Pirat z Nibylandii Pirat z Nibylandii
120
BLOG

Irlandia pije, część 2.

Pirat z Nibylandii Pirat z Nibylandii Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

Ten koleś mógł wypić. Był ogromny. Wypijał swoją szklankę jednym łykiem. To był jego styl picia. Jeden łyk. Święta prawda. Powiedziałbym, że wyhylał conajmniej trzydzieści dziennie. Conajmniej. I ciągle stał na własnych nogach.                                                                                                                                       * * *

Pod koniec XVIII wieku pubom wyrosła konkurencja. Sklepy spożywcze otrzymały licencje na sprzedaż alkoholu. Zdobywało się je łatwiej niż licencje na prowadzenie pubu. Nie można było jednak spożywać na miejscu. Skoro nie można było, stworzono dyskretne miejsce gdzie było można. Do tego system wczesnego ostrzegania: dzieci obserwowały ulice i ostrzegały przed policją. W połowie XIX wieku, Dublin Metropolitan Police informowała, że przeważająca większość sklepów ignoruje zakaz spożywania alkoholu na miejscu. Na powstaniu tego typu przybytków skorzystała płeć piękna. W pubach nie mogły przebywać, sklepy więc były dla nich idealne. Widziało się kobiety wychodzące z zakupami w wyraźnie dobrych humorach, czasami śpiewające. Zakupy jak widać służyły kobietom od zawsze. Nawet w spożywczaku. W walce z konkurencją puby upodobniły się w pewnym sensie do sklepów. Można było w nich kupić coś więcej niż alkohol i wprowadzono długie znane obecnie „lady sklepowe” jakie istniały w sklepach. Licencje przestano wydawać i unieważniono istniejące w 1910 roku.

Drugą konkurencją dla pubów były meliny, lub jak ktoś woli mety. Najwięcej było ich w dzielnicach slumsów. Jeden nędzny pokój, oznakowany kawałkiem torfu lub butelką w oknie zamiast szyldu i pozwolenia na prowadzenie interesu. Serwowano tam wszystko co się pali, oprócz smoły i lepiku (jak mawiał mój znajomy zapytany o to co pije) przez całą dobę. Tu również działał system ostrzegania przed policją. Największy ruch meliny miały w niedziele rano, kiedy puby były zamknięte a skacowane towarzystwo musiało walnąć klina.

Jakkolwiek policja znała dobrze lokalizację melin, nie była w stanie ich zlikwidować. Twierdziła, że funkcjonariusze nie są w stanie zebrać dowodów potrzebnych do likwidacji meliny, ze względu na rozbudowany system ostrzegania. Pewnej niedzieli policjanci obserwując melinę odnotowali 168 osób wchodzących w ciągu 4 godzin, jednak nie udało im się przechwycić ich na gorącym uczynku. W innych miastach jak Cork czy Belfast wywiadowcy policyjni często mieszali się z tłumem i wchodzili do melin jako klienci i byli w stanie je zamknąć. Policjanci w Dublinie preferowali służbę w mundurze, który kojarzyli z respektem dla swojej pracy.

Meliny w opisanym wyżej stylu przetrwały do lat 50-tych XX wieku.

cała notka : irlandiapopolsku.wordpress.com/2014/06/02/701/

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura