Na jezdni nie wolno parkować? Absurd Warszawskiej ulicy!
„Prawo jest jak pajęczyna – małe muszki łapie, a szerszenie się przez nią przebijają.”
Warszawskie ulice, a szczególnie słynna Wiertnicza, stają się poligonem doświadczalnym dla zderzenia prawa pisanego z niepisanymi zasadami, które rządzą zachowaniem kierowców. Podczas gdy kodeks drogowy jasno określa, gdzie wolno parkować, a gdzie nie, na Wiertniczej obserwujemy fascynujący, choć niepokojący, przykład prawa zwyczajowego, które triumfuje nad literą ustawy. W jednym kierunku samochody karnie zajmują prawy pas jezdni, nie stwarzając problemów. W przeciwnym – niemal masowo wjeżdżają na chodniki i tereny zielone, mimo braku jakiegokolwiek zakazu parkowania na szerokim pasie drogi. Dlaczego? „Bo tak”, zdaje się być jedyną odpowiedzią.
Wiertnicza: Ulica, gdzie zwyczaj zwycięża nad prawem – Czy Policja reaguje na parkingowy chaos?
Ulica Wiertnicza, z trzema pasami ruchu i ograniczeniem do 50 km/h w obszarze zabudowanym, powinna być miejscem, gdzie parkowanie na jezdni jest oczywistością. Jednak „zwyczaj” dyktuje inaczej. W rezultacie widzimy dewastację zieleni, zniszczone chodniki i potencjalne zagrożenie dla pieszych, którzy muszą ustępować miejsca samochodom. Pasjonat ruchu drogowego, dokumentujący te naruszenia, zderza się z murami niezrozumienia i bierności. Kierowcy zasłaniają się pośpiechem, dostawami, a nawet rzekomymi ustaleniami ze strażą miejską. Jeden z nich, zatrzymany na chodniku, przyznał, że „niszczy nawierzchnię”, ale jednocześnie twierdził, że „tylko na chwilę”. Inny kierowca, dostarczający towar, upierał się, że nie blokuje ruchu, ignorując fakt, że w ogóle nie powinien znajdować się na chodniku. Ważne jest tu rozróżnienie: zatrzymanie na jezdni w niektórych miejscach jest dozwolone, ale jazda po chodniku – nigdy.
Szczególnie niepokojące są sceny rozgrywające się w pobliżu szkoły i ambasady. Kierowcy, bez cienia skrępowania parkujący na chodniku, powołują się na „pozwolenie od straży miejskiej” wynikające z „porozumienia z Zarządem Dróg Miejskich”. Narrator, wskazując na obecność specjalnych, wyczuwalnych w dotyku płytek dla niewidomych, podkreśla, że takie parkowanie nie tylko jest nielegalne, ale wręcz niebezpieczne. Ostatecznie, po konfrontacji i wewnętrznej dyskusji, jeden z kierowców przyznaje rację – potwierdzając, że świadomość łamania przepisów istnieje, ale często jest ignorowana. Rzeczowa jest również informacja, że kierowcy mają domyślnie pozwolenie na parkowanie na jezdni, zwłaszcza gdy „na ścieżce rowerowej mogą być wściekli i robić dziwne rzeczy” – co brzmi jak racjonalna próba uzasadnienia porządku drogowego.
Wszystkie te obserwacje prowadzą do jednego, gorzkiego wniosku: bierność służb. Narrator z rozczarowaniem obserwuje funkcjonariuszy policji, którzy wydają się ignorować rażące naruszenia. Dopiero jego interwencja i kwestionowanie braku reakcji sprawiają, że policjanci „zabezpieczają scenę”. Czyżby nagła, wybiórcza interwencja była odpowiedzią na obecność kamery, a nie na zagrożenie dla bezpieczeństwa? Cała sytuacja rzuca cień na egzekwowanie prawa w stolicy i stawia pytanie: czy prawo drogowe jest tylko sugestią, a ostatecznie to prawo zwyczajowe i bierność służb decydują o tym, co dzieje się na naszych ulicach? Ta historia to nie tylko kronika wykroczeń, ale też smutne odzwierciedlenie systemowego problemu, gdzie zasady są naginane, a odpowiedzialność rozmywa się w niejasnych tłumaczeniach i rzekomych „porozumieniach”.
|
Źródło: Na jezdni nie wolno parkować?
|
Oprac. redaktor Gniadek


Komentarze
Pokaż komentarze (1)