TO BÓG MNIE STWORZYŁ,
TO BÓG POUCZYŁ MNIE, JAK ŻYĆ.
28 obserwujących
246 notek
234k odsłony
240 odsłon

"O człowieku, co się zwał Nic"

Wykop Skomentuj12

O człowieku, co się zwał Nic

W pewnej wsi mieszkał człowiek bardzo biedny. Ludzie nazywali go Majstrem-Klepką, bo wszystko potrafił zrobić, naprawić, a każdą starą rzecz – odnowić. Roboty nie brakowało rozmaitej, ale Majster-Klepka pracował niewiele – ot, tyle tylko, aby nie umrzeć z głodu. Kiedy zjadł już ostatni kawałek chleba, uskwarzył resztkę słoniny – brał się do roboty. Dostawał pieniądze, kupował za nie coś do jedzenia i znowu próżnował aż do chwili, gdy mu głód zajrzał w oczy.
Powiadali mu sąsiedzi:
Masz złote ręce! Mógłbyś dobrze zarobić i żyć w dostatku, gdyby ci się tylko chciało uczciwie pracować.
Na co? Po co? – odpowiadał sąsiadom.
Nic mi więcej nie potrzeba, bylebym nie umarł z głodu. Niewiele jadam, to i pracować mogę też niewiele, od czasu do czasu, aby-aby.
Jak mówił, tak też i robił. Zarobił, wracał do domu i wylegiwał się tak długo, aż poczuł głód. Wtedy wychodził do pracy, naprawił, zmajstrował to i owo – i znów wracał do domu.
Dom jego był spory i ładny, ale zupełnie pusty, bo Majster-Klepka nie kupował żadnych sprzętów i żył tylko z dnia na dzień.
Pewnego dnia leżał jak zwykle i drzemał sobie w łóżku. Wtem otworzyły się drzwi i do izby wszedł jakiś tłuścioch całkiem goły, przepasany tylko brudną szmatą.
Jesteś moim najlepszym przyjacielem! – zawołał.
Ty nic nie potrzebujesz i mnie nic nie trzeba, a do tego jeszcze nazywam się właśnie: Nic! Podoba mi się tu, będę więc mieszkał razem z tobą.
Majster-Klepka, dopiero co obudzony z drzemki, przysłuchiwał się słowom tłuściocha. Przyjrzawszy mu się, zauważył, że jest on całkiem przeźroczysty, jak szyba w oknie.
Dobrze – powiedział Majster-Klepka – możesz zostać nawet na całe życie, ale pod warunkiem, że nie będziesz ode mnie żądał jedzenia ani picia.
Tłuścioch odrzekł:
– Już ci przecież mówiłem, że nic nie mam, nic nie potrzebuję i, jak widzę, nawet gdybym chciał czegoś, to i tak u ciebie nie znajdę. To mi się właśnie podoba, to mi dogadza i dlatego właśnie przyszedłem do ciebie. Bo trzeba ci wiedzieć, że dzielę dach nad głową tylko z takimi ludźmi, którzy nic nie mają i nie chcą mieć. Nie zapomnij, że moje imię jest – Nic.
I jegomość Nic ułożył się w kącie pokoju, bo też lubił się wylegiwać.
Właśnie nadszedł taki czas, że zabrakło chleba. Dźwignął się więc Majster-Klepka z legowiska i poszedł popracować troszkę. Gdy tylko zarobił nieco grosiwa, kupił chleba i słoniny, zjadł wszystko i znów położył się w swojej izbie. Tak mijał dzień za dniem, tydzień za tygodniem, aż wreszcie Majster-Klepka zauważył, że jegomość Nic staje się z każdym dniem grubszy i że już jego potężne cielsko ledwo się mieści w izbie. Pozostał jeszcze tylko jeden ciasny kącik dla Majstra-Klepki. Rozgniewał się więc i zawołał:
Ej, ty, słuchaj no! Tyjesz bez przerwy, z każdą chwilą jesteś grubszy! Jeszcze trochę, a zabraknie dla mnie miejsca w moim własnym mieszkaniu!
Jegomość Nic ziewnął głośno, wzruszył ramionami i powiedział:
Nic mnie to nie obchodzi. Nic ci nie poradzę na to!
Wkrótce jegomość Nic tak się rozrósł, utył i spęczniał, że Majster-Klepka ledwo stać lub przykucnąć mógł w swojej izbie, mowy nie było, żeby się położył. Nie mógł już więc przesiadywać czy wylegiwać się w domu i coraz częściej musiał wędrować po wsi. Raz, gdy tak szedł sobie, spotkał piękną dziewczynę i zakochał się w niej od pierwszej chwili. Ale kiedy poszedł do jej rodziców i poprosił o rękę pięknej dziewczyny, odpowiedzieli mu:
Oddalibyśmy ci córkę naszą z ochotą, bo jesteś zdolny i zmyślny majster-klepka. Ale co z tego? Nie masz nic i – co gorsze – nic nie chcesz mieć. Twój dom jest pusty, twoja stajnia jest pusta, twoja piwnica jest pusta i twój strych jest puściuteńki. Najpierw spraw sobie wszystko, co trzeba, a potem porozmawiamy.
Cóż miał robić ospały Majster-Klepka? Musiał porzucić gnuśność i zabrać się do pracy.
Pracował za trzech całymi dniami, a nieraz i nocą, i ani się obejrzał, kiedy uzbierało mu się sporo pieniędzy. Kupował więc wszystkie sprzęty domowe, jedne po drugich, ubranie jedno po drugim, jedną i drugą krowę, jednego i drugiego konia. Im więcej pracował i kupował Majster-Klepka, im dostatniejsze było jego gospodarstwo, tym mniejszy i chudszy stawał się jegomość Nic. Tak w krótkim czasie zmalał, że sypiał już w kątku za piecem.
Kiedy Majster-Klepka nakupił tyle sprzętu i dobytku, że i dom, i piwnica, i strych, i stajnia, i obory były już pełne i zagospodarowane, poszedł do rodziców pięknej dziewczyny i jeszcze raz poprosił o jej rękę. Tym razem z radością zgodzili się na to, aby został mężem ich córki. Urządzono huczne wesele. A kiedy Majster-Klepka wszedł ze swoją młodą żoną do izby – nie było już śladu po gościu. Jegomość Nic zniknął. Pewno poszedł w świat, aby się zagnieździć gdzie indziej.


*  *  *

W dzieciństwie, dawno, dawno temu, pewnie jak każdy, lubiłam czytać m.in. baśnie i legendy. Sądzę, że w dużym stopniu miały one wpływ na kształtowanie się mojej osobowości i stosunek do ludzi. Pamiętam jedną z moich ulubionych książek, pt. "Gałązka z drzewa słońca", baśnie cygańskie Jerzego Ficowskiego. Jest w tych baśniach wiele uniwersalnej mądrości zawsze aktualnej.

Szczególnie adekwatna do od wieków trwającej sytuacji Polski i Polaków na własnej ziemi wydaje mi się baśń zacytowana powyżej. Ktoś powie, że to tylko baśń dla dzieci, ale każdy, kto dostrzeże w niej alegoryczne przesłanie, znajdzie w niej też odpowiedź/receptę na problemy, z którymi musimy coraz częściej walczyć za sprawą określonych środowisk i coraz bardziej nakręcanej przez nie spirali obmów i oskarżeń. Oskarżeń o cudze, także własne oraz wyssane z brudnych paluchów przewiny, co ma na celu ograbienie a następnie wyrugowanie Polaków - gospodarzy z ich własnego domu, aby następnie zająć ich miejsce.

Znajdziemy odpowiedź dlaczego tak się dzieje i co MY możemy robić, aby odzyskać ukradzione nam panowanie nad własnym państwem.


PS.

Inspiracją do napisania powyższego były bardzo ważne notki, m.in:

Policja w domu szefowej Fundacji Wołyń Pamiętamy

minister Koscinski i długi cień WSI

Cele w naszym pociągu

Roman Dmowski, nocny upiór, który straszy jednako i Michnika i Kaczyńskiego

Samozwańczość

MARSZ NIEPODLEGŁOŚCI – WROCŁAW 2019

Imaginacje prezydenta Sutryka i wrocławska dżuma

Rządzi koalicja komunistyczna: PiS+SLD+Razem+Wiosna

"100 lat agresji żydowskiej na Polskę" - część 1

"100 lat agresji żydowskiej na Polskę" - część 2

i dzisiejsza:

Trzy dni w Polin

Wykop Skomentuj12
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale