Cóż można napisać o tej katastrofie...
Bo przecież nie wypada przytoczyć zdania z komedii o polskiej polityce i ministrach:
-A kto tak poukładał rozkłady jazdy, że się pociągi powykolejały…
Klika dni wcześniej w Łodzi doszło do incydentu tramwajowego, na który niewiele osób zwróciło uwagę: na linii tramwajowej z jednym torem na torze spotkały się dwa tramwaje jadące w przeciwnych kierunkach. Nic nikomu się nie stało, bo na tym odcinku tramwaje poruszają się z prędkością 10 km/godz i motorniczy zdążyli zatrzymać kierowane przez nich pojazdy, ale zdarzenie to też dało do rozmyślań typu jak do tego doszło: czy zawinił sygnalizator, czy też wzrok motorniczego. To była taka łódzka zapowiedź tego co się zdarzyło pod Szczekocinami…
Tam, wg. informacji nie starano się zatrzymać pociągu… I teraz cały naród zastanawia się, jak mogło dojść do tego, do czego doszło.
Jeżeli prawdą jest, że chwilę przed katastrofą jeden z pociągów stał pod semaforem i po tym jak ruszył nabrał prędkości, to albo błędnie podano komendę do jazdy, albo…
Kiedyś jadąc na wakacje miałem taką oto przygodę kolejową: pociąg stał na semaforze na podłódzkiej stacyjce na której nie powinien się zatrzymywać… Po pięciu minutach w budynku nastawni pojawiła się uśmiechnięta pani, niosąca wiadro wody. Okazało się że poszła po wodę do studni i zapomniała nastawić odpowiedniego światła na semaforze… Kierownik pociągu skomentował to: staliśmy tu jak te ch… Przez nią pociąg nabrał opóźnienia, które od kilku minut wzrosło do ponad godziny gdzieś na Wybrzeżu.
Więc może był to błąd maszynisty, który do czerwonego światła podszedł rutynowo, tj. „po co ja tu stoję, jak ten ch.., przecież nic z przeciwka nie jedzie, pewnie ktoś zapomniał podać światło, nabiorę niepotrzebnie opóźnienia”. No i ruszył pomimo braku odpowiedniej komendy.
Wiem, że nie powinienem, że wielu powie, że moje oceny są niewłaściwe itd., itp.
Trzydzieści lat temu uczono mnie np. na historii, że każde wydarzenie ma swoje przyczyny, przebieg i skutki. Nie wiem czy tego uczą obecnie, słyszałem, ze uczą rozwiązywania testów, bo one ponoć są najlepszym sprawdzianem wiedzy…
Przyczyny mogą być bliższe lub dalsze. O bliższych już było, tj. mogą być dwie, a jakie były przyczyny dalsze, czyli pośrednie katastrofy pod Szczekocinami…
Gdybym trzydzieści lat temu na lekcji geografii, albo jeszcze na ustnym egzaminie z geografii na pytanie o trasę pociągu z Przemyśla do Warszawy, odpowiedział, że przebiega ona przez Szczekociny, profesor wyrzuciłby mnie z egzaminu z dwóją. A jednak trzydzieści lat później do tego doszło, że pociąg relacji Przemyśl – Warszawa jedzie przez Szczekociny. Najwidoczniej na kolei nie znają twierdzenia Pitagorasa… W wyniku tego trasę relacji Przemyśl – Warszawa z czterystu kilometrów, gdyby prowadziła przez Sandomierz albo Lublin wydłużone do prawie sześciuset. Linia Sandomierz- Skarżysko do tego stopnia jest zaniedbana, że pociągi tamtędy w ogóle przez kilka lat nie kursowały, a ostatnio jeden kursuje ale to tez z prędkością 30 km/godz. Zaniedbanie wielu linii kolejowych aż do konieczności wyłączenia ich z użytkowania a przeniesienie ruchu na trasy alternatywne i dodatkowe ich obciążanie, to pierwsza pośrednia przyczyna katastrofy pod Szczekocinami, bo taką nadmiernie obciążoną trasą jest obecnie CMK.
Doszło do niej dlatego, że trasa CMK jest nadmiernie obciążona ruchem, co jest następstwem złego stanu technicznego albo wyłączenia z użytkowania innych linii kolejowych.
Czyli, że wymówka z Nikosia, wyżej cytowana, jest nadal aktualna…
Druga przyczyna pośrednia katastrofy pod Szczekocinami to podział PKP na wiele spółek, w tym na dwie zajmujące się ruchem pociągów pasażerskich. Odbywa się pomiędzy nimi niezdrowa rywalizacja, co obniża poziom bezpieczeństwa na kolei… W niedzielnym programie informacyjnym, nadawanym w porze śniadaniowej usłyszałem śmiałe stwierdzenie pewnego profesora kolejnictwa, że podział PKP dokonany 12 lat temu był złą, szkodliwą operacją. A przeprowadzono ten podział po prostu dlatego, że chciał tego Jewrosojuz. Czyli wejście Polski do tej instytucji, a raczej serwilistyczne spełnianie każdego jego żądania to kolejna, pośrednia przyczyna katastrofy pod Szczekocinami. To udało mi się usłyszeć w publicznej telewizji, bo głos profesora zdołał się przedrzeć przez werbalne wysiłki prezenterki, zmierzające do zakłócenia tej wypowiedzi, tak jak kiedyś komusze zagłusz arki zakłócały RWE. W następstwie spełniania kolejowych zachcianek Jewrosojuza powstała ogólnie rzecz biorąc sytuacja niezdrowa w polskim kolejnictwie, sytuacja katastrofogenna. Sytuację tę tworzy wielość podmiotów zajmujących się koleją, podmiotów o sprzecznych interesach, dążących do maksymalnych zysków kosztem bezpieczeństwa i poziomu obsługi pasażera…
Mówiło się też przez całą niedzielę na wszystkich stacjach o „oświatowym” upadku polskiego kolejnictwa, o tym, że nie ma szkół zawodowych uczących specjalistów w tej dziedzinie… To oczywiście osłabia czynnik ludzki.
Jaki będą następstwa tej katastrofy, oczywiście te długofalowe. Ja bym chciał, żeby zmienił się stosunek do kolejnictwa i zaczęło się poważne inwestowanie w kolej. Nam nie potrzeba Kolei Dużych Prędkości, bo Polska nie jest aż tak rozległym krajem. Wystarczą tu pociągi pospieszne, poruszające się ze średnią prędkością 120 km/godz. Nam potrzebne są normalne koleje, bezpiecznie przewożące pasażerów z miasta A do miasta B możliwie najkrótszą drogą, w najkrótszym czasie.
Rozważyć wypadałoby, czy nie było poronionym pomysłem to Buzkowe dzielenie PKP na wiele spółek i czy nie należałoby dokonać ich połączenia w jedną.
Inne tematy w dziale Polityka