Zakupione za miliony dolarów urządzenie emitujące fale radiowe, testowane dziś przez Pentagon, przywraca do życia spór, który nigdy nie został rozstrzygnięty. Czy syndrom hawański jest chorobą bez sprawcy — czy pierwszym sygnałem nowej epoki wojny niewidzialnej?
Na początku była wiadomość. Krótka, chłodna, podana językiem urzędniczej ostrożności: Pentagon od ponad roku testuje urządzenie, które „według niektórych badaczy” może być powiązane z syndromem hawańskim. Tyle wystarczyło, by wróciły pytania, które nigdy naprawdę nie zniknęły — o naturę tej choroby, o granice współczesnej wojny i o to, czy broń przyszłości już dawno nie znalazła się w użyciu.
Urządzenie, jak donosi CNN, mieści się w plecaku. Nie ma lufy ani ostrza. Nie pozostawia krwi na chodniku. Emisja fal radiowych — tyle oficjalnie wiadomo. Zakupione za „ośmiocyfrową” sumę w ostatnich dniach prezydentury Joe Bidena przez Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego, zawiera komponenty rosyjskiego pochodzenia. Reszta tonie w ciszy. CIA, Pentagon i DHS odmawiają komentarza, jakby samo mówienie o tym przedmiocie nadawało mu zbyt realny kształt.
Największy niepokój śledczych nie dotyczy jednak samego urządzenia, lecz tego, co ono symbolizuje. Jeśli da się dziś zamknąć w plecaku technologię zdolną wywoływać dezorientację, ból neurologiczny, trwałe zmiany w mózgu — to jutro może ona przestać być domeną państw. Może stać się towarem. Narzędziem, które nie wymaga armii, jedynie wiedzy i pieniędzy.
Ten lęk nie pojawił się znikąd. Jego źródłem jest śledztwo opublikowane w kwietniu 2024 roku — jedno z najbardziej ambitnych dziennikarskich dochodzeń ostatnich lat. Przez ponad rok zespoły The Insider, „Der Spiegel” i CBS 60 Minutes układały rozsypane fragmenty w jedną narrację. Nie o chorobie, lecz o operacji. Nie o tajemniczym syndromie, lecz o metodzie.
W centrum tej narracji pojawiła się jednostka GRU 29155 — ta sama, która wcześniej zasłynęła zamachami, sabotażem i próbami destabilizacji państw Zachodu. Dziennikarze wskazali, że jej członkowie byli obecni w tych samych miastach i w tych samych momentach, w których amerykańscy dyplomaci i oficerowie wywiadu doświadczali anomalnych incydentów zdrowotnych. Frankfurt, Guangzhou, Tbilisi. Miejsca pozornie odległe, połączone niewidzialną linią.
Niektóre ofiary rozpoznały twarze. Inne przypomniały sobie, że ktoś obserwował ich tuż przed wystąpieniem objawów. Dokumenty sugerowały, że oficerowie 29155 otrzymywali nagrody i awanse za prace nad „nieśmiercionośną bronią akustyczną” — terminem dobrze znanym rosyjskiej literaturze wojskowej, opisującym oddziaływanie fal na ludzki mózg. W tle pojawiały się wojskowe instytuty badawcze, laboratoria zajmujące się ultradźwiękami i elektromagnetyzmem, a także sugestia, że pierwsze przypadki mogły mieć miejsce już w 2014 roku — zanim ktokolwiek usłyszał o Hawanie.
To nie była opowieść o jednym incydencie. To była mapa testów. Próby generalne nowego rodzaju przemocy, który nie zabija, lecz pozostawia ślad w systemie nerwowym. Broń, która działa w ciszy i znika wraz z bólem.
Rosja odrzuciła oskarżenia jako medialne fantazje. Oficjalny raport amerykańskiego wywiadu z 2023 roku uznał udział obcego państwa za „bardzo mało prawdopodobny”, co spotkało się z gniewem ofiar — ludzi, którzy czuli, że zostali pozostawieni samym sobie, z diagnozą bez sprawcy. Sprawa wydawała się zamknięta administracyjnie, lecz nie moralnie.
Dlatego raport Komisji ds. Wywiadu Izby Reprezentantów z końca 2024 roku zabrzmiał jak powrót rozsądku. Potwierdził wiele ustaleń dziennikarzy i wezwał do ponownego, gruntownego śledztwa. A potem, na początku 2026 roku, pojawiła się wiadomość o plecakowym urządzeniu testowanym przez Pentagon. Jakby państwo, które publicznie wątpiło, prywatnie postanowiło sprawdzić.
Nie wiadomo jeszcze, czy testy potwierdzą najczarniejsze scenariusze. Nie wiadomo, czy urządzenie rzeczywiście odtwarza objawy syndromu hawańskiego. Wiadomo tylko, że granica między teorią a praktyką znów się przesunęła. A wraz z nią zmieniło się pytanie.
Nie brzmi ono już: czy taka broń istnieje?
Brzmi raczej: kto jeszcze ją posiada — i kto odważy się jej użyć?
W świecie, w którym wojna coraz rzadziej wybucha, a coraz częściej pulsuje, plecak może być bardziej niebezpieczny niż czołg. A cisza — groźniejsza niż eksplozja.
Inne tematy w dziale Polityka