Horatius Horatius
85
BLOG

Ewolucja rewolucji

Horatius Horatius Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 3

Jeśli za początek (chociaż tylko formalny) wszelkiej myśli lewicowej uznamy Wielką Rewolucję Francuską dojdziemy do wniosku, że lewica zawsze była ruchem contra i to w każdej swojej odmianie. W czasach francuskiego szaleństwa rewolucyjnego walczyła przede wszystkim z tym, co było chronologicznie przed nią. Z feudalizmem, Kościołem, monarchią. W początkowym okresie udało jej się w miażdżacy sposób poskromić te siły. Feudalizm został zdruzgotany wraz ze zniesieniem szlachectwa, Kościół, za wyjątkiem sankcjonowanych duchownych, zdelegalizowano, a monarchę najzwyczajniej w świecie zabito. Z logicznego punktu widzenia powinno to najbardziej radykalne środowiska lewicowe sparaliżować. Jednak właśnie wtedy, gdy pokonano to, co pokonać się dało (zdaniem wielu rewolucjonistów - z Bogiem włącznie) "lewicowość" rewolucji ujawniła swoją najcharakterystyczniejszą cechę, która zapewnić jej miała nieśmiertelność. Tą cechą jest zmienność, rozumiana tu jako wyjątkowa mobilność w znajdowaniu sobie wrogów.

Żadna inna ideologia tak łatwo nie przystosowuje się do nowych okoliczności. Liberalizm jest raczej stateczny. Jego kręgosłupem są przede wszystkim dwie wartości: bogactwo i wolność. Reszta to tylko szczegóły, znaki czasu, które ewoluują razem z trendami. Konserwatyzm też raczej nie wykazuje znaczniejszych tendencji do zmian. Przychodzą mu one raczej z oporem. Charakteryzowało to przede wszystkim XIX-wieczny model konserwatyzmu. Ale lewica potrafi ze zdumiewającą prędkością mutować zamieniając jedne składniki na inne. Najczęściej są to po prostu wrogowie.

I tak Rewolucja ich znalazła. Na pierwszy rzut poszli "kontrrewolucjoniści", bo kto nie jest z nami, ten jest przeciw nam. Gdy wszyscy prawdziwi przeciwnicy przewrotu się już pokończyli - uciekli na emigrację albo pochłonęły ich gilotyna i "piekielne kolumny" Turreau'a - rewolucjoniści musięli sięgnąć po swoich. Co ciekawsze, był to proces równoległy do eksterminacji "prawdziwych" kontrrewolucjonistów. Odzwierciedlał po prostu walki między frakcjami. Rewolucja ma to do siebie, że nigdy się nie kończy. Raz rozpoczęta musi trwać, aż pochłonie sama siebie (Robespierre gilotynujący sam siebie, po ścięciu przedostatniego, czyli kata, jak przedstawiali to na satyrycznych rycinach Anglicy). Gdy wyrżnięto już żyrondystów i sankiulotów sięgnięto więc po zasoby własne - kolejne frakcje jakobińskie aż do samego Robespierre'a.

Gdy opadła rewolucyjna wrzawa i Bonaparte wreszcie przywrócił ład w jedyny sensowny jak na te czasy sposób - czyli niszcząc kolejną warstwę rewolucyjnej arystokracji i ogłaszając się cesarzem* - "rewolucyjność', czy, jak kto woli, "lewicowość" musiała się nieco zmienić. I znaleźć nowego wroga.

Ten znalazł się sam i był to dotychczasowy sojusznik rewolucji. Burżuazja. Ta sama, liberalna (a więc także postępowa) burżuazja która tak ochoczo wtórowała plebejskim sankiulotom w czasie Rewolucji stała się największym wrogiem lewicy. Traktowanie robotnika jako towaru musiało zaowocować nieludzkim traktowaniem, a co za tym idzie - buntem. Należy pamiętać, że lewicowe idee, które "wynalazła" Wielka Rewolucja nie trafiły bezpośrednio do robotniczych mas. "Przechowała" je inteligencja. I to ona znalazła wroga formułując lewicowe ideologie.

W XIX wieku możemy wyróżnić przede wszystkim dwie, najagresywniejsze. Anarchizm, który za źródło zła uznał samo państwo i marksizm, który postawił na teorię walki klas i... Państwo właśnie. Stąd wzajemna zajadłość miedzy tymi dwoma nurtami, która była jednak niczym w porównaniu z nienawiścią jaką marksizm żywił do prądu reformistycznego (który, nota bene, zmienił tylko formę, a nie cel). Marksizm cieszył się (i cieszy nadal) wyjątkową popularnością. Wraz ze swoim trwaniem musiał więc powielać schemat Rewolucji Francuskiej i pożywiać nową, rosyjską rewolucję kolejnymi przeciwnikami. Po dobraniu się do wszystkich, do których tylko mógł - arystokracja, Kościół prawosławny - sięgnął z powrotem po kryterium klasowe (kułacy), a nawet narodowe (Kozacy). Specyficzną rolę dogrywali tu Polacy - walka klas weszła tu w symbiozę z walką narodów. W końcu w oczach Rosjan byliśmy "białymi panami". Z czasem jednak nawet bolszewicy musięli sięgnąć do własnych szeregów.

Ewolucja trwała nadal i w końcu, w początkach okresu międzywojennego narodził się kolejny ruch (tak, tak!) lewicowy, czyli faszyzm. Ten z kolei zaowocował swoją najczystrzą, syntetyczną wręcz wersją, ostatecznym stadium tej ścieżki rozwoju, czyli narodowym socjalizmem. Wprowadził on jedną, właściwie tylko kosmetyczną zmianę. Zmianę wroga. Teoria walki klas zastąpiła wojna ras. Burżuja zastąpił Żyd. Nie było to szczególnie trudne z uwagi na to, że dużą część burżuazji stanowili właśnie Żydzi. Można w sumie powiedzieć, że nazizm poszedł dalej, najdalej jak to tylko możliwe, bo za swojego adwersarza uważał samego człowieka. Żeby mieć się z czym rozprawić na końcu wprowadził więc pojęcie nadczłowieka - ostatniej, idealnej fazy rozwoju, tego, czym dla komunistów był "realny socjalizm". I sam zyskał (czy raczej stworzył) kolejnego przeciwnika, jakże by inaczej, lewicowego. Rodzący się zaraz po swoim alter ego antyfaszyzm nie mogąc pokonać swego głównego wroga rozkwita właśnie teraz, gdy ten został zmieciony z powierzchni Ziemi, wciąż jednak bazując na starym antagoniźmie.

Przemiany na łonie rewolucji trwają nadal. "Nowa lewica" wróciła do marksistowskich korzeni odrzucając tradycję przedwojennej lewicy reformistycznej. I zmieniła przeciwnika. Walkę klas zamieniała na wojnę płci. Skala skoczyła w górę - skoro walka (klas, ras) skończyła się eksterminacją, to czym zakończy się wojna (płci)? I jaki będzie kolejny wróg?

Strach myśleć.

 

* Taki mały chichot Historii, a zarazem logiczny składnik historycznego równania - ostatni etap rewolucji (obalenie kolejnej elity władzy wyniesionej przez przewrót) był pierwszym okresem restauracji.

 

Horatius
O mnie Horatius

Najlepiej przekonać się jakie mam poglądy czytając moje teksty.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Kultura