Pupilla Libertatis
Myślę, politykuję, rozważam, polemizuję, szukam, prowokuję, dyskutuję, dociekam, analizuję, filozofuję.
144 obserwujących
1736 notek
2203k odsłony
  361   0

10 sposobów by sprzedać dziecko

Żaba
Żaba
Motto: „Czarne lafiryndy wciskają sobie żabę w brzuch. Macica im pada na mózg. Pokazują swój symbol „fuck you”, by zademonstrować, że nie chcą być inkubatorami, tylko pojemnikami na spermę.” - Arystoteles
Mój syn stwierdził, że nie czyta moich notek, bo piszę rzeczy proste, oczywiste i trywialne. On to wie od dziecka. Czytać warto teksty zaskakujące, dziwne, niebanalne. Niestety na to nic nie poradzę, że moje takie nie są. Sprzedać go?
Ale mogę zaskakiwać tytułami. Więc spytałem jakie są teraz młodzieżowe trendy co do tytułów: „Jakie przyciągają do czytania?”. „To proste” - odpowiedział - „Tytuł musi zaczynać się od liczby”.
Więc wciągający tytuł już jest - a teraz notka. Nie będzie w niej tych dziesięciu sposobów. Będą tylko pytania: „dlaczego lepiej dzieci zabijać niż sprzedawać?”.
Coś z tym naszym światem jest nie tak. Są kobiety, którym w ciele zalęga się dziecko, a one go nie chcą, i dlatego je zabijają. Są kobiety, które chcą by im w ciele zalęgło się dziecko, ale nie mogą tego osiągnąć. Rozwija się więc z jednej strony przemysł aborcyjny, a z drugiej in vitro. Jedni zabijają, drudzy tworzą. Rozwija się sztuczne technologie pozwalające z jednej strony unicestwić zdrowy i silny zarodek, który zaczął się rozwijać w sposób naturalny, a z drugiej strony rozwija się technologie tworzenia i rozwijania takich zarodków sztucznie, nienaturalnie, w probówce.
Przecież to głupie jest! Po co te wzajemnie sprzeczne technologie!? To tak jakby kopać doły i je zakopywać. Nie lepiej by te dwie kobiety o skrajnych chęciach się spotkały i się zamieniły? Nie lepiej by ta, która nie chce mieć dziecka, ale przypadkiem je dostała, oddała je tej, która chce, ale nie może mieć, mimo, że próbuje na wszelkie możliwe sposoby? W czym problem? Dlaczego by ich nie skojarzyć?
Jak kobieta nie chce dziecka, które wpółpoczęła, to może je zabić dopóki się nie urodzi. Po urodzeniu nie może już zabić. Tłumaczy się to tym, że przed urodzeniem to jej dziecko nie jest człowiekiem, tylko jakimś zlepkiem komórek, jakąś żabą. Ale przecież nie jest ważne, kim jest to jej dziecko, istotne jest to, że ona go nie chce, ono jej przeszkadza. Siedzi taka żaba w macicy i drażni mózg. Bo kobiety oprócz macicy mają też mózgi. I ta żaba im na mózg pada.
Dlaczego ta jej chęć pozbycia się dziecka, ta jej wolność do niechęci, do wygody, do pozbycia się kłopotu, musi być ograniczona czasowo? Dlaczego nie mogłaby tej niechęci zrealizować w dowolnym czasie - i przed, i po urodzeniu? Są przecież wciąż kobiety, które chcą mieć dziecko, a nie mają. Chcą by im ktoś wcisnął tę żabę w brzuch!
Dlaczego ich chęci są ignorowane i olewane? Dlaczego kobiety chcące mieć dzieci są gorsze, nikt ich nie broni, nie urządza marszy i nie wrzeszczy by szanować ich prawa? Czy chęć posiadania dziecka jest gorsza niż chęć nieposiadania? Dlaczego ta, która nie chce, nie mogłaby po prostu oddać tej, która chce? Bez żadnych pośredników, urzędników, sędziów, psychologów, którzy by je oceniali, badali, wyrokowali, potępiali?
Co za problem się wymienić? Albo nawet sprzedać? Albo oddać anonimowo do okna życia? Jeśli jest więcej chętnych do adopcji, niż chętnych do aborcji, to adopcja będzie polegała na kupowaniu dzieci. A jeśli będzie więcej chętnych do zabicia, niż do przyjęcia dziecka na wychowanie, to na adopcji będzie się zarabiać. No bo taniej jest oddać do adopcji, niż zabić. Taniej nie tylko finansowo, ale też zdrowotnie - i fizycznie, i psychicznie. I wcale nie musi być tak, że same zainteresowane matki będą musiały płacić - mogą w tym pośredniczyć fundacje, które opłacą albo wzięcie do adopcji, albo oddanie do adopcji.
Oddać, sprzedać, wymienić. Za pieniądze, za dobre słowo, za przyjaźń, za współuczestnictwo w wychowaniu, na dowolnych warunkach - co w tym złego? Niech się ludzie wymieniają, handlują ze sobą, pomagają sobie wzajemnie! Dlaczego zabraniać matkom wymieniać się dziećmi? Przecież lepiej wymienić, oddać, sprzedać, przyjąć, kupić - niż zabić, nieprawdaż!?
To jest jakoby złe, bo jeśli na to pozwolimy, to się rozwinie handel żywym towarem. No i co z tego? Wielkie rzeczy! Lepszy żywym niż martwym! W handlu nie ma nic złego! Sprzedać można póki dziecko jest jeszcze żabą. Żaby sprzedawać wolno.
W tym, co dziś się potępia jako handel żywym towarem, nie jest złe to, że to handel, ale że to handel niewolnikami! Niewolnictwo jest złe, a nie handel. Handel ludźmi wolnymi jest przecież OK, nieprawdaż? Przecież takim handlem jest transfer piłkarzy z klubu do klubu, czy w ogóle cała działalność działów kadrowych w firmach (zwanych z angielska HR, czyli human resources).
Nowoczesne firmy zarządzają zasobami ludzkimi. Kupują i sprzedają ludzi do pracy. Ludzie sprzedają się do pracy etatowej. Za pieniądze oddają się w czasową niewolę. Sprzedają prawo do wydawania im rozkazów. A jeśli pracodawca nie dotrzyma umowy, czy standardów etatu, to należy mu się kara.
To czemu nie można by tego samego robić z dziećmi? Zamiast zabić - sprzedać. Sprzedać prawo do wychowywania. A ewentualnie ukarać, a nawet zabić, kupca - jeśli dziecko skrzywdzi. A jak dobrze wychowa to pochwalić. Krzywdzących zabijać, a nie niewinne dzieci! Nawet jeśli uznamy, że dziecko przed urodzeniem nie jest człowiekiem, tylko jakąś żabą. Żab też krzywdzić nie wolno! Lepiej żabę sprzedać, nie? A mordowania zakazać - nawet dzieci-żaby.
Sprzedawanie dobre, mordowanie złe! Prosty, banalny, trywialny przekaz Wam przesyłam. Kumacie?
 
Grzegorz GPS Świderski


Polska jest podzielona  <- poprzednia notka
następna notka -> Kryterium gatunkowe

 

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale