Stara elektrownia, którą skradziono Łodzi.
Stara elektrownia, którą skradziono Łodzi.
Jakelo Jakelo
494
BLOG

Pamiętna i haniebna łódzka prywatyzacja.

Jakelo Jakelo Polityka Obserwuj notkę 0

 Głośno jest ostatnio w Mieście Łodzi o zamiarach sprywatyzowania, czyli sprzedania obcemu kapitałowi ZWiK-u, czyli przedsiębiorstwa dostarczającego wodę i odbierającego ścieki.

Łódź w okresie międzywojennym przeżyła już jedną, bardzo brzemienną w skutkach prywatyzację przedsiębiorstwa dostarczającego dość podstawowe dobro, bo energię elektryczną.

Elektrownia łódzka, będąca od dnia 15 listopada 1918r. pod zarządem Państwowym, jako że po firmie z Petersburga, którą „znacjonalizowali” po rewolucji  sowieci pozostały tylko nic nie warte akcje, podlegała Urzędowi Elektryfikacyjnemu przy Ministerstwie Przemysłu i Handlu. Zarządcą Państwowym na mocy rozporządzenia Ministerstwa Przemysłu i Handlu ogłoszonego w „Monitorze Polskim“ z dnia 28 czerwca 1919 za nr 1920 mianowanym został inż. Leon Golc“.

Po wojnie zaczął się rozwój elektrowni, rozwój dość znaczny, bo na jej rozbudowę przeznaczano wszystkie zyski, jako że na razie nie było komu ich wypłacać w formie dywidendy. Dzięki temu energia elektryczna w Łodzi była tania, a elektrownia coraz nowocześniejsza. Mówiło się też, że na mocy ustawy elektrownia ta ma zostać własnością komunalną.

Ale niestety, okazało się, że nie śpią posiadacze papierowych akcji wystawionych przez nieistniejącą petersburską firmę.  Działania ich można porównać z działaniami papierowych akcji jakiejś firmy na Śląsku (Giszewy).  

Kilkuletnie starania różnych geszefciarzy doprowadziło do, jak napisał w 1926 r. Rapalski „zaprzepaszczenia łódzkiej elektrowni”. Skrywanym rodzynkiem w tych całych staraniach geszefciarzy jest udział byłego nadburmistrza Łodzi i premiera – Leopolda Skulskiego. Przez jakiś okres czasu usiłował złodziejsko „uwłaszczyć” się na tej elektrowni, ale oceniwszy swoje siły postanowił skumać się z europejskimi geszefciarzami – właścicielami akcji bez wartości, którzy   rościli sobie złodziejskie prawa do łódzkiej elektrowni.

„Odzyskanie prawa własności” elektrowni to całe lata starań b. koncesjonariuszy w okresie międzywojennym. To całe pasmo nie przebierających w środkach zabiegów - wybiegów, kombinacji i oszustw – czytam w wikipedii. Dlatego elektrownia łódzka przeszła w 1925r. w ręce prywatne i do tego w dużej części niemieckie, po karkołomnym ominięciu przepisów traktatu wersalskiego. Żydzi, którzy byli posiadaczami „nic nie wartych” akcji z Niemców ekspresowo przefarbowali się na Szwajcarów. W zmowie ze Skulskim uzyskali koncesję w 1925r. na mocy tzw. Uprawnienia Rządowego nr 12 na lat 40. Nie obyło się bez protestów działaczy samorządowych, mieszkańców Łodzi.

Skulskiego chciano postawić w stan oskarżenia, no ale Witos załatwił mu stanowisko sędziego Trybunału Stanu. Opłacony sowicie Skulski wyniósł się do Warszawy, a później na kresy, udawać ziemianina.

A co działo się w Łodzi. Szybko zorientowano się, że miasto Łódż zostało oszukane; samo dostało zaledwie 20% akcji nowej spółki akcyjnej - „Łódzkiego Towarzystwa Elektrycznego SA”, reszta należała do kapitału szwajcarskiego a przede wszystkim belgijskiego oraz niemieckich kapitalistów. Wkrótce miasto sprzedało i te 20% akcji.

Tymczasem obcy kapitał, który zawładnął łódzką elektrownią obławiał się sowicie. Posiadaczom akcji wypłacano ogromne dywidendy, członkom zarządu horrendalnie wysokie pensje, a mimo to każdy rok bilansowy zamykano czystym zyskiem 4 milionów zł. Te dochody mogły być stałymi dochodami miasta i służyć jego rozwojowi.

Po kilku latach sprawa łódzkiej elektrowni wypłynęła ponownie na powierzchnię. Okazało się bowiem, że najdroższy w Polsce prąd jest w mieście Łodzi. Prasa zaczęła bić na alarm. Historię wielkiego przemysłowego miasta, rzuconego na łup sprytnych geszefciarzy, przypominały czytelnikom dzienniki nie tylko łódzkie czy stołeczne, ale też poznańskie i śląskie. Ostra w tonie krytyka odezwała się z wielu naraz stron. W samych już tytułach gazety wołały: „Rak na organizmie państwa, kto rządzi w mieście Łodzi. Elektrownia wywozi ogromne kapitały. Afera z przekazaniem ważnego obiektu w obce ręce. Kto trzyma elektrownię w kieszeni. Mieszkaniec Łodzi płaci 76 groszy za jedną kilowatogodzinę. Elektrownia ściąga zbójecko wysoki haracz, a pieniądze wywozi za granicę”. „Łódź padła na kolana przed akcjonariuszami elektrowni. (...) Po to, żeby otrzymać zagraniczną pożyczkę magistrat oddal dobrowolnie akcje, które uzyskał w 1925 z tytułu umowy z Łódzkim Towarzystwem Elektrycznym. W ten oto sposób spór o elektrownię dobiegł końca. W ręce belgijskich finansistów wpadło kilka tysięcy akcji, z których każda przynosiła 6-procentową, murowaną dywidendę rocznie. Porównajmy: wpływy ze sprzedaży energii elektrycznej podnosiły się w 1937 do 23 000 000 złotych. Z tytułu dywidend z reszty posiadanych jeszcze akcji miastu wypłacono z tej sumy 400 000 złotych. Spisek międzynarodowych geszefciarzy zakończył się pełnym powodzeniem. Magistrat miasta Łodzi został wymanewrowany”.

Wszystko to trzeba przypomnieć teraz, kiedy zgraja idiotów zamierza sprywatyzować łódzkie wodociągi, przedsiębiorstwo może nie tak dochodowe jak przedwojenna  łódzka elektrownia, ale też nie deficytowe.

Jakie będą następstwa tej prywatyzacji?  Nie trudno przewidzieć. Podwyżka cen wody, na czym stracą wszyscy mieszkańcy  Łodzi. Stanowiska kierownicze zostaną obsadzone jakimiś Francuzami albo co gorsza Niemcami, którym będą wypłacane horendalnie wysokie uposażenia, za granicę będą odprowadzane zyski, które powinny być obracane na potrzeby miasta. Łódź i jego mieszkańcy poniosą nie pierwszy raz w historii dotkliwą stratę.

Łodzianie!!! Zostaniemy oszukani przez geszefciarzy prowadzonych przez jakiegoś taniego sprzedawczyka, tak jak nasi dziadowie 90 lat temu!!! Nie wolno dać się oszukać tym farbowanym lisom…

 

PS. L. Skulski, o którym mówi się, że był największym łódzkim aptekarzem, a tak w ogóle to był tu producentem krochmalu, dziś jest postacią historyczną na topie. Cztery lata temu powiesili na frontonie Urzędu Miasta tablicę pamiątkową, jakby puszczano mu w niepamięć tamtą kradzież i działanie na szkodę miasta i jego mieszkańców i jakby chciano dać na przykład współczesnym jego geszefciarstwo i złodziejskie uwłaszczanie się. W ubiegłym roku powieszono tablicę ku jego czci w Zamościu, jako że tam się urodził. Tak jakby miał być drugim Zamoyskim, a przecież nie był…

.   

Jakelo
O mnie Jakelo

Prawnik

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka