Aborcja – znów coś tam przy tym klecą…
Słyszę, że znów w Sejmie coś majstrują przy aborcji… Nie powinno mnie to dziwić, bo temat to chodliwy politycznie i co jakiś czas dobierają się do niego a to ci z lewej a to ci z prawej, łudzący się, że uciułają na tym jakiś polityczny kapitalik.
Penalizacja aborcji jest wielkim osiągnięciem III RP. Jest ona zakazana, a polskie ustawodawstwo dopuszcza przerwanie ciąży w następujących przypadkach:
- ciąża zagraża zdrowiu lub życiu kobiety (do osiągnięcia przez płód zdolności do życia poza organizmem matki)
- badania prenatalne bądź inne przesłanki medyczne wskazują na ciężkie i nieodwracalne upośledzenia płodu lub istnienie nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu (możliwe do chwili, gdy płód nie jest jeszcze zdolny do życia poza organizmem matki)
- ciąża powstałą w wyniku przestępstwa (do 12 tygodnia).
Zdaje się, że ktoś chce wykreślić z ustawy tę druga przesłankę legalności aborcji – jeżeli badania prenatalne bądź inne przesłanki medyczne wskazują na ciężkie i nieodwracalne upośledzenia płodu lub istnienie nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu (możliwe do chwili, gdy płód nie jest jeszcze zdolny do życia poza organizmem matki).
Ja bym tego nie ruszał, a idealnym, modelowym rozwiązaniem jest dla mnie regulacja przyjęta w k.k. II RP z 1932r. która przewidywała bezkarność aborcji tylko:
1. z powodu ścisłych wskazań medycznych dla zdrowia kobiety;
2. gdy ciąża zaistniała w wyniku zgwałcenia, kazirodztwa bądź współżycia z nieletnią poniżej lat 15. Wskazania medyczne potwierdzały zaświadczenia dwóch lekarzy.
Wcześniejsze regulacja oczywiście też dopuszczały aborcję z pierwszego powodu na zasadzie stanu wyższej konieczności…
Sukcesem było niedopuszczenie bezkarności aborcji z tzw. względów społecznych. Kampania na rzecz praktycznie całkowitej legalizacji aborcji była w okresie międzywojennym silna. Prym wiódł Boy-Żeleński ale także pani Irena Krzywicka. Kim był Boy – tłumaczyć nie trzeba, natomiast słówko kim była pani Krzywicka. Otóż była kochanką Żeleńskioego. „Przełomem okazała się dla niej współpraca z Boyem-Żeleńskim, w którym zakochała się. Ten pozamałżeński głośny związek a także wspólna z kochankiem działalność na rzecz upowszechnienia edukacji seksualnej i kontroli urodzeń, uczyniły z Krzywickiej najbardziej znaną działaczkę feministyczną okresu przedwojennego; była skandalistką świadomie poruszającą drażliwe kwestie aborcji, seksualności kobiet i homoseksualizmu. Była przeciwniczką monogamii i głosiła wolność seksualną dla kobiet (taką samą, jaką tradycyjnie mieli mężczyźni), domagała się też polepszenia warunków życia więźniów, aby ograniczyć rozwój dewiacji. Głosiła tolerancję dla homoseksualizmu, który określała jako "odwrócenie instynktu płciowego", w swojej istocie zupełnie naturalnego (tzw. "mańkut płciowy").” De domo Goldberg, a więc jej pochodzenie jest oczywiste – żydowska lewicowa inteligencja. Znacznie ciekawsza była proweniencja pani z. d. Goldbrg… „W 1923 wyszła za mąż "z przyjaźni" za Jerzego Krzywickiego, syna socjologa i rzecznika praw kobiet Ludwika Krzywickiego. Razem z mężem zdecydowała o otwartym charakterze ich związku i niedługo po ślubie wyjechała na Korsykę z kochankiem, Walterem Hasencleverem, znanym poetą i dramaturgiem, Niemcem. Szanowała i ceniła swojego męża oraz dążyła do utrzymania tego małżeństwa, które oceniała jako udane. Urodziła synów Piotra i Andrzeja.” - zatem połączenie pochodzenia narodowo-społecznego i „styl” życia rodzinnego tej zwolenniczki aborcji z względów społecznych mówi nam wszystko. Jej spadkobierczyniom ideowym też dość często daleko do niej pod wieloma względami nie jest.
Polska, dzięki postawie autorów kodeksu z 1932r. – prof. Makarewiczowi, Glaserowi, Makowskiemu i innych przed naporem poglądów tej kobiety wyzwolonej obroniła się… i dopiero w 1956r. liberalizujący komunizm, odchodzący od stalinowskiego rygoryzmu do polskiego prawa wprowadzono aborcję na życzenie kobiety, czyli z tzw. względów społecznych.
Tak się zastanawiam, gdyby dziś żyli ci wielcy Polscy Kodyfikatorzy prawa karnego jakie byłoby ich podejście do tejprzesłanki legalności aborcji – jeżeli badania prenatalne bądź inne przesłanki medyczne wskazują na ciężkie i nieodwracalne upośledzenia płodu lub istnienie nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, czyli tzw. względy eugeniczne. Nie ulega mojej wątpliwości, że tę przesłankę również wprowadzili by do kodeksu. Jednakże medycyna nie była wówczas na takim etapie, aby te ciężkie i nieodwracalne upośledzenia płodu lub istnienie nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu wykrywać… Czy to jest umyślne stosowanie eugeniki? Bzdura – nie o to tutaj chodzi. Chodzi o to, że prawo karne nie może zmusić kobiety, która wie, że w takim stanie jest płód do urodzenia dziecka. Z drugiej strony prawo karne przecież nie zmusza takiej kobiety do poddania się aborcji. Przecież otoczona odpowiednią opieką może to dziecko urodzić, ba może je pielęgnować, wychowywać. Ta regulacja, którą aktualnie wzięto na wokandę sejmową w żadnym razie temu nie stoi na przeszkodzie.
Oczywiście, ja też dostrzegam mankamenty obecnej regulacji aborcji w prawie polskim, ale w zupełnie innym miejscu i aspekcie niż widzą to różni reformatorzy tej instytucji i tzw. „obrońcy życia ludzkiego” . Żaden z nich nie dostrzega tego jednego, wielkiego mankamentu polskiego prawa karnego w tej kwestii. Mankamentem tym jest bezkarność kobiety, która sama spowodowała aborcję, albo poddała się temu zabiegowi. K.k. z 1932r. w art., 231 przewidywał odpowiedzialność karną kobiety, która zezwoliła na dokonanie aborcji lub też sama jej dokonała. Był to znakomity przepis, który załatwiał jedna sprawę – ukrócał tzw. „podziemie aborcyjne”, czyli nielegalne wykonywanie aborcji z tzw. względów społecznych – tj. na każde życzenie kobiety. Obecnie odpowiedzialności karnej kobiety nie ma i to jest przyczyna istnienia podziemia aborcyjnego i podobno znacznej liczby nielegalnych aborcji (podobno 100 tys. rocznie). Jest to spowodowane tym, że kobieta ciężarna nie obawia się odpowiedzialności karnej, bo kodeks gwarantuje bezkarność, więc jeżeli chce, poddaje się aborcji. Gdyby po jej stronie taka obawa istniała – było by inaczej.
Reasumując: jeżeli coś trzeba zmienić w polskim prawie aborcyjnym to wprowadzić doń odpowiedzialność karną kobiety za udzielenie zgody na aborcję albo za dokonanie jej własnoręcznie.
Inne tematy w dziale Polityka