Myślozbrodnie to zbrodnie popełniane myślą. Wszyscy dobrze je znamy z powieści fantastycznej George’a Orwella „Rok 1984”. Ale nie jest to tak całkiem fantastyczna powieść, bo w istocie opisuje realnie istniejące ZSRR czy PRL, w którym żyliśmy. To w takich systemach totalitarnych myśli są zbrodniami - myśli niezgodne z oficjalną wykładnią oficjalnej ideologii rządzącej partii. To nie fantastyka - tak naprawdę było i jest nadal. Niedawno karano za sprzeciwianie się socjalizmowi, dziś za sprzeciwianie się demokracji. Nawet w myślach - tylko trzeba je na blogu opisać.
Pojęcie „myślozbrodni” jest powszechnie uznawane za pejoratywne i kojarzone z systemami totalitarnymi. A zatem jest to coś złego. Karanie za myśli jest złe. Nie powinno się karać za myśli. Karze powinny podlegać tylko czyny. Takie wnioski wyciągamy z orwellowskiej pejoratywizacji myślozbrodni.
Czy na pewno jest to coś złego? Czy w demokracji za myśli się nie karze? Czy to jest w ogóle słuszne, by karać tylko za czyny, a nie za myśli? Czy mogą istnieć myśli, za które powinno się karać?
Otóż chciałbym odbrązowić myślozbrodnie - czy może raczej zabrązowić. Oczywiście nie te konkretne myślozbrodnie opisane przez Orwella, ale uogólnienie tego pojęcia. To pojęcie w innej postaci występuje też w filmie „Raport mniejszości” Steven’a Spielberga. Tam chodzi o karanie przed popełnieniem zbrodni. Ale też jest to rodzaj karania za myśli.
Uważam, że dzisiejszy system sprawiedliwości głównie karze za myśli i jest to słuszne, mądre, moralne i silnie ugruntowane w naszej cywilizacji. W zasadzie wszelkie zbrodnie to myśli. Bez myśli nie ma zbrodni. Zwierząt nie karzemy. Dlatego nie karzemy, że nie myślą, choć czyny złe popełniają - kradną, mordują, brudzą.
Oczywiście nie jest tak, że zwierzęta całkiem nie myślą. Wszystkie organizmy żywe jakoś tam myślą, ale najmądrzejsze zwierzęta, na przykład szympansy, myślą co najwyżej na poziomie trzyletniego dziecka.
Ale takich małych dzieci też nie karzemy! Nie karzemy w sensie kodeksu karnego, choć karzemy jak zwierzęta. Ale to w zasadzie nie jest karanie tylko tresura. Nie robimy procesu i nie wsadzamy do więzień trzyletnich dzieci i szympansów. To znaczy wsadzamy do więzień szympansy, czyli do zoo, ale bez powodu, a nie za karę. Procesu nie robimy. Bo zwierzęta i dzieci nie myślą na odpowiednio wysokim poziomie. Nie mają świadomości dobra i zła.
Każda zbrodnia zaczyna się od myśli. Zbrodnie planujemy. Niezaplanowana zbrodnia to jest nieszczęśliwy wypadek, a nie zbrodnia. Morderstwo w afekcie karzemy łagodnie, często w zwieszeniu. Co to znaczy: „w afekcie”? To znaczy bezmyślnie, z wyłączeniem myśli i zaćmieniem ich przez emocje. Afekt to powrót do bezmyślnego dzieciństwa czy zwierzęcości. Prawdziwe zbrodnie to są zbrodnie z premedytacją. Premedytacja od afektu różni się głównie myślą. A zatem myśli rozstrzygają o zbrodni.
Dziś powszechnie w każdym kodeksie karnym przestępstwem są nie tylko konkretne czyny, ale ich usiłowanie czy planowanie. Usiłowanie popełnienia przestępstwa jest przestępstwem, planowanie przestępstwa jest przestępstwem. A usiłowanie i planowanie to myśli - myśli jeszcze nieobleczone w czyny. Jeszcze się nic nie stało, a już doszło do przestępstwa w mózgu bandyty - pojawiły się u niego myślozbrodnie. I już za samo to może pójść do więzienia. I to jest mądre, słuszne i sprawiedliwe. Tak być powinno.
Przystawienie komuś nabitego pistoletu wylotem lufy do skroni i powiedzenie: "dawaj forsę, albo cię zabiję" to planowanie morderstwa. Ale może to być też żart. Sam taki czyn nie jest zbrodnią. To czy jest zbrodnią, czy nie, rozstrzygają myśli tego trzymającego pistolet. Jeśli żartuje, to nic złego nie robi, jeśli robi to poważnie, jeśli chce okraść lub zabić, to już samo to jest zbrodnią, choć grozi za to mniejsza kara niż za zabicie czy okradzenie. Intencje rozstrzygają o zbrodni. A intencje to myśli.
Są ofiary myślenia. Ofiarą jest ten, kto w planach ma być zabity. I jeśli pozna plany to ma prawo się bronić. A to czy plany są realne, czy nie, oceni sąd w konkretnych okolicznościach.
Nie ma znaczenia, czy coś nazwiemy planem, groźbą, czy zamiarem - grunt, że jest to usiłowanie popełnienia przestępstwa. To jest przestępstwem. Usiłowanie usiłowania też jest przestępstwem.
Usiłowanie, które jest przestępstwem, zaczyna się od samego początku - czyli już od powstania myśli dokonania tego przestępstwa. W praktyce za myśl się nie karze tylko dlatego, że trudno ją udowodnić. Więc to jest problem praktyczny, a nie teoretyczny. Teoretycznie usiłowanie jest przestępstwem. A praktycznie jest nim wtedy, gdy się to da udowodnić.
Jeśli do kogoś strzelę, żeby go zabić, to popełniam zbrodnię, nawet jeśli nie trafię. Ale zbrodnią nie jest ten strzał, ale te myśli: „żeby zabić”. Jeśli strzelę przypadkiem nie po to by zabić, a trafię, to zbrodnią to nie będzie. Ważne jest co myślę, a nie to czy trafię.