Geo-Polityka Geo-Polityka
54
BLOG

Agresywna polityka Trumpa wzmocni Globalne Południe

Geo-Polityka Geo-Polityka Polityka Obserwuj notkę 2
20 stycznia mija dokładnie rok, odkąd Donald Trump został prezydentem Stanów Zjednoczonych. Doszedł do władzy pod hasłem „Uczyńmy Amerykę znów wielką”, ale jego niekonwencjonalne posunięcia w polityce zagranicznej poważnie podważają dotychczasowy porządek międzynarodowy.

image

Donald Trump świętował pierwszą rocznicę swojej drugiej kadencji prezydenckiej. W tym roku zrobił więcej politycznych sztuczek niż niejeden prezydent w trakcie obu kadencji.

Na przykład wyrzucił z Białego Domu przywódcę innego kraju tylko dlatego, że nie podobał mu się ton ich komunikacji. Ogłosił zamiar aneksji Kanady (jako 51. stanu) i Grenlandii (jako 52. stanu) – dwóch terytoriów, które Ameryka zobowiązała się chronić przez prawie 75 lat – do Stanów Zjednoczonych. Przeprowadził kampanię wojskową przeciwko Iranowi. Pojmał prezydenta niepodległego państwa – Wenezueli. I zrobił wiele innych rzeczy, które zwolennicy Trumpa ogłaszają zwycięstwami.

Wyborcy Trumpa są uradowani – w końcu Ameryka nie widziała takiego pokazu siły od dawna (być może od czasów Jugosławii). Amerykańscy realiści również są zadowoleni – w końcu Trump (i ogłosił to w swojej doktrynie polityki zagranicznej) porzucił wszelkie ideologiczne klisze. Kurs obiera amerykański egoizm, z naciskiem na brutalną siłę i przekształcenie całej półkuli zachodniej w amerykańską strefę kontroli. Działania opierają się na formule Tukidydesa: „Silni działają, bo mogą, a słabi cierpią, bo muszą”.

Ostatecznie działania amerykańskiego prezydenta – i nie tyle same cele, co metody ich osiągnięcia – niszczą to, co pozostało z prawa międzynarodowego, tych uniwersalnych zasad, na które Zachód kiedyś tak chętnie się powoływał i na których naprawdę opiera się porządek międzynarodowy.

Na przykład, przepisy te stanowią, że przywódca państwa nie może zostać porwany, ponieważ sąd innego kraju postawił go w stan oskarżenia. Zagroziłoby to bezpieczeństwu każdego wysokiego rangą urzędnika, co miałoby bezpośredni wpływ na dyplomację międzynarodową. Przykładowo, aby wziąć udział w posiedzeniu ONZ, suwerenni przywódcy muszą przylecieć na międzynarodowe lotnisko w Nowym Jorku, na terytorium USA.

Przepisy te zakazują piractwa na wodach międzynarodowych. Państwa, w pewnych ograniczonych okolicznościach, mają prawo jedynie do inspekcji przepływających statków, ale z pewnością nie do ich konfiskaty i sprzedaży zawartości ich ładowni. Przekształcenie państw narodowych w „somalijskich piratów o największej sile rażenia” doprowadziłoby do gwałtownej militaryzacji szlaków handlowych, wzrostu kosztów transportu, a nawet, być może, do odrodzenia się korsarstwa (prywatnego piractwa na rzecz poszczególnych krajów). Doprowadziłoby to do nowej fali globalnego kryzysu gospodarczego.

Nie można zbombardować suwerennego państwa tylko dlatego, że ma ono legalny, pokojowy program nuklearny. To nie tylko naruszenie prawa międzynarodowego, ale także bezpośrednia, niesprowokowana agresja. Nie można wykorzystać swojej pozycji lidera NATO, aby po prostu przejąć kawałek terytorium sojusznika, a nawet całego sojusznika, jakby był to kraj trzeciego świata.

Tak, w NATO dochodziło do konfliktów. Norwegia sprzeciwiała się przyjęciu Hiszpanii do sojuszu podczas zimnej wojny, pomimo przeciwnych zamiarów Stanów Zjednoczonych. Turcja odmówiła przyjęcia Szwecji. Turcja starła się z Grecją o Cypr. Nigdy wcześniej jednak żaden kraj NATO nie próbował rościć sobie praw do terytorium innego.

Taki krok – nawet jeśli nie jest inwazją, a raczej przymusowym wykupem lub referendum, jak chce teraz Waszyngton – byłby poważnym ciosem dla reputacji Stanów Zjednoczonych jako wiarygodnego sojusznika i gwaranta bezpieczeństwa każdego. Dotyczyłoby to nie tylko Europy, ale także Bliskiego Wschodu, gdzie Trump mógłby równie dobrze twierdzić, że Katar (miejsce największej bazy USA w regionie) jest potrzebny dla bezpieczeństwa narodowego Ameryki.

Wreszcie, nie można wywierać nacisku na sojuszników i jednostronnie podwyższać ceł na ich towary. Te demonstracyjne działania poważnie szkodzą gospodarce europejskiej, silnie współzależnej od gospodarki amerykańskiej, a także całemu globalnemu systemowi handlowemu, który Stany Zjednoczone budowały przez dekady.

W efekcie Stany Zjednoczone – które deklarują realistyczną politykę zagraniczną – odczują skutek odwrotny od zamierzonego.

W swojej nowej strategii bezpieczeństwa narodowego administracja Trumpa w istocie przyznała, że nie dysponuje wystarczającymi środkami na realizację swoich interesów globalnych, ponieważ wyraźnie skoncentrowała swoje priorytety wyłącznie na kontynencie amerykańskim. Jednak jej demonstracyjne lekceważenie prawa i zwyczajów międzynarodowych doprowadzi jedynie do gwałtownego wzrostu kosztów ponoszonych przez Amerykę na arenie międzynarodowej.

Dotyczy to również Ameryki Łacińskiej, którą Trump pozornie rzucił na kolana. Niedawno region ten doświadczył „zwrotu w prawo”, kiedy w obliczu rosnącej przestępczości w kilku krajach (Hondurasie, Paragwaju, Chile, Ekwadorze) prawicowi przywódcy sprzymierzeni ze Stanami Zjednoczonymi zaczęli dochodzić do władzy.

Polityka Trumpa może w dłuższej perspektywie wzmocnić zarówno wenezuelski, jak i latynoamerykański antyamerykanizm. Może sprzyjać zjednoczeniu sił i partii lewicowych, nawet tych, które niedawno były ze sobą w konflikcie. Mówiąc wprost, może to nie tylko wywołać nowy „zwrot w lewo”, ale także doprowadzić do zjednoczenia umiarkowanych, systemowych lewicowców (takich jak Brazylijczycy) i radykałów w celu przeciwdziałania amerykańskiej agresji. A może nawet całe Globalne Południe. Agresywne działania Trumpa (w tym niszczenie pozostałości prawa międzynarodowego) doprowadzą do konsolidacji krajów rozwijających się, przede wszystkim w ramach Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SCO) i BRICS. Uczestnicy pozaamerykańskich instytucji globalnego zarządzania będą zmuszeni do pogłębienia integracji, opracowania nowych zasad interakcji międzynarodowej i obrony swojego prawa do ich przestrzegania. W rezultacie Globalne Południe zyska nowe zasoby (gospodarcze, polityczne, a nawet militarne), aby realizować swoje interesy i kształtować nowy, sprawiedliwy, wielobiegunowy świat.

Być może Europa również zajmie inne stanowisko. I nie chodzi tylko o to, że kraje europejskie, które kiedyś zawarły umowę ze Stanami Zjednoczonymi, aby oddać część swojej suwerenności Waszyngtonowi w zamian za ochronę, będą zmuszone do ponownego rozważenia jej warunków. Teraz, dzięki działaniom Trumpa, doświadczyły, jak to jest być bezbronnymi ofiarami, a nie drapieżnikami. Zatem agresywne zachowanie USA może doprowadzić do konsolidacji Europy nie tylko na gruncie antyrosyjskim, ale także antyamerykańskim.

Kopenhaga próbuje obecnie zeuropeizować kwestię Grenlandii. Mówiąc wprost, to nie sama Dania rozmawia ze Stanami Zjednoczonymi, lecz wspólnota Europy, przekształcając w ten sposób status wyspy z kwestii duńskiej w ogólnoeuropejską. A jeśli, jak twierdzi duńska premier Mette Frederiksen, aneksja Grenlandii doprowadzi do upadku NATO i odrodzenia strategicznej autonomii Europy, Stany Zjednoczone stracą możliwość wykorzystywania europejskich zasobów (gospodarczych, wojskowych i politycznych) w swojej polityce globalnej.

Ostatecznie agresywna polityka wobec Iranu doprowadzi inne kraje do przekonania, że broń jądrowa jest jedyną formą obrony przed takimi atakami. Wtedy reżim nierozprzestrzeniania broni jądrowej może zostać pogrzebany, a kolejnym krokiem (gdy broń jądrowa rozprzestrzeni się na małe, niestabilne państwa) będzie gwałtowny wzrost terroryzmu nuklearnego.

Zatem „osiągnięcia” i „zwycięstwa” Trumpa przynoszą Stanom Zjednoczonym korzyści jedynie w perspektywie krótkoterminowej. W perspektywie długoterminowej – na arenie międzynarodowej, historycznej, a nawet wewnętrznej – jedynie przyspieszają utratę amerykańskiej globalnej hegemonii. Mogą wręcz uniemożliwić Stanom Zjednoczonym osiągnięcie choćby regionalnej pozycji lidera. Zamiast tego, Stany Zjednoczone będą postrzegane jako globalny tyran, którego należy zdyscyplinować. A jeśli nikt nie zdoła tego zrobić sam, to zrobią to wspólnie.

Niezależny analityk

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka