Pupilla Libertatis
Myślę, politykuję, rozważam, polemizuję, szukam, prowokuję, dyskutuję, dociekam, analizuję, filozofuję.
119 obserwujących
1414 notek
1764k odsłony
1161 odsłon

Survivalowy bitcoin

Wykop Skomentuj19
W Polsce, i w ogóle na całym świecie, żyją survivalowcy czy preparingowcy - czyli ludzie, którzy przygotowują się na jakiś kataklizm, rozruchy czy wojnę. Budują ziemianki, gromadzą żywność z długim okresem przydatności do spożycia, mają na działkach wiele gadżetów takich jak krzesiwo, lampa naftowa, siekiera etc. W razie kryzysu oni mają największe szanse przetrwać

Czy może zabraknąć pieniędzy <- poprzednia część serii

Napisałem niedawno notkę: Survival działkowy czy łódkowy? - proponuję w niej alternatywny, moim zadaniem lepszy, sposób na przetrwanie - nie barykadować się na działce, ale przemieszczać się i uciekać łódką. Moim survivalowym idolem jest Oskar Speck.
Dziś chciałbym zastanowić się nad tym w jakiej formie survivalowiec, czy to działkowy, czy łódkowy, powinien gromadzić oszczędności. Pieniądze zawsze będą przydatne, dopóki przetrwają inni ludzie. Czy lepiej mieć konto w banku, czy gotówkę? Czy może złoto albo jakieś kosztowności lub dzieła sztuki? A może obligacje czy akcje spółek?
Nie ulega wątpliwości, że w razie wojny najlepiej mieć na działce zakopane złoto lub inne metale szlachetne. Banki zbankrutują. Gdy przestanie istnieć państwo to wartość straci waluta emitowana przez to państwo - czy to w postaci zapisów na koncie, czy jako gotówka. No ale złoto zakopane na działce ma wiele wad. Nie ucieknę z nim. Mogą mi je ukraść lub skonfiskować. Jak mnie aresztują to będę potrzebować zaufanego pośrednika, który mnie wykupi z niewoli.
Dlatego uważam, że dla survivalowca działkowego, ale przede wszystkim mobilnego, najlepszym sposobem na gromadzenie pieniędzy są bitcoiny. Tu wyjaśniam co to jest: Kryptowaluty.
Mając bitcoiny, przed okupantem mogę uciekać nawet nago i po przepłynięciu rzeki granicznej, gdy dotrę w bezpieczne miejsce, będę mógł skorzystać z wszystkich moich oszczędności. W każdym sklepie zapłacę przy użyciu komórki, którą mi pożyczy sprzedawca.
Jeśli mnie aresztuje gestapo, to mogę się dogadać ze strażnikiem tak, by mnie wypuścił za łapówkę. Nie muszę mieć nikogo zaufanego na wolności, ani nie muszę ufać strażnikowi - zapłacę mu w ostatnim momencie ucieczki z jego komórki. Nie twierdzę, że bitcoin da mi taką możliwość - twierdzę tylko, że jeśli będzie możliwość wykupienia się z niewoli to płatność bitcoinem będzie najbezpieczniejsza i najłatwiejsza - w porównaniu z płatnością przelewem, gotówką czy złotem.
Bitcoin starci wartość tylko wtedy, gdy wybuchnie totalna, atomowa wojna światowa, która zniszczy Internet na całym świecie. To mało prawdopodobne, ale jeśli się zdarzy to i tak żadne złoto nie pomoże, bo wszyscy wyparują. Ale jeśli przetrwa choć jeden kraj, to przetrwa i Internet, i wszystkie moje oszczędności w bitcoinach.
Oczywiście w miejscu kryzysu, na terenie gdzie toczy się wojna, okupacja, rozruchy, gdzie grasują bandy rzezimieszków, najczęściej nie będzie Internetu, nie będzie w ogóle prądu. Wtedy bitcoiny są na nic. Ale w takiej sytuacji pieniądze są kwestią drugorzędną - i tak handel nie będzie kwitł. W momencie zagrożenia trzeba mieć te wszystkie standardowe survivalowe gadżety: broń palną, nóż, krzesiwo, garnek, liofilizowaną żywność, łódkę, działkę etc…
Dzięki oszczędnościom w bitcoinach łatwo urządzę się w miejscu docelowym, gdzie ucieknę, gdzie jest bezpiecznie, panuje pokój i działa Internet. Zawsze takie miejsce znajdę - i zawsze do każdego takiego punktu na Ziemi dopłynę nawet małą łódką. A tam krzesiwo i garnek będą na nic, potrzebne będą pieniądze. Gdy wojna atomowa zniszczy Europę, to i złotówki stracą wartość, i euro - i na koncie w banku, i w gotówce. Gdy dotrę do Nowej Zelandii, RPA, czy Argentyny nie będę mógł robić przelewów z mojego konta w banku w złotówkach czy euro, bo te banki przestaną istnieć. A bitcoinem zapłacę zawsze - nawet, jeśli nie bezpośrednio, to wymienię go na miejscową walutę.
Złotem też zawsze zapłacę, ale złoto będzie bardzo kłopotliwe w czasie podróży - im więcej go wezmę, tym trudniej będzie je ukryć i zwiększy to koszt transportu. W czasie kryzysu posiadanie złota zwabi na mnie bandytów - a nawet uczciwy człowiek, z którym będę handlował, może mnie znienacka zabić, gdy zauważy, że mam więcej złota. No i cały czas jest zagrożenie, że złoto zgubię - przetrwam sztorm dopływając do brzegu wpław, ale burza mi zniszczy łódkę, która pójdzie na dno ze złotem. A bitcoin jest całkowicie niewidzialny i nie da się go zgubić - jest w mojej głowie tak długo jak pamiętam hasło do zaszyfrowanego portfela trzymanego w chmurze.
Niektórzy uważają, że bitcoin jest nic nie warty, bo to spekulacyjna bańka finansowa. Nie mają racji. Sztucznie pompowana bańka to co najwyżej kurs bitcoina, a nie sama koncepcja bitcoina. Gdy bańka pęknie, to kurs spadnie, ale bitcoin będzie istniał. Ale w istocie to nie jest bańka - kurs się waha, bywają duże spadki, ale w dłuższej perspektywie kurs rośnie i będzie jeszcze długo rósł, co jest w pełni ekonomicznie uzasadnione. Więc spekulując bitcoinem w krótkiej perspektywie da się stracić, ale w dłuższej to będzie zawsze zysk, bo bitcoin będzie podlegał jeszcze bardzo długo deflacji.
Wykop Skomentuj19
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka