Łódzki marsz narodowy próbował zakłócić Leszek Jażdżewski, wydawca "Liberte", który miał przy sobie transparent "16 grudnia 1922" , co miało być spowodowane tym, że tego dnia E. Niewiadomski zastrzelił w warszawskiej Zachęcie pierwszego prezydenta RP Gabriela Narutowicza. W ten sposób przypomniano mi o rocznicy tego wydarzenia, zupełnie mi zapomnianego. Faktem jest, że onegdaj, kiedy byłem w wieku większości uczestników marszu obejrzałem film „Śmierć prezydenta” ze znakomitym Mrożewskim w roli głównej… Główną wartość tego filmu widziałem w przedstawionej znakomicie demokracji w działaniu, której w Polsce wtedy nie było. Marzeniem moich „lat młodzieżowych” było, aby Sejm był w Polsce Sejmem… a polityka polityką…
Znacznie później, stwierdziłem, że gdybym był ówczesnym parlamentarzystą, to zachowałbym się tak, jak posłowie z klubo narodowo-robotniczego, którzy w decydującym głosowaniu, mając do wyboru albo Narutowicza albo Zamoyskiego głosowali „białymi kartami”.
Narutowicz był niewart poparcia… to oczywiste… w Polsce przed wyborami przebywał zaledwie dwa lata, co prawda piastując stanowisko ministra robót publicznych, a następnie ministra sprawa zagranicznych. Wystawiło go PSL Wyzwolenie – partyjka pro piłsudczykowska, będąca zbieraniną dziwaków, wśród której znaleźli się i z list której posłami zostali i komuniści (Wojewódzki) i jacyś radykalni ludowcy… Sam Narutowicz kandydował na posła z listy jakiegoś związku narodowo-państwowego, o której jedyne co wiadomo to, że była to lista propiłsudczyków…
Po jego wyborze na Prezydenta RP, siły ChJN rozpętały nagonkę, to fakt… ale chyba nie potrzebnie, bo prezydent wg Konstytucji Marcowej to był figurant bez realnej władzy. Dnia 16 grudnia 1922r. doszło w Polsce, kraju który do tej pory nie znał królobójców, zabójstwa głowy państwa. Sprawca, E.Niewiadomski, choć miał poglądy narodowe, to jednak nie był działaczem partyjnym. Jego akt, był aktem jednostki, która nie potrafiła poradzić sobie z zaistniałą sytuacją. Prasa narodowo-robotnicza w Łodzi, a partia ta była wówczas partią władzy w radzie miejskiej, a w Łodzi zdobyła kilak mandatów poselskich, potępiła ten akt i nazwała ten mord politycznym atakiem na demokrację. Z zadowoleniem przyjęto powierzenie stanowiska premiera W. Sikorskiemu. Rok później tragiczne wydarzenia uczczono zmieniając nazwę ulicy Dzielnej na Gabriela Narutowicza.
Śmierć i pogrzeb Narutowicza odbiły się echem w poezji, czego przykładem jest wiersz przedstawiciela mniejszości narodowych Juliana Tuwima "Pogrzeb prezydenta Narutowicza". Poeta odpowiedzialność za ten akt szaleńca przypisywał całemu ówczesnemu ruchowi narodowemu i chrześcijańskiemu.
Krzyż mieliście na piersi, a brauning w kieszeni.
Z Bogiem byli w sojuszu, a z mordercą w pakcie,
Wy, w chichocie zastygli, bladzi, przestraszeni,
Chodźcie, głupcy, do okien - i patrzcie! i patrzcie!
Z Belwederu na Zamek, tętnicą Warszawy,
Alejami, Nowym Światem, Krakowskiem Przedmieściem,
Idzie kondukt żałobny, krepowy i krwawy:
Drugi raz Pan Prezydent jest dzisiaj na mieście.
Zimny, sztywny, zakryty chorągwią i kirem,
Jedzie Prezydent Martwy a wielki stokrotnie.
Nie odwracając oczu! Stać i patrzeć, zbiry!
Tak! Za karki was trzeba trzymać przy tym oknie!
Przez serce swe na wylot pogrzebem przeszyta,
Jak Jego pierś kulami, niech widzi stolica
Twarze wasze, zbrodniarze - i niech was przywita
Strasznym krzykiem milczenia żałobna ulica.
Ten oskarżycielski ton wiersza, wywołujący jakieś zasady zbiorowej odpowiedzialności za czyn jednostki niezbyt dobrze świadczy o Tuwimie.
Proces E. Niewiadomskiego zakończył się wyrokiem skazującym zamachowca na karę śmierci, a prezydent Stanisław Wojciechowski nie skorzystał z prawa łaski.
Czas oczekiwania na egzekucję Niewiadomski wypełnił sobie twórczością literacką i publicystyczną. O popełnionej zbrodni napisał m.in.
„Czyn był straszny, bo musiałem uderzyć w naród. Nie słowem bezsilnym, lecz gromem. Gromem równym tej hańbie, jaką go opanowała spółka cynicznych hultajów i jawnych wrogów Polski. Musiałem uderzyć gromem, aby zbudzić tych co mniemają, że Polska już się ciałem stała, że minął czas wysiłków i ofiar i że broń można już złożyć. Tak nie jest! To, na co patrzą oczy nasze, nie jest jeszcze Polską. Nie o takiej śniły wielkie serca poetów naszych, nie za taką cierpiały, walczyły i ginęły pokolenia. (…) To Jest dopiero Polska Piłsudskiego, Judeo-Polska. Naród polski do władzy w niej jeszcze nie doszedł. Polskę prawdziwą trzeba dopiero zdobyć i zbudować.”
Co z tego wynikało? Polska, zdaniem Niewiadomskiego jeszcze nie odzyskała niepodległości i nadal trzeba prowadzić walkę o jej odzyskanie. Jest jak człowiek, któremu wydaje się, że wojna trwa jeszcze a tu już dawno pokój nastał i wraz z nim niepodległość Polski. Tymczasem Polska była krajem niepodległym, o ustroju parlamentarno-gabinetowym ustalonym przez Konstytucję Marcową i należało skoncentrować się na pracy dla państwa polskiego w ramach zasad konstytucyjnych. Nie osiąganie określonego wyniku wyborczego nie zawsze oznacza wadliwość tych zasad i konieczność walki zbrojnej o ich zmianę.
Po egzekucji E. Niewiadomskiego siły narodowe i chrześcijańskie zorganizowały uroczystości pogrzebowe. Ostatnia droga zamachowca zgromadziła ponoć 10 tys. ludzi. Po pogrzebie przez pewien okres czasu trwała akcja zamawiania mszy w intencji zamachowca i trwała aż do wydania zakazu przez hierarchię Kościoła katolickiego.
Jakie wnioski z tamtego wydarzenia płyną dla współczesnych? Należy porzucić retorykę a’la Niewiadomski, że dziś Polska nie jest jeszcze Polską, że nie minął czas wysiłków i ofiar i że broni nie można jeszcze złożyć, że nie o takiej śniły wielkie serca poetów naszych, nie za taką cierpiały, walczyły i ginęły pokolenia. Taka retoryka, to 90-lat temu retoryka mordercy głowy państwa polskiego. Polska jest Polską i w ramach jej ustroju należy walczyć metodami parlamentarnymi o prezydenta, który reprezentuje naród i o rząd, który prowadzi politykę narodu polskiego.
Inne tematy w dziale Polityka