Następnego dnia mieli troszkę luzu. Poświęcili więc trochę czasu na porządki w domu. I na odpoczynek oczywiście też. Spotkała ich też pewna niespodzianka. Oto bardzo dobra znajoma pani Wandy, którą Ela nazywała ciocią Różą, pośród płaczu zadeklarowała przekazanie sporej sumy z okazji śmierci pani Wandy. Zbyszek był z lekka zażenowany tą deklaracją. Ale nie protestował. W ich sytuacji taki prezent z pewnością się przyda. I przyszedł czwartek. Z samego rana przyjechał Lucjusz, kuzyn Eli, a ziomal Zbyszka. Nie było czasu na ugoszczenie, bo spieszyli się już na pogrzeb. A właściwie na nabożeństwo w kaplicy przedpogrzebowej.
Byli tam prawie jako pierwsi. Wcześniej była tylko Inga, kuzynka Eli. Ale mimo, że stali dłuższą chwilę obok siebie, Inga nawet na nich nie spojrzała, nie pozdrowiła nawet. Póżniej też nie złożyła bodaj zdawkowych kondolencji, chociaż na cmentarzu też była.
Samo nabożeństwo prowadziły panie z franciszkańskiego zakonu świeckich, którego członkinią pani Wanda była przez wiele lat. Zbyszek cokolwiek się nudził, bo długo nie umiał się skupić na modlitwie.
W pewnym momencie Zibi spojrzał na żonę I osłupiał. Na jej prawym policzku zobaczył dużą czerwoną plamę. Pomyślał, że to może jakaś wysypka? Może na tle nerwowym? Ale tylko w jednym miejscu? Przecież przed chwilą nawet tego nie miała!... Zaraz, zaraz... Przed chwilą kondolencje składała Regina, kolejna koleżanka zmarłej. A miała dosyć mocny makijaż, usta czerwone od szminki... Zrobiła Eli klasyczną malinkę...
Zbyszek odczekał do przerwy w modlitwie I szepnął żonie do ucha, co ma na twarzy. Ela nie kryła zdziwienia. Ale po Reginie można się była spodziewać wszystkiego.
Wreszcie przyszedł ksiądz Bartosz. Młody człowiek, rok po seminarium. Bardzo sympatyczny, lubiany przez parafian. Przeprowadził zmarłą do kościoła, gdzie odprawił mszę żałobną I wygłosił homilię, która bardzo się spodobała ( jeśli jest to dobre określenie) wszystkim obecnym.
Potem wszyscy przenieśli się na cmentarz, gdzie trumnę złożono w rodzinnym grobie. Mowy pożegnalne wygłosili: obecny szef tercjarzy, a po nim opiekun grupy z ramienia miejscowych franciszkanów.
Tuż po ceremonii, gdy zebrani zaczęli przemieszczać się na stypę, Elżbietę bezceremonialnie zaatakowała Kierowniczka grabarzy. Miała jakieś niejasne pretensje o niedostarczenie jakichś dokumentów. A przecież Ela była z nią umówiona na następny dzień.
Potem stypa. Elżbieta zapraszała kolejnych gości. Do końca miała wątpliwości, czy uzbiera tyle osób ile miała zamówione. Ale ubierało się prawie dokładnie tyle, ile trzeba.
W trakcie spotkania Ela porozmawiała sobie z księdzem Bartoszem. Faktycznie, był przemiłym, młodym człowiekiem. Jak zauważył Zbyszek, umiał słuchać rozmówcy I okazywać swoje zainteresowanie.
Potem goście się rozeszli I Ela, Zbyszek z Lucjuszem wrócili do domu. Ten ostatni poszedł zaraz odwiedzić swoich kuzynów. Wrócił póżnym wieczorem. Następnego dnia przed południem wyjechał pociągiem do domu.
Skończył się maj. Zaczęli powoli wracać do normalności. Zbyszek wrócił do pracy. Pracował codziennie, piątek świątek czy niedziela. Ale na razie nie brał podwójnych dniówek. Lekarze powiedzieli przecież, że musi zadbać trochę o swój organizm mimo, że jest okazem zdrowia, jak sam twierdził. Ale nic nie jest wieczne, więc lepiej dmuchać na zimne. Ale szybko zaczął myśleć o jednej szesnastce tygodniowo. Oczywiście chodzi o liczbę godzin przepracowanych. Tak, żeby nie było nieporozumień.
Ela powoli zaczynała myśleć o jakiejś pracy. Nawet nie chodziło tylko o finanse. Doszła do wniosku, że oszaleje, jeśli nie znajdzie jakiegoś zajęcia. Przez ostatnie lata opiekowała się chorą Matką. Niby nic, bo Mama w zasadzie radziła sobie sama. Ale ciągle było zagrożenie czymś nieprzewidywalnym. Bólem serca, nerek czy jakimś zasłabnięciem. I wtedy Ela rzucała wszystko i ratowała Matkę. Czyli stres I ciągła dyspozycyjność. Do tego gotowanie, zakupy realizujące życzenia I marzenia Mamy. W sumie dyspozycyjność dwadzieścia cztery godziny na dobę. I teraz nagle tego nie ma... Musi sobie coś znaleść. (c.d.n.)
" Opowieści marne". Fragmenty z większej całości, wyrwane z kontekstu. Historie z życia wzięte.
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Rozmaitości