Blog
Carthago delenda est
Rolex
Rolex A ostrzegałem, Wołodia
527 obserwujących 825 notek 2872829 odsłon
Rolex, 18 stycznia 2017 r.

Nazywam się Abrams. Ten Abrams

5848 30 1 A A A
USA MIlitary Documentaries
USA MIlitary Documentaries


16 listopada 2016 roku generał Frederick „Ben” Hodges, głównodowodzący US Army Europe, odbierał meldunki w sprawie postępów załadunku ciężkiego sprzętu bojowego z Fort Carson w stanie Colorado. 90 czołgów M1A2 Abrams, 130 wozów piechoty Bradley oraz 20 haubic samobieżnych, inne cuda techniki militarnej, oraz około 4000 żołnierzy lada dzień miało wyruszyć do Bremenhaven. Do Niemiec konwój zamierzał zawinąć 6 stycznia, skąd błyskawicznie miał zostać przerzucony do Polski.


Z logistycznego punktu widzenia operacja nie była niczym nadzwyczajnym. Z geopolitycznego – stwarzała całkowicie nową sytuacje w Europie. Wbrew wyraźnej niechęci politycznego establishmentu Niemiec, przekreślając postanowienia ustaleń NATO-Rosja z roku 1997 (w którym to NATO zobowiązało się do nierozmieszczania znaczących sił sojuszu na terytorium nowych [wtedy] członków), oraz szczytu NATO w Newport[1], po raz pierwszy w historii amerykańskie siły zbrojne w sile 3 Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej pod dowództwem płk Christophera R Norrie miały zostać rozlokowane w Polsce. Od tej chwili atak na Polskę mógł być uznany za wypowiedzenie wojny USA. A to oznaczało, że Polska z peryferyjnego kraju w cieniu Niemiec miała awansować do światowej drugiej ligi stając się lokalnym liderem w Europie oraz równoprawnym, geopolitycznym partnerem Niemiec.

Obecność amerykańskiej brygady uzgodniona została pomiędzy prezydentami: Obamą i Dudą podczas szczytu NATO w Warszawie,

Nie każdemu musiało się to podobać...

Porzućmy jednak klasyczne wołoszanizmy na rzecz czegoś lżejszego...

Frederick „Ben” Hodges, żując swój ulubiony typ zapałki, pilnował wykonania zadania, a wszyscy Europie z utęsknieniem czekali na przybycie jego chłopaków. Politycy niemieccy czekali z utęsknieniem mniejszym, bo – po pierwsze – ustami jeszcze ministra finansów Wolfganga Schaeublego w 2014 roku oświadczyli, że nie dadzą rady wycisnąć na wspólna obronę więcej niż 2% PKB, po drugie, że nie chcą zwiększenia obecności sojuszu w Europie Be, po trzecie – poddani pruscy burzyli się na samo wspomnienie amerykańskiego okupanta, a tu – jak na złość tuż po świętach – przez Bremen Niedersachsen i Brandenburgię miał przegalopować konwój o charakterystyce z czasów zimnej wojny albo jeszcze lepiej – jakiś taki „patoniczny”. No fun!


17 grudnia konwój był w połowie drogi przez Atlantyk.


W Polsce tymczasem wybuchła rewolucja. Rewolucja wybuchła w obronie „wolnych” mediów. Chodziło o to, by w odróżnieniu od państw o ustabilizowanej demokracji (a więc tych, na które powołują się autorytety), w charakterze specyficznej ciekawostki etnograficznej w parlamencie nad Wisłą występował „wolny dziennikarz”, czyli człowiek nie pochodzący z wyboru, o nieprześwietlonej przeszłości, zatrudniony na umowę o prace w medium, które najczęściej reprezentuje obcy kapitał, a więc też obcy interes. Tenże wolny zawodnik miał za zadanie galopować po korytarzach i schodach sejmowych, „postawać” obok ulubionego posła w toalecie sejmowej, czatować pod drzwiami komisji (na przykład komisji d/s służb specjalnych) z mikrofonem o nieustalonym zasięgu zbierania dźwięku (sic!). Wszystko to było (i nadal – ku mojemu zdumieniu – jest) bardzo przydatne, bo każdy poważny kraj na świecie wiedział (bo widział), że Polska jest krajem niepoważnym bez prowadzenia dogłębnych studiów.

Tubylców karmiono kompletnie debilna opowiastką o „czwartej władzy” nadając tej władzy w ramach tej opowiastki uprawnienia nadzorczo-śledcze wobec najwyższej reprezentacji suwerena, a więc narodu.

W każdym razie część publiczność, ta wychowana na mediach „gównych” i naczelnych, uznała, że parlament Rzeczpospolitej jest miejscem, w którym należy sobie robić jaja; bawić w ciuciubabkę, pokazywać kolegom z mównicy sejmowej różne karteczki, zwracać się do prowadzącego obrady: „kochany”, słowem prezentować cały wachlarz zachowań znany nam zapewne ze szkoły podstawowej z klasy nie starszej niż szóstej (później jakoś nie wypadało).

A później ta „lepsza” część narodu postanowiła podążyć szlakiem wytyczonym dotychczas przez śp marszałka Leppera i zablokować mównicę sejmową. Śp marszałek Lepper, jak pamiętamy, blokował mównicę, bo uważał, że różni politycy (w tym dzisiejszy król Europy) mają bezpośrednie przełożenie na przestępczość zorganizowaną, a kasta kilkunastu tysięcy złodziei, wspartych mediami, które opłaca, i sądami, które korumpuje, ssie z trzydziestoośmiomilionowego narodu aż miło. Obok marszałka Leppera mównicę blokował jeszcze poseł Gabriel Janowski, a on z kolei dlatego, że nie chciał (o ile pamiętam), by doszło do kolejnej złodziejskiej prywatyzacji. Obydwaj posłowie, obok politycznych, ponieśli przewidziane regulaminem konsekwencje.

Opublikowano: 18.01.2017 16:43.
Autor: Rolex
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Polis2008

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @Autor Bardzo sprawne Pozdrawiam i dziekuje.
  • Curiouser und curiouser "Prawdziwy zamachowiec przebywa na wolności i jest uzbrojony, twierdzi...
  • @MUSTRUM Jest bardzo niezadowolony, że polski parlament nie wprowadził przepisów...

Tematy w dziale Polityka