Minęło prawie 10 lat od czasu, kiedy napisałem swój pierwszy esej polityczny. Zrobiłem to patrząc z trwogą, jak rządzący wtedy PIS naraża nasze państwo z perspektywy polityki zagranicznej. Nie koncentrowałem się bowiem na niszczeniu państwa (chociaż to oczywiście też jest naganne), tylko na tym, jak taka nieodpowiedzialna polityka wpływa na nasze relacje z innymi państwami. Okazji po temu dała mi wówczas zbliżająca się rocznica 100-lecia odzyskania niepodległości (zacząłem go bowiem pisać już w 2017 roku), którą ówczesna „partia przewodnia narodu” świętowała z wielką pompą, jednocześnie nie zdając sobie sprawy z tego, że podobnie jak sanacja w 1939 roku, naraża się… na jej utratę. Nie będę tu jednak wchodził w to głębiej, a przyszłych historyków odsyłam do mojego ówczesnego artykułu.
Teraz mamy już 2026 rok. Od ponad 2 lat rządzi już opozycja demokratyczna, koalicja KO (głównie dawna PO), Lewicy, PSL i resztek Polski 2050. Niestety, z powodu blokującego ustawy prezydenta Nawrockiego (a mówiłem, o tym, żeby zamiast Trzaskowskiego wystawić Sikorskiego, bo w Polsce lewicujący kandydat, kojarzony z LGBT+ nie ma szansy), tylko częściowo udało się naprawić państwo. A więc jednak sprawdził się groźny wtedy scenariusz, że jeszcze z rozrzewnieniem będziemy wspominać „panowanie” Dudy. Nie dało się przeprowadzić kilku reform, jak np. tej głównej, czyli przywrócenia praworządności. Być może właśnie dlatego nie mówi się nawet o odwróceniu innych „deform” z czasów PIS, czyli np. powrotu gimnazjów. Pewnie PIS je zlikwidował, bo za czasów komuny, który pamięta Kaczyński, ich nie było. (Ale były przed wojną.) Szkoda tylko, że w celu ponownego przybliżenia nam tamtych czasów, nie przywrócili również nazwy Milicja Obywatelska, bo przecież Policja Państwowa za bardzo kojarzy się ze znienawidzoną przez nich III Rzeczpospolitą.
Akurat ostatnio został odwołany prezydent Krakowa. Udało się to głównie dlatego, że był wymagany mały próg, bo tylko 30 % głosów. Można powiedzieć, że to niesprawiedliwe, gdyż do wyboru trzeba 50 %. Szkoda, że w ten sam sposób nie można odwołać prezydenta… Polski, bo byłoby łatwiej dokończyć naprawę państwa. Porównując bowiem Nawrockiego z Dudą, temu drugiemu nie można było zarzucić, niskiego standardu etyczno-moralnego, a co najwyżej łamanie konstytucji i nie zachowywanie procedur demokratycznych (co oczywiście samo w sobie też jest złe). Kiedyś bowiem ktoś posądzany o kradzież (a dokładniej przejęcie) mieszkania, ustawki kibolskie, czy dowożenie kobiet lekkich obyczajów do „klientów”, byłby od razu skazany na porażkę. Tym razem jednak nie dość, że się nie wstydził i wystartował, to jeszcze jego zwolennicy nawet się tym chwalili (!). A więc jak tu naprawiać państwo, kiedy niektórym obywatelom na tym nie zależy i chyba wolą żyć w anarchii i bezprawiu? Czy więc III Rzeczpospolita nie upadnie, podobnie jak I i II z własnej winy?
Już z samego powyższego powodu trzeba by PIS zdelegalizować, podobnie jak np. NSDAP (podobnie jak oni, zdobyli władzę w drodze wolnych wyborów!) czy KPZR, bo zagrażają demokracji, a jeszcze odgrażają się, że jak wrócą do władzy, to zrobią „porządek”. No bo po co pokazywać te ich zawzięte twarze w telewizji? „Braunek”, czyli Czarnek ścigający się z Braunem w nacjonalizmie, jest tu najlepszym przykładem. Czy warto ich tam w ogóle zapraszać? Chyba racja stanu powinna uniemożliwić im ponowny powrót do władzy, bo co prawda nie udało im się w Warszawie zbudować Budapeszt (po wygranej Madziara i jego partii Tisza, już to co prawda nie aktualne), ale w samej podzięce za to co zniszczyli, trzeba wysłać ich na śmietnik historii.
Niestety, ale nowa afera z gigantycznie zarabiającym 28-letnim lekarzem-ordynatorem, szefem SOR (!), działaczem młodzieżówki KO, podobno wspieranym przez Kierwińskiego, co spowodowało, że warszawski szpital południowy stał się swoistym gabinetem szybkiej obsługi dla działaczy KO, wystawia niepochlebną opinię. A więc sami podłożyliśmy się (też jestem członkiem KO) do żerowania dla PIS… I nie ma znaczenia, że za PIS-u afer było znacznie więcej (tam była to po prostu „nieoficjalna polityka firmy”, którą świetnie charakteryzowały słowa ich byłego marszałka sejmu Kuchcińskiego: „Teraz, k… my!”), bo jednak partia demokratyczna powinna mieć pewien standard. Tego oczekują od nich wyborcy i nie wybaczają. Co innego w partiach populistycznych, gdzie dla elektoratu nie ma znaczenia etyka czy moralność, tylko ideologia i tamci mogą bardzo dużo wybaczyć.
Tak naprawdę nie ma więc idealnej partii do zagłosowania. Żeby to się stało musieliby się pojawić idealni ludzie, a z nich nowe, idealne elity. W dalekiej przyszłości jest to nieuniknione z racji Powtórnego Przyjścia pojawienia się zaczątków Królestwa Niebieskiego, ale co zrobić teraz? Powinno być jednak przynajmniej strategiczne myślenie, a tego można się nauczyć, nawet w obecnych czasach, co pokazuje chociażby think tank „Stragety & Future”. A szczególnie jest to potrzebne „nam, Polakom, którzy jesteśmy aż tak patriotyczni, że ktoś w kraju czy za granicą może na tym wygrywać dowolne nuty”. Mniej więcej tak napisał o nas kiedyś Dmowski i niestety miał rację, do czego np. nawiązują książki typu „Jakie piękne samobójstwo” Ziemkiewicza, czy „Pakt Ribbentrop – Beck” Zychowicza. Co prawda Świdziński (ze „Strategy & Future”) nie ma już złudzeń co do mentalności naszego „kurnika” (narodu, jak on to mówi), ale chciałbym go zaskoczyć, żebyśmy sami budowali siłę intelektualną i militarną naszego państwa, a nie tylko oglądali się na innych (USA czy Unię Europejską).
Musimy porzucić ograniczającą nas peryferyjność myślenia, tak charakterystyczną dla państw post-kolonialnych i bardziej związać się z walczącą Ukrainą, która ma teraz o wiele większe i nowocześniejsze możliwości dronowe niż USA, co szczególnie pokazała ich słabość na uderzenia z Iranu podczas ostatniego konfliktu w Zatoce Perskiej. Prawica pewnie mnie teraz oskarży o „ukrytą opcję ukraińską”, jak podobnie mawiał Kaczyński o propozycji uznania języka śląskiego (wtedy była to „ukryta opcja niemiecka”). Ale wymaga tego nasza racja stanu i to niezależnie od tego, że Zełeński niedawno nadał specjalnej jednostce ukraińskiej nazwę „bohaterów” UPA. Oczywiście, że z perspektywy Polski jest to nie do przyjęcia, że mordercy i gwałciciele są tam tak ładnie nazywani, ale Ukraińcy sami muszą do tego dojść i odkryć prawdę. I taka dyskusja publiczna już się u nich toczyła przed wojną, ale na ich (i nasze) nieszczęście zaatakowała ich Rosja i trzeba było uderzyć w patriotyzm jaki znają obecnie i mają do dyspozycji, a niestety większość z nich nie wie ludobójstwie na Wołyniu… Dlatego powinniśmy mimo wszystko postąpić jak Gowin, czyli „nie cieszyć się, ale zagłosować”, czyli mimo tego bolesnego urazu, wciąż wspomagać ich w wojnie z Rosją, bo wróg naszego wroga jest naszym przyjacielem. A wtedy w przyszłości Ukraińcy sami dojdą do tego, że taka nazwa to wstyd dla ich własnej jednostki, bo przecież nikt w Niemczech od półwiecza nie nazywał u nich żadnej jednostki wojskowej imieniem Wermachtu, SS, Gestapo, czy nawet Vervolf. (Chociaż taka rozważna ich polityka może się w przyszłości zmienić, gdyż AFD rośnie w siłę i może wygrać następne wybory ogólnokrajowe…)
Powinniśmy również wzmocnić naszą współpracę wojskowo-gospodarczą z dużymi państwami bałtyckimi (mam tu na myśli głównie Szwecję i Finlandię, które przyłączyły się do NATO w ostatnich latach) oraz Turcją, która ma największą, po amerykańskiej, armię w Pakcie Północno Atlantyckim. Łączy nas z nimi wspólne poczucie zagrożenia względem Rosji, bo Zachód może nas odpuścić, podobnie jak w 1939 roku, właśnie z tego samego powodu (jest ono u nich niskie). Poza tym już dość nakupowaliśmy się drogiego i łatwego do zniszczenia uzbrojenia z USA (płacąc tym tak naprawdę jako haracz, za nasze bezpieczeństwo), bo trzeba wyzwolić się z post-kolonialnego myślenia i zacząć przygotowywać się do samodzielnej wojny z Rosją, a nie być tylko pomocniczą armią amerykańską. Wojna, do której się przygotowujemy, na pewno będzie bez wsparcia USA (no może tylko powietrzno-logistycznego), bo oni są teraz za słabi, szczególnie po wystrzelaniu większości rakiet nad Iranem, do odrobienia czego potrzeba kilku lat i ogólnego wycofywania się ich wojsk z Europy, z obawy na wojnę o Tajwan z Chinami. My powinniśmy teraz stawiać na samodzielność i niezależność naszego przemysłu zbrojeniowego, a szczególnie rozwijania zdolności tzw. „długiej ręki”, czyli uderzeń rakietami i dronami w głąb przestrzeni Rosji, której wielkość jest w tym przypadku słabością, bo nie są w stanie bronić wszystkiego, co pokazują obecne ataki ukraińskie na ich instalacje paliwowe.
Jak Państwo widzicie powyżej, zadań jest bardzo dużo i są pilne. Dlatego jeśli nie pojawią się w Polsce takie odpowiedzialne, przewidujące i strategicznie myślące elity demokratyczne, to wszystko mogą przejąć populiści, z PIS lub nawet obydwu Konfederacji. Szczególnie jest to ważne dla dyplomacji, bo niestety nasz kraj zawodził na tym polu i to już od czasów oświecenia, aż po drugą wojnę światową. (Przykład Becka jest tu jak najbardziej na miejscu, kiedy sprzeniewierzył się przedśmiertnym wskazówkom Piłsudskiego, stawiając Polskę przeciwko naszym dwóm śmiertelnym wrogom na raz.) Przewidywać po prostu nie umieliśmy (jako dobry przykład możemy tu podać np. Anglików, którzy zawsze mieli świetnych dyplomatów), a niestety od tego zależy czasami los państw i narodów, jak np. tragicznie przekonali się o tym nasi przodkowie podczas ostatniej wojny. Dlatego apeluję, aby pojawiły się nowe, myślące, przewidujące i strategiczne elity, odrzucające peryferyjność myślenia, abyśmy znowu nie stracili swojego państwa, przez głupotę naszych rządzących, w tych niepewnych czasach wojny systemowej. Jeżeli nie ma na razie lepszych ludzi (niż np. w „Strategy & Future”), to ewentualnie jestem do dyspozycji.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)