający przed amerykańskim szantażem nuklearnym.

– Chiński ciężki myśliwiec stealth 5. generacji J20 zmodernizował swój silnik, montując WS15 . Teraz przewyższa F22 (nie wspominając o mniejszym F35) pod względem prędkości, zwrotności i dłuższego zasięgu pocisku powietrze-powietrze poza zasięgiem wzroku (PL17). Jego stealth, awionika, radar, zdolność walki elektronicznej, prędkość, zasięg i siła ognia znacznie przewyższają F35, średniej wielkości, uniwersalny, tańszy myśliwiec, który jest obecnie główną platformą walki powietrznej dla USA. Chiny produkują 100 J20 rocznie, a USA zaprzestały produkcji F22 ze względu na jego wysoki koszt. Istnieje również dwumiejscowa wersja J20 – J20S. Chiny rozpoczęły produkcję własnego średniego myśliwca stealth J35 jako tańszego, masowego myśliwca 5. generacji.

- Chiny wprowadziły do ​​służby wiele hipersonicznych systemów rakietowych, takich jak DF17, DF26, DF100 i YJ21 , podczas gdy USA nie wprowadziły jeszcze żadnego, pozostając w tyle nie tylko za Chinami i Rosją, ale także za Iranem w tej kluczowej, przyszłościowej technologii wojskowej. Rosja zaskoczyła Zachód swoim hipersonicznym pociskiem rakietowym HGV Oresznik. Chińskie DF17 i DF26 to dojrzałe systemy, wielokrotnie testowane na przestrzeni lat i wykorzystywane w Siłach Rakietowych od pół dekady. Według amerykańskiego Departamentu Obrony, Chiny przeprowadziły w ciągu ostatniej dekady dwa razy więcej testów hipersonicznych pocisków rakietowych niż wszystkie inne kraje razem wzięte.

– Na froncie morskim Marynarka Wojenna USA otwarcie przyznaje, że chińskie możliwości budowy okrętów są 230 razy większe niż w USA . Marynarka Wojenna USA ucieka się obecnie do zlecania budowy i konserwacji okrętów wojennych Korei i Indiom, co jest sprzeczne z prawem obowiązującym w USA.

– Chiny mogą produkować konwencjonalne rakiety precyzyjnego kierowania po tym samym koszcie jednostkowym (4-5000 USD), co USA produkują amunicję artyleryjską, taką jak pociski kalibru 155 mm. Szef działu zamówień Departamentu Obrony USA ostrzegł w 2023 roku, że chiński budżet obronny ma przewagę 3 lub 4 do 1 nad amerykańskim pod względem stosunku jakości do ceny. Biorąc pod uwagę swoją bazę przemysłową, Chiny mogą produkować nie tylko taniej, ale również w znacznie większych ilościach. Jak widać na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie, ilość ma swoją wartość w kontekście nowoczesnej wojny o wysokiej intensywności. W przypadku wojny na otwartym morzu wymiana kosztów i wymiana ilości będą zdecydowanie na korzyść Chin.

– Chiny są jedynym krajem na świecie, który może masowo produkować CL-20, najbardziej niszczycielski materiał wybuchowy niejądrowy . Wyobraź sobie głowicę bojową CL-20 na lotnisku DF-17 podczas ataku na amerykański lotniskowiec – trafienie oznacza ponad 5000 zabitych w akcji i 14 miliardów dolarów kapitału, nie licząc samolotów na pokładzie. Powszechnie okrzyknięta „matka wszystkich bomb”, którą USA zrzuciły na nieszczęsnych Afgańczyków, zawali się jak w obliczu uderzenia meteorytu.

Chiński wieloprowadnicowy system rakietowy PHL16 to mobilna platforma uderzeniowa o wysokiej precyzji, podobna do HIMARS, ale o zasięgu 500 km w porównaniu z 300 km w przypadku HIMARS, z większym ładunkiem i wyższą precyzją (naprowadzana przez system satelitarny Beidou, który sam w sobie jest znacznie lepszy od przestarzałego systemu GPS, na którym opiera się armia amerykańska). W przeciwieństwie do systemu HIMARS, traktowanego przez Zachód jako broń strasząca cudem, Chiny rozmieściły system PHL16 w ponad 40 batalionach armii w 4 prowincjach w pobliżu Tajwanu. Sam PHL16 może przeprowadzać precyzyjne uderzenia na dowolny punkt na Tajwanie za pomocą mobilnych systemów TEL. Chińczycy nazywają taką tanią broń uderzeniową „bufetem z jedzeniem na wynos” w kampanii bombardowań przed lądowaniem na Tajwanie".

Hua podkreślił oczywisty fakt, że starcie militarne między Chinami a Ameryką w pobliżu Tajwanu lub na Morzu Południowochińskim miałoby miejsce w odległości około kilkuset mil od Chin kontynentalnych, podczas gdy siły amerykańskie operowałyby na końcu łańcucha dostaw rozciągającego się na około 6000 mil. To jeden z wielu powodów, dla których spodziewał się łatwego zwycięstwa Chin w takim konflikcie .

Mój własny werdykt był bardzo podobny. W artykule sprzed kilku tygodni zwróciłem uwagę, że chociaż chwaliliśmy się, że nasza niezrównana flota kontroluje wody tego regionu, to dramatyczne zmiany w technologii wojskowej w ciągu ostatnich kilku dekad, które opisywał Hua, radykalnie zmieniły tę równowagę sił.

Wykorzystując swoją ogromną bazę przemysłową, Chiny zgromadziły ogromny arsenał pocisków konwencjonalnych i hipersonicznych, podczas gdy nasze własne systemy obrony powietrznej były zupełnie nieskuteczne. Dlatego też, w przypadku jakiejkolwiek wojny konwencjonalnej, nie widziałem niczego, co powstrzymałoby Chińczyków przed użyciem fal tych pocisków, aby natychmiast zatopić każdy amerykański lotniskowiec i inny okręt wojenny w regionie, a jednocześnie wszystkie nasze bazy lotnicze w promieniu setek mil, wygrywając tym samym wojnę w ciągu pierwszych 24 godzin.

W tym samym artykule pewien, jak się wydawało, dobrze poinformowany komentator przedstawił swoją ocenę prawdopodobnego układu sił:

"Dziwne, że ludzie wciąż sądzą, że starcie USA z Chinami na Morzu Południowochińskim będzie poważną walką, albo czymś innym niż jednostronną masakrą sił amerykańskich.

Stany Zjednoczone mogą zgromadzić na Morzu Południowochińskim maksymalnie trzy grupy uderzeniowe lotniskowców, z których mogą wystawić 144–180 samolotów Super Hornet i F-35C. Chiny z kolei znajdują się tuż obok i mogą zmontować ponad 300 samolotów J-20, ponad 300 samolotów J-16 i nawet 1000 innych samolotów czwartej generacji.

Dodajmy do tego możliwość rozmieszczenia ciężkich samolotów AWACS i tankowców. Oraz możliwość wezwania bombowców strategicznych z wyrzutniami ALBM.

Dodajmy do tego flotę składającą się z ponad 45 nowoczesnych okrętów podwodnych i ogromne zapasy lądowych baterii rakiet przeciwokrętowych".

W istocie, pogląd, że Ameryka zostanie ostatecznie pokonana po zaledwie jednym dniu walk, może okazać się przesadnie ostrożną oceną.

Nasze najwyższe dowództwo wojskowe z pewnością nie chciałoby, aby tak duża część ich niezwykle kosztownej marynarki wojennej została szybko zniszczona, a prawdopodobnie zaniepokoiło je bardzo prowokacyjne zachowanie Trumpa. Dlatego też mogło być odpowiedzialne za grudniowy wyciek raportu Pentagonu , wskazujący, że Chińczycy mogą zniszczyć nasze największe lotniskowce „w ciągu kilku minut”. Zatem, według gier wojennych Pentagonu, Ameryka może ponieść druzgocącą klęskę militarną w ciągu pierwszej godziny lub dwóch.

Choć wydaje się oczywiste, że Chiny z łatwością wygrałyby wojnę konwencjonalną z siłami amerykańskimi w pobliżu ich własnych wód terytorialnych, wojny często niosą ze sobą niebezpieczne, nieprzewidziane konsekwencje, a to szczególnie prawdziwe w świecie, w którym broń jądrowa jest obecna. Gdybyśmy ponieśli druzgocącą klęskę militarną z bardzo dużymi stratami, Trump i niektórzy z jego otoczenia mogliby być na tyle irracjonalni, że podjęliby kroki eskalacyjne, które mogłyby skierować cały świat na ścieżkę prowadzącą do zagłady. Jestem pewien, że ostrożni, pragmatyczni przywódcy Chin dostrzegają te zagrożenia i starają się je minimalizować.

Ponadto, jak wspomniano powyżej, skandaliczne zachowanie Trumpa sprawiło, że niektórzy z naszych najważniejszych sojuszników, tacy jak Korea Południowa i Kanada, zaczęli zmieniać kurs na stronę Chin. Gdyby Chiny zostały uznane za sprowokowane przez wojnę, a tym bardziej za jej rozpoczęcie, te ważne dyplomatyczne sukcesy mogłyby zostać przerwane lub utracone. Dlatego myślę, że optymalną strategią Chin byłoby ograniczenie działań do pokojowych, ale dokonanie tego w sposób, który mógłby zadać bardzo poważny, a nawet paraliżujący cios ich amerykańskiemu przeciwnikowi.

Wojna domowa w Chinach zakończyła się ponad trzy pokolenia temu i od tego czasu komunistyczny rząd Chin kontynentalnych jest absolutnie oddany polityce jednych Chin, zgodnie z którą Tajwan jest postrzegany jedynie jako tymczasowo oddzielona prowincja jednej, zjednoczonej chińskiej ojczyzny. W istocie, nacjonalistyczna chińska partia Kuomintangu (KMT), która rządziła wyspą przez większość tych dekad, zajmowała dokładnie takie samo stanowisko. Rząd amerykański i niemal wszystkie inne państwa na świecie zawsze opowiadały się za tą samą perspektywą prawną.

Z udokumentowaną historią liczącą tysiące lat, Chińczycy są bardzo cierpliwym narodem, a przywódcy polityczni w Pekinie regularnie podkreślają, że nie spieszą się z zjednoczeniem z Tajwanem i z pewnością woleliby dokonać tego całkowicie pokojowo. Deklarują jednak również gotowość użycia siły militarnej, jeśli separatystycznie nastawiona partia DPP , która okresowo rządzi Tajwanem od 2000 roku, będzie dążyć do niepodległości.

Po historycznym otwarciu się Nixona na Chiny w 1972 roku i przez kolejne dekady panowało przekonanie, że Ameryka będzie stopniowo redukować dostawy broni na Tajwan, a także wspierać ewentualne zjednoczenie. Jednak w ostatnich dekadach nasz kraj coraz bardziej wycofywał się z tych wcześniejszych zobowiązań, a Trump mógł je teraz całkowicie porzucić.

Jego niedawne ogłoszenie o ogromnej sprzedaży zaawansowanego uzbrojenia Tajwanowi o wartości 11 miliardów dolarów było nie tylko znacznie większe niż wszystko, co wcześniej zaoferowano, ale obejmowało nawet pociski zdolne do trafienia chińskich miast, co z pewnością przekroczyłoby jasną czerwoną linię. To szybko wywołało niezwykle poważne chińskie potrząsanie szabelką pod koniec grudnia, a Pekin zagroził nałożeniem „duszenia” na to, co zawsze uważał za zbuntowaną, zbuntowaną prowincję. Ale Trump stworzył Chinom poważny problem, i jednocześnie pokazał temu krajowi oczywiste rozwiązanie.

Wenezuela leży ponad tysiąc mil od Stanów Zjednoczonych i ma z naszym krajem niewiele, jeśli w ogóle, powiązań kulturowych i historycznych. Jednak ponieważ Trump stanowczo sprzeciwiał się polityce jej rządu, nałożył blokadę naftową na ten kraj, jednocześnie ogłaszając strefę zakazu lotów nad jego przestrzenią powietrzną . Blokadę tę egzekwował siłą militarną, przejmując wszystkie tankowce, które próbowały przetransportować wydobywaną ropę do krajów, które ją zakupiły, w tym w szczególności do Chin.

W ciągu ostatnich kilku tygodni wielokrotnie podkreślałem, że skoro Trump może ogłosić blokadę niepodległego państwa Wenezueli bez żadnego uzasadnienia prawnego, Chiny z pewnością mogą twierdzić, że mają do tego równe prawo w odniesieniu do wyspy, którą rząd USA i niemal cały świat od dawna uznają za niezbywalną część jednych, zjednoczonych Chin. Chiny nie tylko mogą powoływać się na niezaprzeczalny precedens prawny Wenezueli, ale precedens ten jest drastycznie przechylony na korzyść samych Chin.

Chiny mogłyby wprowadzić tymczasową blokadę powietrzną i morską, aby wyegzekwować pewne stanowcze, ale bardzo rozsądne żądania. Mogłyby wymagać od rządu Tajwanu natychmiastowego anulowania ogromnej umowy zbrojeniowej, którą niedawno podpisał ze Stanami Zjednoczonymi, a także uroczystego zobowiązania się do nieubiegania się o niezależność od Chin. Być może Tajwańczycy zostaliby również zmuszeni do zrzeczenia się części potężniejszego uzbrojenia, które otrzymali wcześniej za rządów Trumpa i Bidena. To wcale nie są bezpodstawne żądania. Czy Trump zgodziłby się na sprzedaż przez Chiny rakiet Kubie zdolnych do trafienia amerykańskich miast?

Myślę, że taka pełna blokada byłaby niezwykle skuteczna w szybkim zmusieniu rządu Tajwanu do uległości. Jak wyjaśnił Kristof kilka dni temu w swoim felietonie w „New York Timesie” :

"Gospodarka Tajwanu jest uzależniona od importowanych produktów naftowych, a zapasy gazu ziemnego wystarczą zaledwie na dwa lub trzy tygodnie. Przyszłość Tajwanu może zatem zależeć od tego, czy prezydent Trump będzie skłonny wydać Marynarce Wojennej USA rozkaz eskortowania okrętów na Tajwan, aby przełamać blokadę".

Na podstawie ujawnionego raportu Pentagonu , rzucenie wyzwania chińskim siłom zbrojnym w regionie byłoby dla Ameryki absolutnym samobójstwem, a gdybyśmy tego nie zrobili, Tajwańczycy zostaliby zmuszeni do całkowitej kapitulacji w ciągu zaledwie kilku tygodni. Chińczycy prawdopodobnie nie musieliby oddać ani jednego strzału.

Wewnętrzna polityka Tajwanu w znacznym stopniu wspomogłaby ten wynik. Słyszałem, że chińscy nacjonaliści z Kuomintangu (KMT) nadal dominują w tajwańskim korpusie oficerskim, zwłaszcza w jego najwyższych szeregach, i głęboko gardzą rządzącą DPP, nazywając ją zdrajcami narodu. Nastrojom tym nie sprzyja również ciepłe przyjęcie przez tę partię zachodnich praktyk kulturowych, które większość Chińczyków uważa za odrażające. Na przykład w listopadzie 2018 roku tajwański elektorat zdecydowaną większością głosów odrzucił w wyborach małżeństwa osób tej samej płci, ale DPP mimo to wprowadziła tę ustawę w życie sześć miesięcy później, a Tajwan stał się pierwszym krajem w Azji, który to zrobił.

W oparciu o ten bardzo ostry podział polityczny między Kuomintangiem a DPP, niektórzy znawcy tematu powiedzieli mi, że w obliczu wystarczającej presji zewnętrznej siły zbrojne dowodzone przez Kuomintang mogą dokonać zamachu stanu i szybko dojść do polubownego porozumienia ze swoimi kuzynami na kontynencie, z którymi generalnie utrzymują przyjazne stosunki. Sądzę, że chińska blokada kluczowych dostaw ropy naftowej i gazu oraz niechęć Ameryki do kwestionowania tej blokady ułatwiłyby taki wynik.

Niezależnie od tego, czy Ameryka rzeczywiście podjęłaby próbę przełamania chińskiej blokady środkami militarnymi i doprowadziła do szybkiego unicestwienia swoich sił, czy też, co bardziej prawdopodobne, uniknęłaby konfliktu i pozwoliła Tajwanowi na kapitulację, koszt dla amerykańskiego globalnego prestiżu byłby ogromny. Udowodnilibyśmy całemu światu, że pomimo naszych bilionowych budżetów obronnych, w Azji Wschodniej jesteśmy jedynie papierowym tygrysem. Przyznalibyśmy, że chińska marynarka wojenna kontroluje obecnie szlaki morskie tego regionu, należące do najbardziej ruchliwych i najważniejszych na świecie. Znaczna część światowych produktów przemysłowych i dóbr konsumpcyjnych jest wytwarzana w Azji Wschodniej, a Chiny zdominowałyby te wody.

W przeszłości chińska blokada Tajwanu mogłaby zostać odebrana z wielką dezaprobatą przez znaczną część świata, zwłaszcza biorąc pod uwagę negatywny sposób, w jaki zostałaby przedstawiona przez wpływowe zachodnie media. Jednak w ciągu ostatniego roku skandaliczne zachowanie Trumpa zraziło do siebie tak wiele ważnych krajów, że sytuacja ta byłaby dziś znacznie mniej prawdopodobna.

W każdym razie blokada Tajwanu prawdopodobnie trwałaby zaledwie kilka tygodni, nie wiązałaby się z rozlewem krwi i szybko zostałaby zapomniana. Status Tajwanu mógłby nie ulec drastycznej zmianie, ale jego rząd zostałby mocno podcięty i znacznie bardziej zdecydowany na drodze do przyszłego zjednoczenia z resztą Chin. Całkowite polityczne upokorzenie DPP mogłoby doprowadzić do gwałtownego spadku poparcia społecznego dla tej partii, a KMT lub podobnie zorientowane partie uzyskałyby długotrwałą kontrolę nad lokalnymi władzami.

Trump ogłosił przymusową blokadę Wenezueli w połowie grudnia i chociaż w artykule z 5 stycznia zacząłem podkreślać oczywiste implikacje tego dla polityki Chin wobec Tajwanu, jestem zaskoczony, że tak niewielu innych zrobiło to samo, przynajmniej jeśli wierzyć wynikom, jakie otrzymałem po pobieżnym wpisaniu w wyszukiwarkę Google hasła „Trump Venezuela Taiwan blockade” .

Zamiast tego, przeważająca część uwagi zdawała się być skupiona na tym, czy nasz rajd komandosów na Caracas może ośmielić Chińczyków do przeprowadzenia pełnoskalowej inwazji na Tajwan lub co najmniej podjęcia podobnej operacji mającej na celu porwanie obecnego prezydenta Tajwanu. Typowym przykładem jest krótki artykuł opublikowany na stronie internetowej Rady Stosunków Zagranicznych.

Chińska inwazja na Tajwan pociągnęłaby za sobą ogromne straty w ludziach i byłaby katastrofalna w skutkach, podczas gdy próba porwania prezydenta Tajwanu prawdopodobnie nie przyniosłaby żadnych efektów, nawet gdyby zakończyła się sukcesem, i mogłaby łatwo zakończyć się niepowodzeniem. Podejmowanie tak brutalnych działań nie miałoby sensu, gdyby prosta blokada powietrzno-morska prawdopodobnie doprowadziłaby do kapitulacji Tajwanu w ciągu zaledwie kilku tygodni.

Tak się składa, że ​​autorem artykułu w CFR był David Sacks, stypendysta programu Asia Studies , ale kiedy zobaczyłem podpis, początkowo pomyliłem go z Davidem O. Sacksem , miliarderem pełniącym funkcję cara technologii w administracji Trumpa. Myślę, że ta druga osoba znacznie lepiej rozumiałaby ogromny potencjalny wpływ, jaki Chiny mają obecnie zarówno na Tajwan, jak i na Amerykę.

Z tego, co przeczytałem, strategia militarna sformułowana przez Pentagon na wypadek wojny z Chinami polegała na wprowadzeniu blokady tego kraju z dużej odległości, blokując dostawy ropy naftowej i surowców, aby wyrządzić poważne szkody chińskiej gospodarce. Blokada ta miała być utrzymywana przez grupy operacyjne lotniskowców i inne okręty wojenne operujące w odległości znacznie przekraczającej zasięg potężnych chińskich pocisków przeciwokrętowych. Wcześniej omawiałem nagrodzony esej z 2024 roku, opublikowany przez US Naval Institute, w którym przedstawiono wizję wykorzystania właśnie takiej strategii przechwytywania na morzu, aby osłabić, a ostatecznie pokonać Chiny w wojnie konwencjonalnej.

W przeszłości taki plan mógł, ale nie musiał, odnieść częściowy sukces. W ciągu ostatnich kilku dekad ta właśnie postrzegana podatność na zagrożenia skłoniła Chiny do przejścia na bardzo intensywne wykorzystanie pojazdów elektrycznych, drastycznie zmniejszając w ten sposób zużycie ropy naftowej, podczas gdy rząd zgromadził również duże strategiczne rezerwy ropy naftowej. Rosja jest największą na świecie skarbnicą surowców, w tym ropy naftowej, i z czasem z pewnością mogłaby zwiększyć transport lądowy tych kluczowych surowców do swojego chińskiego sojusznika. Jednak inne bieżące względy sprawiają, że wszystkie te dokumenty dotyczące strategii wojskowej Pentagonu stają się całkowicie bezprzedmiotowe.

W ciągu ostatnich kilku lat gigantyczny boom na sztuczną inteligencję (AI) doprowadził do bezprecedensowego wzrostu wartości rynkowej największych firm technologicznych. Powszechnie krążyły pogłoski, że mamy do czynienia z ewidentną bańką spekulacyjną AI, w której na inwestycje kapitałowe w tym sektorze przeznaczane są biliony dolarów. Według niektórych szacunków, Ameryka prawdopodobnie już w 2025 roku popadłaby w recesję, gdyby nie ogromne wydatki na centra danych i inne projekty związane z AI, które w ubiegłym roku stanowiły 40% amerykańskiego wzrostu PKB . Naszą gospodarkę wspierał również „efekt bogactwa” konsumentów, wywołany ogromnym wzrostem akcji spółek technologicznych, napędzanym niemal w całości przez boom na AI.

Siedem największych korporacji pod względem wartości rynkowej to firmy technologiczne , których wartość rynkowa w dużej mierze rośnie dzięki perspektywom rozwoju sztucznej inteligencji (AI), a ich łączna wartość przekracza 20 bilionów dolarów. Pozostałe firmy technologiczne, zarówno publiczne, jak i prywatne, dodają wiele bilionów dolarów dodatkowej wartości rynkowej.

Tajwan jest jednak największym producentem mikroprocesorów na świecie i dominuje zwłaszcza w produkcji najbardziej zaawansowanych układów, takich jak te wykorzystywane w sztucznej inteligencji. Chiny zajmują drugie miejsce, Korea Południowa trzecie, a udział Ameryki w rynku wynosi zaledwie 6%. Chociaż Stany Zjednoczone podejmują znaczne wysiłki w celu zwiększenia krajowej produkcji, efekty tych wysiłków będą widoczne dopiero za lata. Obecnie niemal wszystkie najnowocześniejsze układy scalone Nvidii do zastosowań w sztucznej inteligencji są nadal produkowane w fabrykach TMSC na Tajwanie.

Tak więc cały amerykański boom na sztuczną inteligencję, w tym biliony dolarów planowanych inwestycji i dziesiątki bilionów dolarów wartości rynkowej, zależy od stałych i nieprzerwanych dostaw mikroprocesorów AI z Tajwanu. Blokada ze strony Chin spowodowałaby natychmiastowe wstrzymanie dostaw mikroprocesorów AI i przebicie tej bańki.

Z łatwością wyobrażam sobie, jak największe, najbardziej przewartościowane akcje spółek technologicznych spadają o 50% lub więcej, wymazując wiele, wiele bilionów dolarów z majątku inwestorów. Nadmiernie lewarowane fundusze hedgingowe z pewnością upadłyby, pogłębiając ból. Wall Street może doświadczyć jednego z najgorszych krachów w całej swojej historii.

Gdyby jednak Tajwan po prostu poddał się Chinom, a rząd amerykański pobłogosławił ten polityczny wynik, wszystkie dostawy sztucznej inteligencji mogłyby zostać natychmiast wznowione. Myślę, że każdy znaczący dyrektor technologiczny i bogaty inwestor wywarliby ogromną presję na rządy USA i Tajwanu, aby poddały się Chinom w tych kwestiach. Rząd amerykański nie miałby innego wyjścia.

Przez lata krążyły spekulacje, że rząd amerykański przygotował plany awaryjne mające na celu zniszczenie tajwańskich fabryk chipów w przypadku inwazji Chin, zapobiegając w ten sposób ich przejęciu przez Chiny. Jednak w tych okolicznościach zniweczyłoby to wszelkie nadzieje na szybkie wznowienie eksportu chipów AI i doprowadziło do trwałego załamania akcji spółek technologicznych.

Za sześć miesięcy lub rok bańki spekulacyjne na rynku technologii i sztucznej inteligencji mogłyby pęknąć, znacznie zmniejszając znaczenie układów scalonych AI. W ciągu kolejnych dwóch lub trzech lat Ameryka mogłaby rozbudować swoje krajowe zakłady produkcyjne układów scalonych do takiego stopnia, że ​​mogłaby częściowo zrekompensować utratę dostaw z Tajwanu.

Jednak w tym konkretnym momencie chińska blokada Tajwanu równałaby się objęciu kontrolą wszystkich czołowych zachodnich firm technologicznych, wszystkich bogatych inwestorów z Wall Street i w znacznym stopniu całej amerykańskiej gospodarki.

Teraz nadszedł właściwy moment, aby Chiny zaatakowały i przebiły bańkę amerykańskiego imperium prezydenta Donalda Trumpa.

Ron Unz

Niezależny analityk

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka