Śliski temat - in vitro.
Słysząc na różnych radio- i tele - stacjach hasłoin vitro pomnę kiedym w latach szkolnych do dziadków i wujostwa na wiejski wywczas zajeżdżał…
W czasie mojego tam pobytu niejednokrotnie wydarzeniem była wizyta pana, najpierw przyjeżdżającego na maszynie zwanej eshaelka, a z czasem i małym fiatem. Kiedy pytałem co to za pan i co będzie robił w obórce zwykle odburkiwano mi, żebym poszedł tam, gdzie mnie nie ma. A kiedy w namolności nie ustępowałem poinformowano mnie, że pan przyjechał na to, żeby krówka cielaczka miała ale, żebym więcej już nie pytał i żebym cicho już był…
Takie to były moje pierwsze kontakty z reprodukcją zwierzęcą, weterynaryjnie wspomaganą. Jako że do naturalnego reproduktora było daleko, bo na trzeciej wsi pasł się na łące, pan na eshaelce przyjeżdżał i robił krówce tak, żeby miała cielaczka…
Ale żeby to na ludzi przyszło, to ja tego się nie spodziewałem… I jak dwaj panowie na zakończenieSeksmisji, chętnie w moich latach studenckich oglądanejtraktowali dziewicze jajo tak, żeby na chłopczyka wyszło. Na to też tylko śmiechem na to reagowałem i do głowy mi nie przyszło, że w krajach odległych to się naprawdę stosuje, a w Krainie Kangurów, to już nawet ustawy o tym piszą…
Dzisiaj to i do nas przyszło i medycy oferują wspomaganie tym, którym sił witalnych nie staje… aby latorośli się dochować. A skoro nie staje, a oni wspomaganie oferują, to i jakaś ustawa powinna być, która to reguluje.
Tymczasem takiej ustawy nie ma… A jak jej nie ma, to hulaj dusza bez kontusza i wszystko jest dozwolone.
Jak wszystko jest dozwolone, to bezpieczeństwo jest zagrożone. Bezpieczeństwo prokreacji, który to termin jest wobec ludzi właściwszy niż bezpieczeństwo reprodukcji, bardziej stosowny dla świata zwierzęcego.
Otóż, tak zwane ustawy oin vitro nie tyle zakazują korzystania z tej ścieżki dla dochodzenia do potomstwa, co zakazują różnych innych działań, które laborant mający do dyspozycji żeńskie i męskie komórki rozrodcze może w stosunku do tych komórek podejmować. Ba, on może wykonać telefon do kolegi z pokrewnej branży, z tym że faunistycznej, który w tereny wiejskie się zapuszcza, aby użyczył mu nieco materiału, który krówce aplikuje, aby tym materiałem potraktować ludzki materiał genetyczny. I zobaczyć, co z tego powstanie…
Tymczasem takich zakazów nie posiadamy, a wszystko jak na razie, na słowie laboranta się opiera, że on takich działań się nie dopuszcza… Ja tam im nie wierzę i skoro nie ma zakazów, to pewnie i takie działania podejmują…
Ustawy o In vitro głównie z takich zakazów się składają… Co w nich jeszcze jest? No oczywiście, kto może wspomagać, tym, którym sił nie staje, gdzie i za ile? No bo to wspomaganie kosztownej jest i tak jak na naturalną prokreacją zwykle za pierwszym razem nie wychodzi… Stąd palącym tematem jest kto ma za to zapłacić… Są tacy, zwykle ci spod czerwonej chorągiewki, którzy uważają, że państwo albo gminy powinny za to zapłacić. Oczywiście państwo, czy też gmina to po prostu inni obywatele. To oni w konsekwencji mają składkę zrobić, żeby ktoś kto w niemoc popadł mógł jednak się prokreować. Ameryka zorganizowała to inaczej i tam po prostu koszty prokreacji medycznie wspomaganej pokrywane są z ubezpieczenia zdrowotnego… Czyli kto ma za to zapłacić? Ci co w niemoc płciową popadli…
Oczywiście śliskość zagadnienia podwyższa sztywne stanowisko Kościoła Rzymsko-Katolickiego piętnujące medyczne wspomaganie prokreacji dla tych którym sił witalnych nie staje. Sztywność tego stanowiska wynika głównie z tego, że laboranci tworzą niezliczoną ilość embrionów ludzkich i przechowują je nie wiadomo co po co, w ciekłym azocie, co uwłacza godności człowieka. Podzielam ten pogląd i sam nie chciałbym aby mnie w jakiejkolwiek fazie życia traktowano ciekłym azotem, ani nikogo z moich bliskich. Tych embrionów w przybytkach wspomagania jest już od groma i ciut ciut i nikt nie wie po co one komu…
W ogóle, zdaniem Kościoła uchybia to godności człowieka, żeby w fazie embrionalnej poza organizmem matki przebywał. Trochę w tym racji jest, aczkolwiek przecież nie zawsze postępuje się w sposób godny człowieka (np. korzystanie z pomocy sąsiedzkiej), a skutek dobry jest. A tym skutkiem są tu dzieci, które po urodzeniu kapłani przyjmują do grona wiernych Kościoła. I już bez pytania, jak poczęte zostały, oby tylko zdrowe były…
Człowiekiem jest się od poczęcia, twierdzi Kościół i tu mam wątpliwości. Człowiek bowiem to jedność duchowo-cielesna, To dusza stworzona w ciele. Pytanie, kiedy Bóg stwarza ludzką duszę? W momencie poczęcia? Czy wtedy, kiedy laborant aplikuje żeńskiej gamecie komórkę męską, czy wtedy również Bóg stwarza duszę człowieka? Takie pytanie mi się nasuwają. Odpowiedzi na nie znam. Są one trochę inne, niż tych, którzy uważają, że człowiek powstaje w momencie poczęcia, świadczy o tym niepowtarzalny kod genetyczny itd. Ci, którzy tak uważają sprowadzają człowieka wyłącznie do biologii (bo czymże jest kod genetyczny), a przecież człowiek to dusza stworzona w materii. Bóg stwarza duszę z niczego, wtedy kiedy chce… niekoniecznie wtedy, kiedy dwie komórki rozrodcze połączeniu ulegną.
Zakaz stosowaniain vitro, czego żąda Kościół nie jest możliwy do przeprowadzenia przez ustawodawstwo świeckie, bo jest on równoznaczny z zakazem posiadania dziecka. Jedynie jako moralne wskazanie można uznać, by zin vitro nie korzystali także ci, którzy mogą prokreować dzieci własnymi siłami ale im się nie chce. Dla jakiegoś niezrozumiałego dla normalnego człowieka powodu różni celebryci z tej ścieżki korzystają, trąbiąc o tym wszem i wobec, choć mogliby i powinni przysporzyć sobie dziecko tradycyjną metodą.
Zakazać można jedynie „nadliczbowego” tworzenia embrionów i niszczenia ich z braku termosów niezbędnych do umieszczania ich w ciekłym azocie. Czyli zakazane nie może byćinvitro w ogóle, ale tylko ten sposób wykonania tej procedury, który prowadzi do nadprodukcji i w jej następstwie niszczenia embrionów. Aby to wprowadzić w Konstytucji musi być przepis o ochronie życia ludzkiego od poczęcia. Tak też zrobiła Kostaryka, w której Trybunał Konstytucyjny uchwaloną ustawę oin vitro uznał za niekonstytucyjną w części dopuszczającej nadprodukcję embrionów i umyślne ich niszczenia, bo kostarykańska Konstytucja ochronę życia od poczęcia przewiduje. Polska Konstytucja takiej ochrony nie przewiduje i wszystkim, którzy deklarują chęć zakazuin vitro radzę zacząć od jej nowelizacji albo lepiej odpowiedzieć publicznie na pytanie dlaczego w przeszłości taką nowelizację storpedowali.
Ogólnie mój stosunek do prokreacji medycznie wspomaganej jest taki jak do prostytucji i do pornografii. Wiem, że istnieją, ale nie korzystam. Tak jak te zjawiska na„p” nazywane są"seksem komercyjnym", tak i prokreacja medycznie wspomagana zasługuje na nazwę„prokreacji komercyjnej”, tj. takiej, na stosowaniu której wielu planuje zbić niezłą kasę.
Inne tematy w dziale Polityka