Coś niepokojącego dzieje się w polskich mediach społecznościowych. Od początku 2026 roku w sieci pojawiło się już niemal 1000 wpisów, których ton i treść mogą przyprawić o dreszcze. Ludzie masowo opisują swoje doświadczenia związane z poszukiwaniem zatrudnienia, a obraz, który z tego wyłania się, jest daleki od optymistycznych komunikatów rządowych o kondycji gospodarki. IMM pod lupę wziął komentarze i posty zawierające frazę "szukam pracy" lub "straciłam/em pracę".
Źle się dzieje na rynku pracy. Fala rozpaczy w komentarzach internautów
Analiza IMM objęła 917 wpisów i komentarzy z okresu od 1 stycznia do 17 lutego 2026 roku, zawierających frazy „szukam pracy" oraz „straciłem/am pracę". To, co kryje się za tymi liczbami, poruszy każdego. Dominującymi emocjami okazały się lęk o przyszłość, poczucie niesprawiedliwości oraz rozczarowanie. Internauci publikują apele o zatrudnienie, podkreślając kompetencje i gotowość do ciężkiej pracy. Mimo to napotykają mur milczenia ze strony potencjalnych pracodawców. Nastroje są jednoznacznie pesymistyczne, a frustracja sięga zenitu.
Mur nie do przebicia, czyli setki CV bez odpowiedzi
Jak wskazują analitycy IMM, jednym z najczęściej powtarzających się motywów okazała się całkowita cisza ze strony pracodawców jeśli chodzi o proces rekrutacyjny. Osoby poszukujące zatrudnienia relacjonują wysyłanie stu, a nawet stu pięćdziesięciu aplikacji miesięcznie. Bez jakiegokolwiek odzewu. Ludzie z wyższym wykształceniem, wieloma kierunkami studiów czy dziesięcioletnim stażem zawodowym trafiają na identyczną ścianę obojętności co osoby bez kwalifikacji. Wielu podejrzewa, że znaczna część ogłoszeń ma charakter fikcyjny i służy wyłącznie pozyskiwaniu danych osobowych.
Rynek, jak zgodnie określają go autorzy wpisów, stał się areną skrajnie nierównej walki. Termin „rynek pracodawcy" powraca, a pracownik znalazł się na pozycji petenta. Oferowane wynagrodzenia oscylują wokół ustawowego minimum nawet wobec kandydatów z bogatym doświadczeniem, co część komentujących wprost nazywa poszukiwaniem „niewolników". Firmy sięgają po umowy cywilnoprawne zamiast etatów, pozbawiając zatrudnionych stabilności, prawa do urlopu czy zwolnienia lekarskiego. Pojawiają się też relacje o niewypłacaniu wynagrodzeń i pracy bez umowy.
Kolejną barierą wskazaną przez osoby dyskutujące w social media pozostaje nepotyzm. Przekonanie, że bez znajomości nie sposób przebić się przez rekrutację, jest niemal powszechne. Kompetencje i certyfikaty – zdaniem wielu – ustępują koneksjom. Opisywane są przypadki zwalniania doświadczonych pracowników, by na ich miejsce zatrudnić członka rodziny przełożonego lub osobę rekomendowaną przez zarząd, pozbawioną przygotowania.
Niewidzialni na rynku – wiek, macierzyństwo i osobiste tragedie
Szczególnie poruszające okazują się wskazane przez IMM historie osób dyskryminowanych ze względu na wiek. Kandydaci po pięćdziesiątym czy sześćdziesiątym roku życia słyszą wprost, że firma poszukuje kogoś młodszego. Paradoksalnie, młodzi ludzie – na przykład dziewiętnastolatkowie – również dostają odmowy, tym razem z powodu braku wieloletniego doświadczenia. Koło się zamyka, a poczucie bezsilności rośnie.
Równie trudną sytuację mają samotne matki i kobiety wychowujące małe dzieci. Znalezienie zatrudnienia w godzinach pokrywających się z funkcjonowaniem przedszkoli i szkół graniczy z cudem, a pracodawcy otwarcie obawiają się częstych nieobecności związanych z opieką nad chorym dzieckiem. Dodatkowe napięcia generuje kwestia narodowościowa – wielu komentujących wyraża pretensje wobec firm faworyzujących pracowników z Ukrainy, którzy akceptują niższe stawki i dłuższy czas pracy, co – zdaniem piszących – wypiera polskich kandydatów z rynku.
Za statystykami ujawnionymi przez Instytut Monitorowania Mediów kryją się również osobiste dramaty wykraczające daleko poza sam problem bezrobocia. Osoby z niepełnosprawnościami i chorobami przewlekłymi opisują bezskuteczne próby znalezienia pracodawcy gotowego je zaakceptować. Utrata zatrudnienia u wielu prowadzi do depresji i stanów lękowych, które następnie paraliżują dalsze poszukiwania – powstaje błędne koło.
Wstrząsające są także wpisy ludzi uwikłanych w przemoc domową, gotowych podjąć jakąkolwiek pracę – nawet ciężką fizyczną, wbrew posiadanemu wykształceniu – byle tylko wyrwać się z toksycznej sytuacji. Ci zaś, którzy niedawno jeszcze pracowali, często wskazują mobbing, brak szacunku i niekompetentnych przełożonych jako powody odejścia lub zwolnienia. Obraz wyłaniający się z tych setek relacji jest alarmujący i trudno przejść obok niego obojętnie.
Fot. Pexels.com / Paweł L.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)