Zachęcona apelem Pana Igora Janke dotyczącym publikowania w salonie24 opowieści wigilijnej, postanowiłam opisać historię, którą usłyszałam razem z sąsiadkami z ust Pana Michała, podczas jednego ze szkoleń z techniki internetowej argumentacji.
Wbrew pozorom historia ta nie zdarzyła się w dziewiętnastowiecznym Londynie tylko dwudziestopierwszowiecznej Warszawie, w wigilię Bożego Narodzenia dwa tysiące siódmego roku.
Główny bohater tej opowieści był, co tu dużo mówić, dość paskudnym człowiekiem. Był bardzo wpływowy, skupił w ręku olbrzymią władzę, którą wykorzystywał do jej powiększania a nie w celu czynienia dobra. Mieszkał w pięknym, olbrzymim pałacu, w samym centrum miasta. Usługiwały mu setki służących, którym jednak nie pozwalał mieszkać razem z nim. Musieli wynajmować mieszkania w mieście (co jak wiadomo strasznie drogo w Warszawie kosztuje) i codziennie stawiać się rano w pałacu na służbę. Jednym słowem, był potężnym, ale jednocześnie małym wzrostem i duchem człowiekiem. Wszyscy, z racji nikczemnego wzrostu, mówili na niego Skurcz. Nienawidził świąt Bożego Narodzenia, bo wtedy trzeba było być miłym wobec każdego, nawet wobec wrogów politycznych. Poza tym zabierać głos publicznie, wygłaszać orędzia. A od tego dostawał Skurcz sraczki.
W noc wigilijną, podczas snu, do naszego bohatera przyszedł duch niegdyś bardzo wpływowego służącego, którego Skurcz razem z kolegami próbował zabić politycznie. Duch powiedział, że jego dusza już od ponad roku błąka się po ciemnych uliczkach londyńskiego City i nie umie wrócić do domu. Przestrzegł on Skurcza, że jeśli nie zmieni swojego postępowania wobec bliźnich, skończy jak on. Albo jeszcze gorzej – strasząc jako duch niemieckie wycieczki szkolne w berlińskim Centrum Przeciw Wypędzeniom. Poinformował go również, że wkrótce odwiedzą go następne duchy.
Skurcz był przerażony. Nie miał jednak pewności, czy ma w to wszystko wierzyć, czy to tylko przywidzenia. Położył się spać, jednak wkrótce potem zjawiła się u niego kolejna zjawa. Duch Wigilijnej Przeszłości. Pokazał mu on całą czarną przeszłość Skurcza - karierę aktorską i naukową w zniewolonej Polsce przed 89 rokiem, zdradę Ojczyzny w Magdalence i przy Okrągłym Stole, karierę polityczną w zniewolonej Polsce po 89 roku. Nie reagowanie, jako szef największej i najważniejszej instytucji kontrolnej na gigantyczną grabież majątku narodowego latach 1992-1995.
Następnym duchem, który przyszedł, był Duch Tegorocznego Bożego Narodzenia. Duch ten próbował uświadomić Skurczowi jak ważna jest w życiu miłość drugiego człowieka, szacunek do jego poglądów. Dyskusja. Zjawa pokazała mu całe miasto, które jest bardzo szczęśliwe, pomimo zniewolenia przez Unię Europejską. Zaprowadziła go do domu biednej rodziny, która jadła bardzo skromną kolację wigilijną. Koło stołu siedział chłopiec - Mały Donek. Był smutny, bo koledzy z podwórka, źli bliźniacy, nieustannie mu dokuczali. Nie skarżył się jednak mamie, która ma dość własnych problemów związanych w okupacją Polski przez Unię Europejską i chlipał po cichu w mankiet.
Ostatnim widmem był Duch Przyszłych Wigilii. Pokazał on przyszłość, jaka czeka Skurcza, jeśli się nie zmieni. Zjawa ta nic nie mówiła, w przeciwieństwie do wcześniejszych. Miała na sobie przerażający, czarny płaszcz urzędnika Unii Europejskiej, z naszytymi na rękaw, budzącymi grozę dwunastoma gwiazdkami. Duch pokazał Skurczowi jego przyszłość – śmierć, którą wszyscy będą fetować. Od Lizbony po Bukareszt. Nikt go nie będzie opłakiwać z wyjątkiem żony, mamy i brata.
Skurcz, cały mokry z przerażenia, obiecał poprawę i poprosił o jeszcze jedną szansę. Po wizycie ostatniego ducha, obudził się i zauważył, że jest Boże Narodzenie. Więc minęła tylko jedna noc! Pierwsze co zrobił, to otworzył drzwi od sypialni, zawołał Pana Michała (naszego korepetytora), wręczył mu pięknie opakowane pudełko ołowianych żołnierzyków w strojach pustynnych i kazał zawieźć do matki małego Donka, z obietnicą, że prześle chłopcowi wszystkie ołowiane żołnierzyki do października przyszłego roku. Skurcz, który już odtąd przestał być dla innych Skurczem, bo w ich oczach urósł, pokrył też koszty leczenia psychologicznego Donka (mimo swoich dziewięciu lat chłopiec nadal wierzył w cuda!). Odtąd już zawsze był dla wszystkich miły. Nawet jak się z kimś nie zgadzał, to uzasadniał swoje stanowisko i nie obrażał się, że ktoś może mieć inne zdanie. Dzięki temu zdobył powszechny szacunek oraz sympatię i mieszkał w pałacu pięć lat dłużej. Donek przestał wierzyć w cuda, tylko wziął się porządnie do nauki, i został najlepszym przewodniczącym klasy w historii szkoły.
A Pan Michał, który opowiedział mi tę historię? Jak to Pan Michał - na początku pokrzyczał, powrzeszczał, ale w końcu też dostosował się do nowego stylu ex-Skurcza. Przestał wiecznie krzyczeć, wymachiwać rękami, szukać wrogów. Nauczył się szanować zdanie innych osób oraz zaczął spokojnie przekonywać do swoich racji.
Pozdrawiam i życzę wszystkim wesołych i pogodnych Świąt!
Przy spisywaniu opowieści Pana Michała korzystałam z:
http://www.sciaga.pl/tekst/20131-21-opowiesc_wigilijna_karola_dickensa_streszczenie



Komentarze
Pokaż komentarze (40)