No i mamy. Krótka droga dzieliła zachwyty nad wprowadzonymi e-sądami od alarmistycznych głosów i ostrzeżeń:
„Uważaj na e-sądy. Nie daj z siebie zrobić jelenia
Pierwszy e-sąd rozpoczął działalność na początku 2010 roku. Niestety okazało się, że narzędzie to wykorzystywane jest w ogromnej mierze przez nieuczciwe banki i firmy windykacyjne.”
Tego można było się spodziewać. Już bowiem postępowanie uproszczone, czy nakazowe w wersji papierowej bywa wykorzystywane przez różnych oszustów.
W e-sądach, ten proceder został podniesiony do kwadratu. Tu juz różni oszuści idą na całość i „wnoszą bezpodstawne pozwy dotyczące spraw dawno już przedawnionych, lub też takich, których nie udało im się "przepchnąć" przed sądem tradycyjnym. Liczą oczywiście przy tym, że pozwany nie zorientuje się, iż sprawa jest przedawniona i zapłaci wydany przez e-sąd nakaz zapłaty.
Ponadto wnoszą powództwa, "mimo że nie ma żadnych podstaw do rozpatrzenia sprawy w trybie elektronicznego postępowania upominawczego". „
powód w e-postępowaniu musi wnieść opłatę sądową wynoszącą zaledwie jedną czwartą opłaty, którą musiałby zapłacić w zwykłym postępowaniu (nie mniej jednak niż 30 zł). Nawet więc jeżeli część z pozwanych zorientuje się w "przekręcie", to i tak w sumie nieuczciwe firmy wyjdą "na swoje".
O możliwości wnoszenia trefnych spraw od dawna ostrzegali Ministerstwo Sprawiedliwości sędziowie i jak się okazało, mieli w 100% rację. Na szczęście (chociaż szkoda, że tak późno) trwają już podobno odpowiednie prace legislacyjne, które mają za zadanie doprecyzować kpc w tej materii.
A przecież jeszcze dwa tygodnie temu słyszałem słowa pełne pochwał z ust chłopaczka, który jeszcze 102 dni temu piastował stanowisko szefa resortu sprawiedliwości... i ten pan, który obecnie piastuje to stanowisko również e-sądy pochwalał.
Otóż, zachwycali się nad tą procedurą wyłącznie ci, którzy z resortem sprawiedliwości nie mieli nic wspólnego, a sąd znali wyłącznie z występów pani sędzi Wesołowskiej...
Kiedyś, za peerelu jeszcze pamiętam alarm jaki podniesiono, kiedy to I prezesem SN został co prawda profesor, ale pan ten nigdy nic nie miał wspólnego z orzekaniem i z wymiarem sprawiedliwości w ogóle. Za peerelu to przeszło, bo widocznie partia go wybrała, ale teraz? Najwidoczniej wrócono do praktyk peerelu, o czym świadczy chociażby powrót do sowieckiej koncepcji rozdziału Prokuratury Generalnej od Ministerstwa Sprawiedliwości. Powrót ten obecnie wyraża się powoływaniem na stanowiska szefów ministerstw osób całkowicie niekompetentnych. W resorcie sprawiedliwości jest to szczególnie widoczne i na efekty takiej polityki personalnej w rządzie czekać długo nie trzeba. Od lat resort ten nie ma szczęścia do ministra... i fatalne decyzje w obsadzie szefa tego resortu datują się jeszcze na schyłkowy okres AWS-u.
To, że szefem resortu sprawiedliwości jest osoba niekompetentna, tj. taka która z wymiarem sprawiedliwości nie miała nigdy kontaktu zawodowego przekłada się na pochwalanie albo wprowadzanie w życie koncepcji, które tę dziedzinę życia wypaczają... i traci na tym społeczeństwo.
Nie więc, ta e-wpadka, te e-sądy to następstwo takiej a nie innej polityki kadrowej szefa partii rządzącej na rym polu. Polityka ta opiera się na przekonaniu, że szefem resortu sprawiedliwości ma nie być nikt spośród praktyków prawa i nie praktykom prawa ma służyć ten resort, ale zwykłym obywatelom. Rzecz w tym, że dzięki takiej a nie innej polityce kadrowej osiąga się rezultat odwrotny do zamierzonego, tj. wymiar sprawiedliwości przekształca się w dziedzinę szkodzącą, nie zaś pomagającą obywatelowi. No, ale ci głupcy o tym nie wiedzą...
Inne tematy w dziale Polityka