Horatius Horatius
60
BLOG

Stracona pamięć - o potrzebie praktykowania historii mówionej w

Horatius Horatius Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 1

Jakiś czas temu, przeglądając wojskowe czasopismo "Wiarus" z lat 30. ubiegłego wieku natrafiłem na szereg wezwań do spisywania wspomień z okresu I wojny światowej i wojny polsko-bolszewickiej. Autor motywował swój apel twierdząc, że pamięć ta może być cennym źródłem wiedzy dla młodych rekrutów. W jego narracji widać też było typowo humanistyczną troskę o pamięć. Zdawał sobie sprawę z tego, że w przyszłości ci, którzy mogliby wiele przekazać potomnym po prostu odejdą zabierając ze sobą do grobu wiele, często niepowtarzalnych i ciekawych, historii. Rozpoczynając swoją przygodę z historią mówioną mam bardzo podobne refleksje.

Oral history wzięła swój początek z typowo lewicowego ruchu, który zajął się gromadzeniem relacji ludzi, którzy stali na uboczu procesów dziejowych - np. robotników. Chciano "oddać głos tym, którzy go nie posiadają". Szybko jednak lewicowi historycy i miłośnicy raczkującej historii mówionej zapragnęli pójść dalej - już nie tylko oddawać im głos, ale także mówić za nich, "napisać historię na nowo". To typowe dla lewicy zjawisko wykorzystania wszelkich gałęzi nauki w celu inżynierii społecznej (por. gender studies). Spotkała ich za to, naturalnie, fala miażdżacej krytyki. Może to właśnie ten fakt stał się powodem słabości tej metody? Może właśnie dlatego jest marginalizowana przez środowiska akademickie? Polska historiografia skupia się (i słusznie!) na źródłach aktowych, zapominając jednak, że relacje mogą być dla nich niezwykle cennym uzupełnieniem, a czasem wręcz zupełnie zmienić przekaz źródeł pisanych.

W Polsce nie brak "pozbawionych głosu". Kiedy zwrócicliśmy się do pewnej organizacji kombatanckiej z pytaniem, czy nie zechcą się z nami spotkać i przedstawić nam swoje losy wpadli w, delikatnie mówiąc, podekscytowanie. Dlaczego? Bo na codzień nikt o nich nie pamięta. Nikomu nie chce się wysłuchiwać sędziwych staruszków z AK, NSZ, WiN, nawet z hołubionego w minionej epoce AL czy ZBoWiDu. Bo starzy, bo mówią niewyraźnie, plotą martyrologiczne brednie i powtarzają dobrze znane hasła... Nikogo nie obchodzi, że ich opowieści mogą być lepsze od niejednego filmu akcji.

Względnie dobrze jest z tematyką związaną z Holocaustem. Z racji na zainteresowanie, jakim cieszy się to zagadnienie można nawet stwierdzić, że zostało dobrze upamiętnione przez badaczy historii mówionej. Bez wątpienia największa jest w tym zasługa poszczególnych instytucji zajmujących się pamięcią o Holocauscie, a także muzeów, ale wymienić należy też zwykłych, wrażliwych ludzi, których bolał fakt zapomnienia, jakiemu ulega tak ważne historyczne wydarzenie. Stosunkowo nieźle z punktu widzenia oral history prezentuje się też tematyka Kresów, ale tu akurat nie było żadnej innej możliwości badania takich zjawisk, jak np.rzeź wołyńska. Nikt natomiast nie pamięta chociażby o Sybirakach, czy tysiącach bezimiennych działaczy "Solidarności" przyćmionych przez znaczniejszych działaczy (chociaż akurat tych, razem z kombatantami, odnajdują niekiedy dziennikarze z okazji tej, czy innej rocznicy).

Mimo wysiłku instytucji, które zajmują się historią mówioną pozostaje jeszcze wiele do zrobienia. Żeby dojść do takiego wniosku wystarczy samemu wziąść mikrofon i spróbować coś nagrać. A ludzi, którzy mają nam coś ważnego do przekazania jest coraz mniej z każdym rokiem. Nasze dzieje najnowsze są szczególnie bogate i barwne. A nikt nie pamięta dziś o ich bohaterach.

Horatius
O mnie Horatius

Najlepiej przekonać się jakie mam poglądy czytając moje teksty.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura