Pupilla Libertatis
Jestem sarmatolibertarianinem. Myślę, politykuję, rozważam, polemizuję, szukam, prowokuję, dyskutuję, dociekam, analizuję, filozofuję.
150 obserwujących
1837 notek
2342k odsłony
  314   5

Wojny są do jedzenia

Człowiek to drapieżna, uzbrojona, agresywna, skłonna do gwałtów zbiorowych, małpa-morderca mająca silne instynkty terytorialne. Taka jest nasza zwierzęca natura. Jest to efekt ewolucji. To tkwi w naszych genach i tego nie zmienimy, póki nie wyewoluujemy w jakiś inny gatunek małpy.

       Spędzamy połowę swojego życia na graniu na gitarze, śpiewaniu czy słuchaniu, na robieniu i graniu w gry komputerowe, na robieniu i oglądaniu filmów, pisaniu i czytaniu książek, pisaniu i czytaniu pism procesowych, na pisaniu i używaniu programów komputerowych etc... – tego wszystkiego nie ukradniemy. Jak zechcemy założyć zespół muzyczny i dobrać sobie do gitary perkusistę, wokalistę, i gitarzystę basowego, to nie zrobimy tego poprzez walenie w nich maczugą.

       Możemy ukraść tylko to, co służy do zdobywania pożywiania – ale to możemy dziś zaspokoić minutą pracy dziennie, więc kradzież nic nie zaoszczędza, bo kradzież zajmie nam więcej niż minutę. Zgodnie z teorią użyteczności krańcowej jak już czegoś mamy w nadmiarze, to to traci prawie całkowicie wartość.

       Więc nie jest tak, że w kwestiach przemocy, wojen, grabieży, mamy jakieś uniwersalne, zawsze spełnione prawa naturalne. Każdy gatunek ma inne budżety czasowe, a tworząc kulturę, zmienia je nawet w obrębie swojego gatunku. Te kwestie są silnie zależne od wydajności pracy, a ta zależy od wiedzy, organizacji i technologii. Rozwój technologii zmienia całkowicie kwestie militarne. Państwa, czyli terytorialne monopole na przemoc i ich wojny, muszą upaść, bo się po prostu nie opłacają – a nie opłacają się, bo rośnie wydajność pracy, a zatem zmieniają się proporcje w średnich dobowych budżetach czasowych gatunku homo sapiens.

       Wydajność pracy rośnie od początku ludzkości – w postępie wykładniczym, który przez bardzo długi początkowy czas jest zbliżony do liniowego. Taki wzrost powoduje, że rosną koszty wojny, a maleją z niej zyski – niemniej wciąż sumarycznie się to opłaca. Tak było w erze zbieraczy-myśliwych przez setki tysięcy lat i w erze rolnictwa przez ostatnie dziesięć tysięcy lat. Dopiero dojście do pewnego poziomu wzrostu tej krzywej postępu powoduje, że koszty zaczynają przewyższać wpływy i zyski zamienią się w straty. To się wyrównało w erze przemysłowej trwającej od dwustu lat i przekroczyło limit w obecnej erze informacyjnej trwającej od kilkudziesięciu lat. A rozwój technologii wciąż rośnie!

       Ludźmi kierują oczywiście różne motywacje – nie tylko chęć pożywienia, ale też posiadania, dominacji, władzy czy seksu. Ale budżety czasowe, czyli to, ile czasu potrzeba na realizację niezbędnych potrzeb, to kwestie uniwersalne, to zawsze można wyliczyć – zmienne są w tym tylko proporcje. Posiadanie, dominacja czy władza to rzecz wtórna – regulują tym chęci pożywiania się i rozmnażania. Im mniej musimy poświęcać czasu, by to osiągnąć, tym jest mniejszy sens to odbierać innym.

       Jeśli zdobywanie pożywienia zajmuje mi pół dnia, to chętnie zamiast dwunastu godzin zbierania bulw czy padliny, poświecę dwie godziny na grabież tych dóbr temu, kto już to zebrał. Wtedy te zaoszczędzone dziesięć godzin poświecę na coś, co cenię wyżej – rozrywkę, seks, władzę czy upajanie się ulubioną kulturą.

       Ale jeśli to samo, co kiedyś osiągałem, pracując dwanaście godzin albo kradnąc dwie godziny i siedząc w więzieniu pięć godzin, osiągnę pracą przez minutę, to już mi się nie będzie opłacało kraść i siedzieć w więzieniu w sumie przez siedem godzin dziennie. Nie będzie mi się opłacało pracować na żywność pięć razy dłużej, czyli przez pięć minut, bo i tak tego wszystkiego nie przejem – mogę tylko stracić zdrowie, stając się otyłym. Te zaoszczędzone sześć godzin i pięćdziesiąt dziewięć minut na kradzieży i więzieniu poświęcę na rozrywkę. W tym czasie mogę się delektować własnością i uprawiać seks dominacyjny, a do tego wojna nie jest mi potrzebna. Wojny potrzebowałem, gdy zamieniałem dwanaście godzin pracy na dwie godziny wojennego walenia maczugą, by odebrać owoce pracy innym.

       Nie chodzi mi o to, że rywalizacja, seks, konflikty interesów czy chęć dominacji przestaną być obecne w ludzkich społecznościach. Wciąż jesteśmy drapieżnymi, uzbrojonymi, agresywnymi, skłonnymi do gwałtów zbiorowych, małpami-mordercami, mającymi silne instynkty terytorialne. Póki jesteśmy homo sapiens to to się nigdy nie zmieni, bo to nasze wrodzone wnętrze. Zmienia się tylko nasze zewnętrze – to, że grabież przestaje się opłacać, a zatem wkrótce zanikną wojny grabieżcze, które dominowały świat od zarania dziejów. Jeśli lew będzie mógł upolować antylopę machnięciem łapą, to nie będzie za nią godzinami biegał. Chodzi przecież o jej złapanie, a nie gonienie jej. Jeśli minutą myślenia posiądę to samo co wojną, to będę myślał, a nie toczył wojny.

       Nie jest tak, że zawsze na końcu każdego sporu pozostaje pierwotna siła, czyli taka, która zawsze była stosowana przez nasz gatunek. Nie zostaje, bo się już nie opłaca. Wciąż opłaca się rywalizować, realizować interesy i dążyć do dominacji, ale już nie poprzez stosowanie przemocy, nie poprzez zniewalanie innych, nie w wyniku wybicia ich, czy sterroryzowania. Dominacja i interesy będą wciąż realizowane, ale nie przy pomocy utrzymywania terytorialnego monopolu na przemoc, bo ten sposób się już nie opłaca.

       Kraje nadal będą, wielkie organizacje nadal będą, narody i kultura będą, hierarchia i władza też zostają, konkurencja, konfrontacja, walka nadal będzie stosowana – nie będzie już państw jako terytorialnych monopoli na przemoc. Nie będzie, bo się nie opłacają, a nie dlatego, że jakoś zmieni się ludzka natura. Jeść będziemy zawsze. Jedyne co się zmienia i eliminuje wojny to fakt, że zdobycie jedzenia zajmie nam sekundę dziennie, a nie pół dnia. Zmieniają się proporcje czasu poświęcanego na zaspakajanie różnych potrzeb, a nie te potrzeby.

       Rosja toczy teraz wojnę, bo jest prymitywna, nie weszła na wyższy poziom cywilizacyjny - jest ciągle w erze rolniczo-przemysłowej. Ale jej się wojna też już nie opłaca, bo musi na nią więcej wydać, niż uzyska z wygranej. Zachód jest na wyższym poziomie, już w erze informacyjnej, bo potrzeby zaspokaja bardziej pokojowo, bez mordowania, gwałcenia i niszczenia – czego przekręt kowidowy jest najlepszym przykładem. Ale jeszcze wszystko przed nami, bo przekręt kowidowy jednak wymagał stosowania państwowej przemocy – sami, dobrowolnie byśmy tych wszystkich zbędnych testów, maseczek i szczepionek nie kupili. Ten przekręt sumarycznie też się nie opłacał. Wszystko, co się nie opłaca, będzie marginalizowane. Następny przekręt światowy nie będzie wymagał ani wojny, ani państw.

Grzegorz GPS Świderski

------------------------------

Dlaczego w sposób nieunikniony mocarstwa zanikną? <- poprzednia notka

następna notka -> Statolatria w Europie

------------------------------

Tagi: gps65, wojna, ekonomia, homo sapiens, natura, budżety czasowe, jedzenie, cywilizacja.

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale