“Śniadanie Rymanowskiego” w Polsat News, 22 marca 2026 roku. Każdy bukmacher zaproponowałby najniższy możliwy kurs za wytypowanie tego co miało tam miejsce – no, może trochę wyższy, bo w tle zabrakło tym razem zarzutów o “powtarzanie propagandy Kremla”. Ponad połowę programu zajęła kłótnia Bartosza Arłukowicza z KO z Radosławem Foglem z PiS oraz Zbigniewem Boguckim z Kancelarii Prezydenta. Oczywiście, kłótnia w rytmie “kto jest winny”, pełna wypominania i personalnych przytyków. Jeśli ktoś, oglądając to nie czuł zażenowania to jedynie dlatego, że zażenowanie mu spowszedniało.
“O waszej partii piszą: pedofilia obywatelska” - tak rzekł poseł Fogiel, jakby chcąc po raz któryś unaocznić, że “wojna plemienna” polega na równaniu do dwóch osób: do własnego wodza oraz do najbardziej wyzbytej hamulców osoby w swoim środowisku. Arłukowicz powiedział Boguckiemu, że chętnie zająłby się jego żoną. Odrażające zbrodnie dokonywane na dzieciach, odrażające potwornością sytuującą je w sferze bliskiej tabu, wykluczającą instrumentalizację dla potrzeb propagandy, a także atakowanie żon innych polityków - to sos, jakim polewa się duopol, nawet nie tyle pikantny, co niestrawny i przeterminowany. A oni tak “rozmawiali” przez pół godziny. Takie szkolenie dla szambonurków w niedzielny poranek.
Tytuł nagrania na kanale Polsatu na portalu YouTube? Krytyczny i zdystansowany wobec uczynienia personalnej wojny z bardzo poważnego tematu? Nie, przecież nic tak nie przyciąga jak polityczna subtelność rzeźnika. “Potężna awantura w studio” - trudno wymyśleć dziś lepszy towar eksportowy w tym bagnie nihilistów, zradykalizowanych nie pomimo braku merytorycznych argumentów, lecz właśnie z powodu tego braku.
Zanikł gdzieś w tej otchłani głos obecnego w studio wicemarszałka Sejmu Krzysztof Bosak który próbował merytorycznie odnieść się do kłopotów z porodówkami, krytykując rząd, ale też sygnalizując kierunki zmian. Chciałoby się przywołać “Mury” Jacka Kaczmarskiego: “Ten z nami! Ten przeciw nam! Kto sam ten nasz najgorszy wróg”. Bosak był jak jakiś intruz w krainie “samych swoich”. A może jak “sam swój” w krainie intruzów. Nie dość, że unikał wycieczek personalnych, nie dość, że nie koncentrował się na przeszłości, to jeszcze proponował rozwiązania. Kultura zdegradowana do poziomu naiwności wołała o pytanie: a co mu to daje – to, że nikogo nie obraża, to, że nie widzi w przeciwniku pedofila albo nie zajmuje się jego żoną? Czy on w ogóle nadaje się na polityka?
Jeśli ktoś po takich “debatach” nie ma kaca, to tylko dlatego, że ma go cały czas.


Komentarze
Pokaż komentarze