1. Powstanie Warszawskie nie było szaleństwem, lecz odpowiedzią na szaleństwo- niemieckie szaleństwo. Nienormalna reakcja w nienormalnej sytuacji jest normą - dowodził psychiatra Victor Frankl, który przeżył Holocaust. Upokarzany, rozstrzeliwany i wyrzucany przez okna naród tęskni za godnością, jak duszący się za świeżym powietrzem. Patrząc na Instagrama łatwo oceniać, na pewno łatwiej niż widząc czołgi za oknami.
2. Ludzie dzielą się na tych, którzy patrzą na dzieje narodowe używając kalkulatora i tych, którzy czynią to z pomocą ciśnieniomierza.
Realizm bez tego co nazywa się "romantyzmem" staje się tak oschłym, jak i brutalnym darwinizmem, "romantyzm" bez rozsądku prowadzi do szaleństwa. Realizm odpowiada na pytanie: "jak naród ma stać się silny?" i jest wskazany, lecz uboższy o sens i motywację, wywiedzione z odpowiedzi na pytanie: "a jaki jest ten naród?".
Posługując się analogią sportową, to jak drużyna z rozbudowaną szkółką młodzieżową w porównaniu do klubu zakupionego przez miliardera kupującego sukces
transferami, na które nikogo innego nie stać. Warto zarobić miliardy dzięki zawodnikom ze szkółki.
3. 1 sierpnia ludzie nie idą "czcić klęski", nie idą też sławić tych, którzy zdecydowali o wybuchu Powstania Warszawskiego. Powstania nie definiuje klęska, ale solidarność, patriotyzm, heroizm.
To historia o - jak to ujął raper Eldo -
"aniołach w czasach zagłady/aniołach z Warszawy, sile ducha i dumy/namiętnościach i wierze, która kruszyła w proch mury".
Młodzi ludzie, którzy bezinteresownie walczą o swój kraj, młodzi ludzie żyjący dla wartości, za które to życie można oddać zawsze będą dobrym wzorem - nie ma to związku z polityczną oceną decyzji o podjęciu powstańczej walki.
Jeśli mielibyśmy gdzieś dokonywać "modyfikacji romantyzmu" to w takim duchu, o jakim pisał Roman Dmowski, czyli powinniśmy odrzucić przekonanie o "wyższości moralnej" jako usprawiedliwienie przegranej, a zarazem racjonalizację bierności.
Niech i nasze pokrzepienie serc stanowi generał Patton: "Celem wojny nie jest śmierć za ojczyznę, ale sprawienie, aby tamte skurwysyny umierali za swoją”. Niech i nasze umysły pobudzi myśl Herlinga- Grudzińskiego, że za dużo mówimy o glorii i chwale, a zbyt mało o trudzie i wysiłku potrzebnych, by zwyciężyć.
4. Fiodor Dostojewski przywoływał myśl Jeana Jacquesa Rousseau, że ludzie wolą to co w nich złe niż to co słabe.
Wydaje się, że wielu z nas bardziej boi się oskarżenia o naiwność niż o cynizm. Pokusa ukrycia się za maską "człowieka rozsądnego", dokonującego wiwisekcji rzeczywistości przy pomocy równań i kalkulatora, pokusa przybrania miny tego "pogodnego mędrca, który widzi więcej" (z "Dziennika 1954" Leopolda Tyrmanda) - to wszystko bywa po prostu poszukiwaniem pancerza.
Najłatwiej jest być "programowo nie zaangażowanym", bo przecież wtedy trudno zrobić coś źle, najwygodniej jest nie wyrażać emocji, odczuć, nie wykazywać wrażliwości (także tej narodowej), bo wtedy nie jest się narażonym na atak. Tak, permanentny dystans bywa rozsądkiem, a bywa tchórzostwem.
5. Szufladki mają porządkować świat, a tak naprawdę go spłacają. Tkwimy w opozycji zbudowanej na podziale realizm-romantyzm. Ona też rozpościera niewidoczne barierki wokół dyskusji o Powstaniu.
Dwóch wielkich architektów polskości - Adam Mickiewicz i Roman Dmowski - wyrażali poglądy odmienne, a zarazem znakomicie się uzupełniające w relacji do narodu.
Naród bez duszy, poczucia tożsamości, więzi międzypokoleniowej i społecznej staje się zbiorem pierwiastków. Mickiewicz pisał o poezji Juliusza Słowackiego jako o "kościele bez Boga" - sugerował, że Słowacki ma znakomity warsztat, posługuje się pięknym jezykiem, świetnie składa strofy, lecz nie przemawia przez niego natchnienie, rodzaj metafizycznego pobudzenia, jakie odróżnia rzemieślnika od twórcy.
Dmowski myślał i o "kościele" i o "Bogu". Naród nowoczesny miał być zorganizowany, aktywny, ale też połączony wartościami i odczuwaniem narodowym.
Dmowski nie był żadnym symetrystą ani "czlowiekiem środka" - on po prostu znakomicie scalał, syntetyzował nurty, które wielu uparcie próbuje rozdzielić. To realizm jako metoda, poczucie narodowej tożsamości jako podstawa "wiary, że warto", chrześcijański system wartości (nakazujący potępiać autora euforycznie reagującego na mordowanie Niemców w jednym z państw afrykańskich) jako fundament etyki w relacjach międzyludzkich.
Roman Dmowski w "Myślach nowoczesnego Polaka" pisał:
"Iluż to jest ludzi, którzy, mówiąc o obcych krajach, powołują się na mężów stanu, dziejopisarzy, przytaczają fakty i cyfry, gdy zaś zaczepimy ich o najistotniejsze zagadnienia własnego bytu narodowego, nie umieją wybrnąć poza Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego!... Prawda, że genjusz ostatnich głębiej sięgnął w kwestje narodowo-polityczne, niż jakakolwiek inna poezja świata; prawda, że my jeszcze jesteśmy tak mało uspołecznieni, tak mało ucywilizowani politycznie, iż, chcąc być „dobrymi Polakami”, musimy robić sobie z patrjotyzmu religię, a każda religja musi mieć swoje księgi święte; ale nawet najreligijniejsi ludzie umieją oświetlać kościoły elektrycznością, gdy my w swej świątyni narodowej palimy ciągle stare woskowe świece."


Komentarze
Pokaż komentarze (6)