W Paryżu nastąpiła kolejna w tym roku w Europie po Moskwie ceremonia objęcia urzędu przez nowego prezydenta republiki.
Prawdę mówiąc zainteresowany jestem inną ceremonią zaprzysiężenia nowego prezydenta, która to zaplanowana jest na 20 stycznia przyszłego roku. Bardzo bym chciał, żeby tego dnia w Ameryce urząd prezydenta objął nowy elekt. To byłby najpiękniejszy prezent, jaki Naród Amerykański sprawiłby mi na moje 50 urodziny.
W tym pragnieniu zmiany prezydenta USA utwierdziła mnie wypowiedź pana Obamy, że jest za legalizacją małżeństw homoseksualistów. Dziwna to wypowiedź bo sprawa małżeństwa w Ameryce nie jest materią federalną, ale pozostawioną poszczególnym stanom. Większość z nich wprowadziło zakaz małżeństw homoseksualistów. 38 stanem, który to uczynił jest Północna Karolina, której obywatele w niedawnym referendum (którymś już z kolei na ten temat w tym stanie) opowiedzieli się przeciwko wprowadzeniu małżeństw homoseksualistów. Z tego powodu deklaracja Obamy jest bez większego znaczenia.
Pan Obama stwierdził, że jest za małżeństwami dla homoseksualistów bo o ich wprowadzenie do porządku prawnego prosiły go jego nastoletnie córki. Córuchny pana Obamy mają ponoć szkolne koleżanki, które są lesbijkami i one prosiły je, żeby ubłagały tatusia o większe względy dla miłości lesbijskiej. I tatuś Obama je usłuchał.
Na tym tle rysują się dwa zagadnienia. Pierwsze z nich, to zagadnienie władzy ojcowskiej i wychowania dzieci przez pana Obamę. I tu uważam, że jako ojciec córkom, słysząc, że zadają się one z lesbijkami, czyli z dewiantkami poprosiłbym córki, albo wręcz nakazał, żeby z tymi lesbijkami przestały się zadawać i mieć jakiekolwiek kontakty. No, ale on tego nie robi, a wręcz przeciwnie: rozgłasza światu, że nie tylko nie wychowuje swoich córek ale pozwala im na kontakty z dewiantkami.
Nie działa nawet dla własnego dobra, bo że córki mają kontakty z lesbijkami to żadnemu ojcu sławy nie przysparza, a zwłaszcza ojcu, który pełni urząd prezydenta republiki będącej światowym mocarstwem. W imię zasady Primum ius non nocere prosiłbym albo nakazał latoroślom o zerwanie kontaktów z lesbijkami. Zresztą, szkodzą nie tylko ojcu ale przede wszystkim sobie, bo kontakty z dewiantkami dla nikogo wzbogacające nie mogą być. Pater familias odpowiedzialny za swoje dzieci powinien położyć kres ich związkom z dewiantkami.
Drugie zagadnienie, to wpływ nastolatek na decyzje prezydenta Ameryki. Diabli wiedzą na jakie jeszcze decyzje tego męża stanu mają wpływ nastoletnie smarkule. Jakim ich prośbom albo groźbom jest pan Obama skłonny, albo zmuszony ulec.
I tu zaczynam być niespokojny o losy świata i własnego bezpieczeństwa.
I to wszystko sprawia, że moim marzeniem jest aby Mr. Obama podzielił najbliższej jesieni los monsieur Sarkozego.
Inne tematy w dziale Polityka