Moja wojna z łódzkim MPK.
Pisałem tu już, że prowadzę wojnę z łódzkim MPK o przywrócenie na moje osiedle linii tramwajowej, która przez 50 lat, do końca marca jeździła a od 1 kwietnia nie jeździ, czyli biję się o ten tramwaj co na Stoki już nie chodzi.
Prawdopodobnie wojnę przegram, na co wskazuje pisemko, które otrzymałem od ZDiT-u czyli od urzędników miejskich, z którego wynika, że z likwidacji linii, powinienem był być zadowolony, bo inna linia dojeżdżająca na Stoki (oczywiście z innego rejonu miasta) chodzi co 8 minut w szczycie.. Nie mam tramwaju, który dowoził mnie tam gdzie chciałem i skąd chciałem (i wielu innych, np., dzieci do szkół) ale za to mam inny i powinienem się cieszyć.
Całość przypomina mi sceny z Misia, gdzie warszawskie MZK kazało się ludności cieszyć z tego, że tramwaje nie kursują.
Kto nie zna Łodzi, to wyjaśniam, że tramwaj, który do tej pory jeździł skrócono o dwa kilometry i należy się przesiadać. Na tramwaj odjeżdżający z pętli bliższej Śródmieścia. Ile razy jadę, to ten mój tramwaj, na który zmuszony jestem się przesiąść odjeżdża z przystanku prze przyjazdem tramwaju, z którego wysiadam. Mogło być na odwrót, no ale urzędnik miejski wymyślił inaczej…
A tak w ogóle, to tam nie ma żadnego szczytu i jedna linia tramwajowa kursująca co 8 minut nie jest potrzebna. Wystarczyłyby dwa tramwaje kursujące z częstotliwością co 15 minut i to dla tego osiedla byłaby wystarczająca obsługa w w obydwóch kierunkach. No, ale urzędnik tego nie wie i uprzykrza ludziom życie. Wracający po zmroku narażeni są na przesiadki w miejscu nieoświetlonym, w którym strach czekać nawet te 5 minut, a najczęściej 10.
Piszę to ledwo po tym, jak w telewizji red. Rolicki stwierdził, że zmorą Polaków są urzędnicy gminni, miejscy , którzy uprzykrzają ludziom życie. Przykładzie łódzkiego ZDiT wskazuje, że ma rację. To głupi urzędnik konkretnie wydaje decyzje, po których ludzi szlag trafia…
Do tego jakiś obywatel poskarżył się urzędnikom, że tramwaje za bardzo hałasują i że powodują drgania tak, że w kredensie dzwonią szklanki. Być może że i tak jest, ale uwzględniając takie skargi należałoby zlikwidować tramwaje w miastach.
Słowem, ni to wojna, ni kabaret z miejskimi urzędasami.
Inny przykład: na stronach telegazety były jeszcze w ubiegłym roku rozkłady jazdy. Każdy więc przed wyjściem z domu mógł sobie ustalić odjazd autobusu albo tramwaju, co potrzebne było tak, gdzie kursy są co 20 minut, żeby nie stać niepotrzebnie na przystanku. Teraz telegazeta przeprasza, że MPK nie podpisało z nimi umowy i rozkładów nie ma… W zamian pewien spec od MPK, o ptasim nazwisku, który niedawno wrócił z krainy kangurów uruchomił usługę telefoniczną. Kto chce sprawdzić odjazd autobusu albo tramwaju może sobie zadzwonić…
Inne tematy w dziale Polityka