Kropiwnicki wrócił do Łodzi…
Wrócił, bo jak wyrzucano ze stołka prezesa łódzkich wodociągów jego totumfackiego – W. Tomaszewskiego to mówiono, że go tu nie było, bo doradzał prezesowi NBP.
Wrócił i dał wywiad w Radio Łódź…
Rozmowę z dziennikarzami rozpoczyna kawał polityczny o trzech kopertach, które odchodzący włodarz zostawia następcy ( w pierwszej rada – zrób restrukturyzację, w drugiej –niepowodzenia zwal na poprzednika, w trzeciej – przygotuj trzy koperty dla następcy)… Słuchając tego zastanawiałem się, czy przed referendum, które Kropiwnickiego odwołało ze stanowiska prezydenta Miasta również zostawił te trzy koperty dla swego następcy… bo teraz Kropiwnicki twierdzi, że chyba już zbliża się czas żeby trzy koperty szykowała Zdanowska…
Rozmowa dotyczyła głównie zarzutów stawianych Kropiwnickiemu i Tomaszewskiemu za okres, kiedy władali Łodzią co do budowy tzw. nowego centrum Łodzi i ich konszachtów z Żydowiczem i Camerimage. Pretekstem do rozmowy jest wyżej wspomniane odwołanie prezesa ZWiK. Pojawia się pytanie, czy była to decyzja słuszna.
Kropiwnicki twierdzi, że nikt niczego nie powinien mu i Tomaszewskiemu zarzucać… Projekt budowy wybrała obiektywnie działająca komisja i jemu było nic do tego… Okazuje się, że konkurs wygrała firma nie spełniająca wymogów konkursu… Kropiwnicki stwierdził, że tak orzekła komisja a nie on… Kto powołał komisję konkursową i kogo do niej powołano, tego już nie powiedział… W werdykt komisji on już nie ingerował. A przecież zawsze władze miasta pozostawiają sobie „furtkę” – możliwość unieważnienia konkursu bez podania przyczyny, gdyby komisja okazała się trochę nie tego... Kropiwnicki tego nie zrobił…
Ale z treści rozmowy wyłania się przerażająca rzeczywistość stylu rządzenia miastem przez Kropiwnickiego. Okazuje się, że najistotniejsze postanowienia współpracy miasta ze spółką Camerimage nie miały formy pisemnej, tylko ustną. „Dżentelmeńska” umowa pomiędzy panami: Kropiwnickim i Tomaszewskim z jednej strony, a Lynchem, Żydowiczem i spółką Camerimage z drugiej strony regulowała najistotniejsze punkty umowy na podstawie której ci ostatni otrzymywali od miasta potężny majątek (chyba ileś tam ha gruntu w centrum miasta). Na piśmie nie uregulowano tego, co się stanie, jeżeli Żydowiczowi odbije szajba i z Łodzi się wyniesie. Czy nadal będzie właścicielem gruntu? To wszystko rzekomo regulowało ustne porozumienie tych „dżentelmenów”… - tak stwierdził Kropiwnicki, a ja twierdzę, że tego porozumienia nie było… i tylko teraz w ten sposób były prezydent Łodzi tłumaczy się z potwornego zaniechania. Cała sprawa znalazła rozwiązanie w sądzie, jako że „dżentelmenów” zabrakło we władzach miasta z jednej strony, a z drugiej wyprowadzili z Łodzi swój interes kulturalny. Kropiwnicki twierdzi, że jak się umawiają dżentelmeni, to powinni pamiętać, że po nich mogą przyjść „niedżentelmeni”. A on o tym nie pamiętał…
Regulacja istotnych interesów miasta w formie ustnej, a nie pisemnej jest dowodem na to, że Kropiwnicki, a z nim i Tomaszewski nie nadawali się do rządzenia miastem. W następstwie obrania takiej formy załatwiania spraw dodatkowych (accidentaliów) przy obrocie nieruchomościami miasto mogło ponieść ogromne straty, bo w tym obrocie, to co zawarto w formie ustnej w rzeczywistości nie istnieje.
Dzięki wyrokowi sądowemu Łódź odzyskała tę nieruchomość – darowaną Żydowiczowi na słowo honoru – więc strat miasto nie poniosło…
Ale w innym miejscu już tak. Tkalnia Uniontexu, znana ze spotkania Jana Pawła II z włókniarkami została obrócona w gruzy. Sprzedano ją jakiemuś australijskiemu deweloperowi, który ustnie wobec władz miasta zobowiązał się do urządzenia tam jakiegoś miejsca pamięci. Oczywiście niczego nie urządził, bo ustnie to nabywcy nieruchomości do niczego nie można zobowiązać. Władze miasta o tym nie wiedziały(?) i efekt jest…
I tu mamy powody odwołania W. Tomaszewskiego z Prezesa łódzkich wodociągów. Ktoś, kto w przeszłości w ten sposób podchodził do gospodarowania majątkiem miasta, że w jednym przypadku sądownie trzeba było bronić tego majątku przed oddaniem go w nieprawe ręce, a w drugim walnie przyczynił się do zniszczenia miejsca pamięci narodowej nie daje rękojmi do sprawowania funkcji dyrektorskiej w jakiejkolwiek instytucji miejskiej.
Cała ta sprawa jest dla mnie przykra, bo w przeszłości z Kropiwnickim wiązano w Łodzi duże nadzieje… Ja osobiście byłem z Kropiwnickim i Tomaszewskim w jednym obozie politycznym. Stopniowo, z roku na rok miałem wiele okazji by przekonać się że był to błąd co do osób… że z tymi osobami w łódzkim obozie narodowo-katolickim nic nie da się zrobić.
Inne tematy w dziale Polityka