intuicja
"Trzeba raczej umieć rozpoznać pszenicę rosnącą wśród kąkolu (...)" papież Franciszek w Adhortacji "Querida Amazonia"
132 obserwujących
450 notek
795k odsłon
  461   0

Błogosławieństwa czy przekleństwa tworzą światy nasze

Od czego zacząć?

Od klątwy czy od błogosławieństwa?

Najpierw napisać o słowie dobrym czy o słowie złym?

Może tak, skoro "na początku było Słowo", zacznę jednak od słowa dobrego,  zwłaszcza, że pozwoli mi to zachować chronologię opisanych sytuacji. 

Sytuacja pierwsza. 

Zdarzyło się to pod koniec lutego tego roku. Przy leśnej kapliczce. Kolorowe wstążki, którymi była ozdobiona kreśliły w powietrzu swoje esy- floresy, wiatr był bowiem z tych porywistych.

Zwykle zatrzymuję się przy niej na kilka dobrych chwil. Zwykle też proszę o błogosławieństwo dla najróżniejszych osób: znajomych i nie, przyjaciół i wrogów. Tamtego dnia pośród całej litanii wymieniłam nazwisko Marty Lempart. 

[Od zawsze uważam, że życzyć dobrze należy każdemu. Bezwzględnie. Życzę więc dobra, wierząc, ze Pan Bóg będzie już wiedział, jak to załatwić. 

Nie podoba mi się chęć wręczania Go i wskazywania, co i kiedy w konkretnym przypadku / osobie ma zmienić, zabrać, podarować. 

Moją rolą jest RZECZYWIŚCIE chcieć dla kogoś dobra. Tyle wystarcza.]

Wracając do zdarzenia.

W chwili,  gdy wymawialam słowo "Lempart", wszystkie wstążki za sprawą niezwykle silnego podmuchu wiatru uniosly się do góry.  Doslownie wystrzeliły i trwały w pionie kilka sekund.

Oczywiście mnóstwo osób powie "przypadek", ale jestem z tych, co w przypadki nie wierzą i dlatego wraz z tamtym podmuchem wiatru przywędrowała do mnie myśl wyświechtana, ale dojmująco prawdziwa, że nasze słowa są blogoslawieństwem lub przekleństwem rzuconym w świat i to one w swej istocie go tworzą. 

To było kilka miesięcy temu, a teraz...

Sytuacja druga.

Ta myśl (o wadze naszych słów) wróciła do mnie kilka dni temu za sprawą "Ksiąg Jakubowych"  Olgi Tokarczuk.

Tak, nie odesłałam i czytam ostatnimi czasy.

Bardzo interesująca i ciekawie napisana książka, choć jednak "Biegunów" pod względem czysto literackim postawilabym wyżej (to z pozycji laika - czytelnika).

Wróćmy jednak do "Ksiąg Jakubowych".

Chodzi o cherem- klątwę, którą rabini nakładają na głównego bohatera Jakuba Franka (czyli Jankiela Lejbowicza). OT zwraca uwagę dokładnie na to samo i pisze: "Patrzcie,  oto więcej jest takich klątw dookoła, może drobniejszych, słabszych, bardziej byle jakich. Wielu ludzi ma je wokół siebie (...) - Ci wszyscy, którym się dostało: "Obyś szczezł", gdy ich fura wjechała w pole kapusty i jej koła porozgniatały dojrzałe już główki (...) albo ten w pięknym żupanie, co naraził się na przekleństwo własnego chłopa za dodatkowy dzień pańszczyzny, albo i tenże chłop, którego zwyzywała żona, gdy dał się okraść z wszystkich pieniędzy czy je wszystkie w karczmie przepił - jemu się też dostało: "Obyś zdechł".

Gdyby umieć spojrzeć, tak jak Jenta to widzi, zobaczyłoby się, że w istocie świat składa się że słów,  które raz powiedziane, roszczą sobie odtąd pretensje do wszelkiego porządku i wszystko wydaje się dziać pod ich dyktando,  wszystko im podlega."


Kilka wątków z mojego tekstu należaloby rozwinąć, ale i tak jest już dość  dlugi (jak na salon). Na koniec więc tylko dwa pytania.

Przekleństwem czy blogoslawieństwem rzucamy w innych tworząc ich światy? Błogosławieństwa czy przekleństwa tworzą światy nasze?



 


Lubię to! Skomentuj81 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości