Niektórzy do dziś widzą w nim sojusznika.
Niektórzy do dziś widzą w nim sojusznika.
Jakelo Jakelo
860
BLOG

Polska z Hitlerem na Moskwę

Jakelo Jakelo Polityka Obserwuj notkę 30

Mieszkam w Łodzi, tu żyli moi dziadkowie, tu urodził się mój ojciec. Kiedy był dwuletnim dzieckiem, jego żydowskich rówieśników na przeciwległym krańcu miasta gestapowcy wyrzucali z okien szpitala i domów na ciężarówki i rolwagi. Obchodzimy właśnie tu, w Łodzi 70 rocznicę tych smutnych wydarzeń i oto czytam w Dzienniku Łódzkim wydawanym przez niemieckiego właściciela, że w 1939r. Polacy powinni sprzysiąc się z hitlerowskimi Niemcami, by razem iść na Moskwę. Polska z Hitlerem na Moskwę – ktoś chyba postradał zmysły – pomyślałem. Dodam, że jest to ledwo co po podpisaniu przez Kościół i Cerkiew wspólnego dokumentu o pojednaniu obydwu narodów. Na Moskwę, czyli przeciwko Rosjanom. Robota uprawiana przez jakiegoś nieodpowiedzialnego młokosa jest jasna jak słońce.
Jeżeli mówi się o koncepcji z Hitlerem na Moskwę,  to trzeba wiedzieć kim był Hitler i o co Hitlerowi chodziło. Hitler był wariatem zapatrzonym w mapę Europy wschodniej z połowy 1918r. kiedy to linia frontu niemiecko-rosyjskiego sięgała za Dniepr. To były dla niego idealne granice wpływów niemieckich i do ich przywrócenia dążył. Osiągnięcie ich wymagało wojny z Rosją Sowiecką. Ponieważ Polska leżała „po drodze” – wojna Hitlera z Rosją nie mogłaby się obyć bez udziału Polski. Hitlerowska polityka zapewnienia Niemcom „przestrzeni życiowej” musiała doprowadzić do zniszczenia Polski. Być może Hitler pozwoliłby istnieć jakiemuś polskiemu organizmowi politycznemu, który terytorialnie obejmowałby piaski Mazowsza i Błota Poleskie – ziemie gospodarczo dla niego bez znaczenia, bo niepokryte czarnoziemami i nie skrywające rudy żelaza ani ropy. Królestwo Polskie, które prusactwo zamierzało utworzyć w 1915r. było pozbawione większości Małopolski i zachodnich ziem piastowskich, a miało się rozpościerać od Warszawy po Mińsk. Na tych ziemiach mogłoby istnieć jakieś państewko dla Polacken. Wskazuje na to nie tylko Mein Kampf, ale też konkretne posunięcia polityczne.
Jeszcze jesienią 1938r. Ribbentrop zażądał od Polski zgody na włączenie do Niemiec Gdańska, budowę kolei i autostrady przez Pomorze Gdańskie, co odcinało te ziemie od Polski. Roszczenia niemieckie były nie tylko terytorialne. Polska miała doprowadzić do wysiedlenia Żydów, prowadzić z Niemcami wspólną politykę kolonialną oraz włączyć się w działania przeciwko Związkowi Sowieckiemu w pakcie antykominternowskim. Być może, gdyby na te propozycje przystano, Polacy razem z hitlerowcami wyrzucaliby w Łodzi żydowskie niemowlęta na rolwagi… Jeżeli ktoś głosi tezę, że Polska z Hitlerem na Sowiety to musi pamiętać i o tych niemieckich propozycjach współpracy. Czynny udział Polaków w eksterminacji narodu żydowskiego był tych warunków integralnym składnikiem. Po ich odrzuceniu, za co chwała sanacji, Hitler już nie ukrywał   swojego nastawienia do Polski i 23 maja 1939r. stwierdził, że Polska będzie zawsze stała po stronie naszych nieprzyjaciół, zaś sam Gdańsk nie był przedmiotem sporu, chodziło o przestrzeń życiową na wschodzie, którą Hitler widział na Ukrainie, tam gdzie Niemcy dotarli w 1918r. Jeżeli tak, to nie może być mowy o oszczędzaniu Polski i należy ją zaatakować przy pierwszej lepszej okazji. Atak na Polskę wyprzedzić miał atak na kraje zachodnie.
Te nieodpowiedzialne słowa, zawarte w pseudonaukowej publikacji o tym, że w przeszłości powinien być zawarty pakt Ribbentrop-Beck każą zastanowić się nad tym, co było przyczyną katastrofy jakiej nasz naród doznał w roku 1939.  Kończąc V wydanie Polski Odrodzonej prof. Stanisław Kutrzeba stwierdza, że mimo iż Polska zyskała silne oparcie w Anglii i Francji, to zdana była tylko na własne siły, gdyż dla bezpośredniej pomocy ze strony państw zachodnich brakło drogi, zaś pomoc sąsiadującego z Polską Związku Radzieckiego oczywiście odpadła… Nasuwa się pytanie, dlaczego ta pomoc odpadła i kto za to ponosi odpowiedzialność.
Po wiośnie 1939r. kiedy to Hitler wypowiedział  Polsce pakt o nieagresji i mowie Becka z 5 maja 1939r. w Sejmie możliwości wspólnego pójścia na Moskwę nie było. Lato upływało na przygotowaniach do wojny. W Londynie toczyły się pertraktacje w sprawie ostatecznego kształtu pomocy brytyjskiej dla Polski oraz pożyczki na zakup uzbrojenia. Dobiegły one końca dopiero na przełomie lipca i sierpnia. Ponadto Anglia i Francja starały się doprowadzić do układu ze Związkiem Sowieckim w sprawie wspólnej akcji w razie agresji ze strony Niemiec hitlerowskich. Trójstronne rokowania brytyjsko-francusko-sowieckie  toczyły się przez maj i czerwiec, były przewlekane i w rezultacie nie przyniosły rezultatu. Prof. Kutrzeba stwierdza, że nie wiadomo co było powodem przewlekania ostatecznego porozumienia – podobno opór Polski co do charakteru pomocy ze strony ZSRR. Tyle wybitny historyk prof. Stanisław Kutrzeba.
Hasło Polska z Hitlerem na Moskwę musi po pierwsze powodować pytanie: kto w 1939r chciał w Polsce sojuszu z Hitlerem? Odpowiedź brzmi: „nikt”. Nikt już tego nie chciał. Nawet S. Cat-Mackiewicz z wileńskich żubrów, choć widział w Niemcach sprzymierzeńca do „rozczłonkowania Rosji Sowieckiej”, to jednak przestał zachodniego sąsiada takim postrzegać z tego powodu, że po 1938r. pomiędzy Polską a krajem Hitlera powstała tak duża dysproporcja sił, powodująca że nigdy statusu sprzymierzeńca we wspólnym działaniu z Niemcami Polska nie miałaby, a jedynie status kraju podległego Niemcom. Więc nawet on nie chciał w 1939r. aby „Polska z Hitlerem na Moskwę”.
Jeżeli mówi się o koncepcji „z Hitlerem na Moskwę”, to trzeba pamiętać o koncepcji „ze Stalinem przeciwko Hitlerowi”, a może i (kto wie, kto wie) „na Berlin”. Sfinalizowania układu, który byłby odrodzeniem Ententy oczekiwano nie tylko w Paryżu czy Londynie, ale także w Polsce. W Londynie premier Chamberlain, nazwany przez lwowskiego działacza komunistycznego i publicystę W. Grosza błędnym rycerzem uspokojenia, w Izbie Gmin był nieustannie indagowany kiedy wreszcie nastąpi podpisanie sojuszu ze Związkiem Sowieckim. W opinii publicznej to właśnie Chamberlain był odpowiedzialnym za przewlekanie negocjacji z Sowietami w sprawie paktu brytyjsko-francusko-sowieckiego. Być może, że liczył jeszcze na skłonienie do jego zawarcie Becka.
Szło o rozszerzenie obozu antyhitlerowskiego o Związek Sowiecki, bo to dawało szansę na pokonanie Niemców. Niestety obóz sanacyjny tego nie rozumiał. Spodziewana wojna miała być wojną pomiędzy światem demokracji a światem totalnym i to nic, że obóz demokracji będzie miał skazę bolszewickiego sojusznika pisał w 1939r. morge’owiec K. L. Koniński. Nie obawiał się bezbożnego komunizmu, pomimo, że na taki charakter ustroju Związku Sowieckiego zwracał uwagę Kościół katolicki w Polsce.
Widać zatem, że o pójściu z Hitlerem na Moskwę w Polsce raczej nikt nie myślał. Później był oczywiście pakt Hitler – Stalin, albo jak kto woli Ribbentrop - Mołotow ale jego zawarcie mnie nie dziwi. Sowieci prawidłowo ocenili sytuację. Wiedzieli, że celem Hitlera jest atak na nich właśnie i ich zniszczenie. Bali się tego ataku i za wszelką cenę chcieli odsunąć zagrożenie. Jeżeli Polacy traktowali ich niepoważnie, tj. nie chcieli z nimi sojuszu, to pojawiało się śmiertelne zagrożenie nie tylko dla Polski ale także dla nich. W przypadku klęski Polski, co było prawdopodobne, bo wielu ją w Polsce w sierpniu 1939r. przewidywało Armia hitlerowskich Niemiec znalazłaby się bardzo blisko Moskwy. Wkroczenie na ziemie II RP 17 września 1939 r. uzasadniali koniecznością obrony zamieszkującej je ludności rusińskiej. Uzasadnienie to nie było pełne. Wkroczenie na tereny Polski, po wcześniejszym zawarciu paktu z hitlerowskimi Niemcami było następstwem oporu stawianego przez Anglię w negocjacjach. Związek Sowiecki uzyskał zatrzymanie armii hitlerowskich Niemiec na Bugu i odsunięcie groźby wojny w czasie. Nie tylko zajęcie wschodnich ziem II RP stwarzało poważne zagrożenie dla Sowietów, ale także zajęcie państw nadbałtyckich, po którym Petersburg (Leningrad) znalazłby się w zasięgu niemieckiej artylerii i praktycznie utraciliby oni dostęp do Bałtyku. Czy tego w Polsce nie dostrzegano? Oczywiście że dostrzegano, o czym świadczą teksty Z. Berezowskiego na łamach Polityki Narodowej. Proroczymi okazały się jego słowa, że niezależnie od pomyślności negocjacji brytyjsko-francusko-sowieckich Sowieci i tak znajdą się w obozie antyniemieckim. Poglądy jego odzwierciedlają poglądy Stronnictwa Narodowego, jako że wchodził on w skład zarządu głównego tej partii, opozycyjnej wobec sanacji. Związek Sowiecki miał odgrywać ważną rolę w zabezpieczeniu Europy przed agresją Niemiec hitlerowskich. W państwie tym splatały się dwa pierwiastki: rosyjski i komunistyczny. Ten drugi przez lata wzajemnie dystansował Sowietów i wszystkie kraje Europy. Zagrożenie niemieckie powinno to zmienić, powinno powołać sojusz antyniemiecki. Związek Sowiecki dostrzegał, że realizacja hitlerowskiej polityki zapewnienia przestrzeni życiowej jest dla niego śmiertelnym zagrożeniem, bo pozbawiłaby go ziem o podstawowym znaczeniu dla jego bytu. To powoduje, że postawę antyniemiecką musi przyjąć zarówno patriota rosyjski, jak i rosyjski komunista. Polityka polska powinna o tym pamiętać i powinna to wykorzystać, odsuwając do lamusa pewne pomysły wobec Sowietów, podsuwane dyplomacji przez niektórych publicystów. Nadchodziła wojna nie z nimi ale z hitlerowcami i należało się do niej sensownie przygotować, aby zapewnić sobie zwycięstwo.      
Niestety, nie oczekiwała odrodzenia Ententy z udziałem Polski sanacja, nie chciał tego Beck. Jeżeli prof. Kutrzeba mówi o oporze Polski, to ma na myśli tylko jej części – sanacyjny rząd i jego dyplomatę płk Becka. W maju 1939, wobec molestowania go przez rząd brytyjski i francuski o zgodę na sowiecką pomoc zakomunikował polskim dyplomatom: „Stałe wysuwanie przez państwa zachodnie żądania deklaracji sowieckiej o pomoc dla Polski jest robione zupełnie bez jakiegokolwiek naszego udziału. Spowodowało to ze strony sowieckiej chęć wysondowania naszej opinii w rozmowach Mołotow – Grzybowski (polski ambasador w Moskwie) i Potiomkin w Warszawie. W wyniku tych rozmów zostało wyjaśnione, że rząd sowiecki odnosi się ze zrozumieniem do naszej argumentacji w sprawie stosunków polsko-sowieckich. Sowiety zdają sobie sprawę, że rząd polski nie pójdzie na żaden układ z jednym z wielkich sąsiadów przeciw drugiemu i rozumieją korzyści płynące dla nich z tego stanowiska Polski.” Zdaniem Becka, Polska pomocy sowieckiej nie chciała i jego zdaniem odmowa ta była dla Polski korzystna, co mieli przyjąć ze zrozumieniem Sowieci.
      Nie tylko błędna polityka zagraniczna uprawiana przez obóz Becka ściągnęła na Polskę katastrofę. Nieszczęściem była sama sytuacja wewnętrzna.    Niepodobna opierać przyszłości państwa o jeden obóz polityczny, pisał w przededniu wojny M. Niedziałkowski. Ten obóz polityczny, zainstalowany u władzy w następstwie zamachu majowego w polityce zagranicznej błądził. Odmienne od reprezentowane przez niego poglądu polityczne dopuszczane były jedynie w publicystyce politycznej. Znaczna część sił intelektualnych narodu została skazana na bytowanie w opozycji bez szans na zmianę tej sytuacji. Szanse te eliminowała beznadziejna ordynacja wyborcza przyjęta po uchwaleniu konstytucji kwietniowej, która powodowała, że to w zasadzie rząd decydował kto może ubiegać się o mandat poselski. Widząc beznadziejność sytuacji, współtwórca tego systemu odebrał sobie życie. Sejm został de facto pozbawiony kontroli nad rządową, sanacyjną polityką zagraniczną. Sanacja – jako jedyny mogący władać Polską obóz polityczny popełnił kardynalny błąd – w obliczu wojny z Niemcami nie zawarła sojuszu ze Związkiem Sowieckim, sojuszu którego oczekiwały pozasanacyjne siły polityczne w Polsce oraz państwa sojusznicze. 
Klęska wrześniowa była następstwem sprawowania władzy przez ten konkretny obóz polityczny, który nie chciał prowadzić ani polityki antyniemieckiej, ani też antysowieckiej. Jeżeli chodzi o Niemców to zapraszano ich polityków na polowania do Białowieży, Sowietów traktowano jako nieistniejących. Tak wyglądała polityka zagraniczna Becka.
Po klęsce wrześniowej przyszedł czas na poszukiwanie jej przyczyn. S. Cat-Mackiewicz tak ocenił przyczyny klęski wrześniowej: „Gdybyśmy mieli innego wodza, innego premiera, innego ministra skarbu, innego kierownika polityki zagranicznej, to zapewne jeszcze dziś bilibyśmy się w okopach. (…) żądam kary na Rydza, żądam kary na Becka. Winniśmy tego żądać, winniśmy to naszej historii i winniśmy dzieciom, które dziś cierpią w niewoli.”  
Po projekcji filmu o „wielkiej szperze”, o tym jak 70 lat temu hitlerowcy wrzucali niemowlęta, dzieci i chorych na rolwagi, aby ochłonąć wybrałem się na spacer. Sceny z filmu kołaczą mi się w głowie na przemian z hasłem Polska z Hitlerem na Moskwę i tezami głoszonymi przez jakiegoś młokosa. Przechodzę obok pomnika Armii Łódź, a dalej przez park helenowski i wchodzę do Parku Ocalałych, wysadzonego drzewkami pamięci. Nie trzeba byłoby stawiać dziś ani tego pomnika, ani sadzić tych drzewek, ani ja nie musiałbym uspakajać systemu nerwowego po przekazie ukazującym jak hitlerowcy w moim mieście traktowali rówieśników moich rodziców, gdyby Polską rządził inny blok polityczny, gdyby w roku 1939 w Europie powstał sojusz brytyjsko-francusko-sowiecki i Polska by do niego przystąpiła. Gdyby to nastąpiło, wszystko byłoby inaczej, ale niestety, Polską rządził obóz sanacyjny, a polityką zagraniczną kierował Beck. Wina jego jest wiekopomna.
Jakelo
O mnie Jakelo

Prawnik

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (30)

Inne tematy w dziale Polityka