Dodam swoje trzy słowa… w temacie ochrony religii.
Przy różnych okazjach podnoszony jest problem obrony wolności i wyznań przed bezprawnymi naruszeniami, pogwałceniami i tym podobnym działaniom.
Ostatnio to jakąś Dodę, czy kogoś takiego, skazano za coś tam… o czym usłyszałem w jakiejś tam stacji i z okazji tegoż dziennikarz w wymiętej koszuli i jakiś doktor w czarnej koszuli w białe paski rozhowory toczyli przez kwadrans. Kim jest Doda, to mnie nie interesuje, a czym się zajmuje, tego nie wiem… ale, że meczu akurat nie było żadnego tu puściłem telewizor na tę stację… że też mnie coś podkusiło…
Mnóstwo jak zwykle przy takiej okazji w ich dyskursie fałszów, kłamstw i wywracania rzeczywistości do góry nogami.
Jedną tylko prawdę usłyszałem, że żaden poseł z sejmów kolejnych kadencji za te przepisy ni potrafił się zabrać, choć powinien i mógł to zrobić.
Powinien to zrobić, bo przepis kodeksu karnego aktualnej treści jest prawie że wymysłem bolszewików i tytułem spadkobrania wszedł do polskiego kodeksu karnego. To bolszewicy wymyślili bowiem, że należy chronić czyjeś uczucia religijne, co przecież nie jest możliwe do wykonania. I w tym detalu tkwi diabeł…
Polski kodeks karny z 1932r. nie chronił żadnych ani też niczyich uczuć, ale religie i wyznania przed naruszeniami. Tak też czyniło dziesiątki kodeksów karnych państw, które bolszewizmu nie zaznały… Kto znieważy jakikolwiek kościół czy inne miejsce święte, przedmiot kultu lub też dogmaty religijne, czy pisma uznane przez religię za święte, zakłóci nabożeństwo religijne, czy to w świątyni, czy na zewnątrz, ten podlega karze. Nie wolno tego czynić i tyle, i wcale nie dlatego, że to narusza czyjeś uczucia…
Powstaje pytanie, dlaczego kodeksy karne takie przestępstwa zawierają? Czy jest to wynik zniewolenia państw przez kościoły, religie, wyznania? W żadnym razie!!! Przepisy te państwa wprowadziły samodzielnie w celu ochrony ładu i porządku w kraju. Pozostawione bezkarnie ww. naruszenia mogą bowiem spowodować takie zjawiska, jak pozbawienie życia tego, kto takiego naruszenia dokonał, czyli mogą spowodować fizyczną reakcję wyznawcy religii. Taka reakcja może być szczególnie dotkliwa, kiedy wyznawca kieruje ją nie przeciwko konkretnej osobie, której znieważanie religii dostrzegł, ale przeciwko całej społeczności. Wtedy, a to autobus wyleci w powietrze, a to metro, a to samolo się popsuje w powietrzu, albo zderzy się z wieżowcem, a to jakaś galeria handlowa. Szczególnie jedna z religii przodowała na przełomie XX i XXI w. w aplikowaniu różnym społeczeństwom takiej reakcji, szczególnie tym, które nie przewidywały ochrony właśnie tej tylko religii przez własne prawo karne. Więc tylko i wyłącznie z tego powodu kodeksy karne przewidują ochronę religii i wyznań - z racji ochrony porządku i ładu publicznego.
Z aktami naruszenia religii w naszym kraju spotykamy się rzadko. O jednym takim przypadku w moim mieście słyszałem, acz świadkiem bezpośrednim nie byłem. Uważałem za swój obowiązek złożyć stosowne zawiadomienie nie dlatego, żeby moje uczucia obrażono, ale dlatego, że do znieważenia religii doszło i aby sprawcy znieważenia skrzydełka nieco przyciąć… A gdybym był świadkiem jego harców? Nie wiem, czy w mordę bym mu osobiście nie dał, prosząc uprzednio o udanie się w ustronne miejsce… Nie wiem, jakbym się zachował widząc takiego, który znieważa nabożeństwo i przedmiot kultu Kościoła do którego przynależę. Naprawdę nie wiem…
Oczywiście usłyszę i to słyszałem w rozhoworach telewizyjnych, że gdzie miłosierdzie moje wobec tego, co znieważył, gdzież praca duszpasterska kapłanów, że ów do tego się dopuścił… i co to za Kościół w ogóle i religia, że ludzie jej tak nienawidzą, że aż znieważają i tego typu pierdoły.
Lubią też przy takiej okazji pouczać, że proces cywilny byłby tu właściwszy i ochrona dobra osobistego ma zastosowanie, a zwłaszcza swoboda sumienia. Tyle, że ten naruszyciel mojej wolności sumienia nie narusza, bo do kościoła iść mi nie bronił, jedynie w czasie nabożeństwa jak wariat zachowywał się. Zatem z ochrony dóbr osobistych w takim razie nic, a nic…
Oczywiście, aktualny stan prawny w zakresie ochrony religii (podkreślam: wszystkich religii) przed naruszeniami nie jest w Polsce zadowalający. Bierze się to z tego, że ta dziedzina nie była badana dokładnie; nawet na KUL-u jakaś pani sędzina popełniła doktorat zachwalający to dziedzictwo bolszewizmu w Polsce. Skutkiem czego nie zmieniono tych postbolszewickich przepisów na takie, jakie powinny obowiązywać w państwie demokratycznym. A obowiązywać powinny i w żadnym razie nie są dowodem zniewolenia państwa przez Kościół katolicki.
Inne tematy w dziale Polityka