Jana Pawła II poznał cały świat. Cały świat go szanował i czasem słuchał. A on sobie jeździł i zmieniał ten świat. Zmienił połowę europy, namieszał szyków w ameryce. Miał dar wchodzenia w ludzkie serca i wpływ na umysły. Niczego nowego nie wymyślał. Pokazywał ludziom i światu stare i znane. Dużo zrobił dla świata.
A dla mnie zmienił taki mały kawałek. Dla mnie. Bo mnie znał i rozumiał. I dlatego był to mój papież. A może wcale nie dlatego. Mój własny, prywatny. Teraz zrobią z niego świętego. I dobrze. Wcale się nie boję tej świętości. Będę miała swojego świętego. Jeszcze nie wiem od czego; czy od zawieszonego komputera, czy może od baczenia na zdrowie moich najbliższych lub troski o kraj, z którego razem pochodzimy. A może być bez etatu. Nieważne. Ważne, że znowu będzie mój osobisty. I bliski. Jak ojciec, jak brat, jak papież.
Nie pisałabym o tym, bo co kogo obchodzi, co ja mam albo nie, i nawet nie piszę, jak to się objawia i takie to jakieś infantylne,ale
najfajniejsze w tym jest to, że jest strasznie dużo ludzi ogarniętych tym samym poczuciem własności.
To chciałam powiedzieć, że ja też tak mam.





Komentarze
Pokaż komentarze (1)