Stary, czarnobiały film polski, który przedstawia w jaki sposób o mało co nie doszłoby do katastrofy kolejowej. Przyczyny niedoszłej katastrofy były błahe. Psikus dzieciacki sprawił, że do jednej z lamp dróżnik nie dolał oleju (bo to w czasach lamp olejowych i parowozów się działo) no i lampa na semaforze (takim mechaniczno-świetlnym z opuszczanym ramieniem i lampami) przestała się palić. Pociąg przejechałby semafor w pozycji stój, bo byłby on dla maszynisty niewidoczny, gdyby nie poświęcenie starego człowieka, który stanął na torze by zatrzymać pociąg. Od tamtego filmu pamiętam, że najważniejszy na kolei to jest semafor…
Zawsze mi się wydawało, że jeżeli pociąg „A” jedzie po torze niewłaściwym, bo semafor podawał mu światło do jazdy, to w przeciwnym kierunku na tym samym torze odpowiednio wcześniej musi być włączone światło czerwone. I musi włączać się ono automatem, niezależnie od woli dyżurnego ruchu i tym bardziej tak powinno być na odcinku, na którym pociąg może być skierowany z toru właściwego na tor niewłaściwy. Jest przecież oczywiste, że na tym torze należy zatrzymać pociąg „B”, jadący w przeciwnym kierunku niż pociąg „A”, dla którego byłby to tor właściwy.
Tymczasem o niczym takim nie słyszę i nie czytam w komentarzach i diagnozach przyczyn katastrofy.
Albo czerwone światło dla pociągu „B” nie było zapalone, albo było i zostało zignorowane przez maszynistę, albo…
Albo w ogóle takiego sygnalizatora dla pociągu „B” nie było...
To jest najistotniejsza informacja, najistotniejsza dla ustalenia przyczyn i ewentualnej odpowiedzialności za szczekocińską katastrofę a nikt o niej nie mówi, a przynajmniej ja jej nie usłyszałem ani jej nie przeczytałem…
Oczywiście, że po tym jak pociąg „B” minął już zwrotnicę powrotną na tor właściwy dla pociągu „A”, to pociąg ten nie powinien zostać skierowany na ten dla niego niewłaściwy tor. Możliwość taka powinna być automatycznie zablokowana i sygnał do jazdy dla pociągu „A” mógłby się zapalić dopiero po wyminięciu go przez pociąg „B”.
Jeżeli takiego sygnalizatora nie było, albo takiej blokady nie było to nasuwa się pytanie kto za to odpowiada i w jakim kraju my żyjemy?
To wszystko wydarzyło się na szlaku kolejowym, który ma być europejskim szlakiem południe-północ, nowoczesnym i rzekomo bezpiecznym, tymczasem wiele wskazuje na to, że strach tamtędy podróżować. Słyszy się, że winę za katastrofę pod Szczekocinami ponosi człowiek – dyżurny ruchu, który dał drogę pociągowi „A”. A ja myślę, że winny tu jest nie ten jeden człowiek ale system i ten, kto ten system tam, pod Szczekocinami wprowadził.
Pociąg „A” – rel. Warszawa – Kraków,
Pociąg „B” – rel. Przemyśl-Warszawa.
Inne tematy w dziale Polityka